Polski alchemik obiecywał im złoto. Tak Francuzi stracili fortunę

Zbigniew Dunikowski twierdził, że znalazł sposób na pozyskiwanie złota ze skał, które dotąd uchodziły za bezwartościowe. Zamożni inwestorzy uwierzyli w jego wynalazek i wyłożyli ogromne pieniądze. Gdy jednak kolejne eksperymenty nie przynosiły oczekiwanych rezultatów, sprawą zainteresował się wymiar sprawiedliwości, a pytanie o naukowy przełom szybko ustąpiło miejsca podejrzeniu o wielkie oszustwo.

Zbigniew Dunikowski w San Remo Zbigniew Dunikowski w San Remo
Źródło zdjęć: © NAC

Strzały w restauracji na Krakowskim Przedmieściu

W styczniu 1905 roku w restauracji Lijewskiego na Krakowskim Przedmieściu Xawery Dunikowski, jeden z najwybitniejszych polskich rzeźbiarzy, postrzelił śmiertelnie malarza Wacława Pawliszaka.

Oficjalnie jako przyczynę podawano spór natury artystycznej, lecz miasto huczało od plotek, że w tle stała chorobliwa zazdrość Pawliszaka o zjawiskowo piękną Florę Hufnagel, poetkę publikującą pod pseudonimem Lilianna. Zazdrość ta nie była bezpodstawna, bo malarz dowiedział się, że Flora spotyka się z Dunikowskim, który nie tylko utrzymywał z nią bliskie relacje, ale też modelował jej biust. Pawliszak dążył do konfrontacji i zapowiadał, że wychłoszcze rywala pejczem.

Wyrok wywołał kolejne emocje. Mimo oburzenia części warszawskiego środowiska i przyjaciół zabitego Dunikowskiego uniewinniono pod koniec listopada 1905 roku, a z zarzutów oczyszczono go ponownie w procesie cywilnym wytoczonym przez matkę Pawliszaka.

Ogłoszenie w gazetach

Rozgłos towarzyszący sprawie okazał się na tyle uciążliwy, że zareagowała dalsza rodzina. Lwowska gałąź Dunikowskich, na czele ze światowej sławy geologiem profesorem Emilem Dunikowskim, publicznie odcięła się od krewnego, zapewniając za pośrednictwem prasy, że nie jest ani trochę rodziną tamtych Dunikowskich.

Historia lubi jednak ironię, bo niespełna trzydzieści lat później to właśnie syn profesora Emila sprawił, że nazwisko Dunikowski znalazło się na ustach nie tylko Polaków, lecz również Francuzów i opinii publicznej na całym świecie.

Aparat do wytwarzania złota

W lutym 1927 roku inżynier Zbigniew Dunikowski, mieszkający wówczas w Monako, ogłosił, że skonstruował urządzenie pozwalające wydobywać złoto z piasku oraz ze skał dotąd nieuważanych za złotonośne. Zainteresowanie było natychmiastowe i powstała spółka z udziałem zamożnych inwestorów, która miała wykorzystać to odkrycie.

Kłopot polegał na tym, że w latach 1927 do 1930 inżynier mimo licznych eksperymentów nie zdołał wyprodukować ani cząsteczki złota. Cierpliwość darczyńców w końcu się wyczerpała i złożyli skargę o oszustwo, a 1 grudnia 1931 roku Dunikowskiego aresztowano na Lazurowym Wybrzeżu.

Eksperyment pod okiem biegłych

Obrona przyjęła nietypową strategię, bo adwokat uzyskał od sędziego śledczego zgodę na przeprowadzenie eksperymentów, które miały wykazać dobrą wolę oskarżonego. Przygotowania potraktowano z całą powagą, przewożąc aparaturę do paryskiej École centrale i zabezpieczając ją w zapieczętowanym pomieszczeniu z podwójnymi zamkami.

Wynalazca miał pracować pod kontrolą uznanych naukowców, lecz nie zdążył spełnić obietnic w wyznaczonym terminie, co obrona tłumaczyła przyczynami materialnymi.

Rachunek okazał się wysoki. Inżynier wyłudził łącznie milion franków od dwóch podmiotów, czyli od Przedsiębiorstw Finansowo-Przemysłowych Finindus w Paryżu oraz od Laboratorium Elektrotechnicznego w Neuilly-sur-Seine. 7 stycznia 1933 roku skazano go na dwa lata więzienia oraz blisko trzy miliony franków odszkodowania.

Rzeźbiarz, który zachował klasę

Najciekawszy okazał się finał tej historii, bo Xawery Dunikowski, od którego lwowska rodzina tak stanowczo się odżegnała, zachował się z dużo większą klasą niż oni przed laty. W czasie procesu żona i dzieci Zbigniewa mieszkały u rzeźbiarza oraz jego partnerki, artystki Sary Lipskiej. Sara wraz z córką przychodziły na rozprawy i wspierały Karolinę, małżonkę oskarżonego, stanowczo broniąc przy tym lwowskiego Dunikowskiego.

Sam skazany do końca nie przyznał się do oszustwa. Jedna z kuzynek mówiła wówczas dziennikarzom, że wszystkie propozycje składane inżynierowi w zamian za wyjawienie jego tajemnicy są absolutnie śmieszne i że choć jest on bardzo chory, nie podda się.

Z więzienia Zbigniew Dunikowski wyszedł w maju 1933 roku i zamieszkał w San Remo. W 1939 roku wyjechał na Filipiny, a po wojnie osiadł w Stanach Zjednoczonych, gdzie do końca życia prowadził badania nad pozyskiwaniem złota.

Źródło

Niniejszy tekst stanowi fragment najnowszej książki Marty Orzeszyny "Paryż, lata 20., lata 30. Taniec na wulkanie" (Wydawnictwo Rebis, Poznań 2026).

Książka Marty Orzeszyny "Paryż" (wyd. Rebis, Poznań 2026) © Licencjodawca

Książkę można zamówić, klikając ten link.

Wybrane dla Ciebie