Obiecujący start
Gdy w 999 roku w Pradze zmarł Bolesław II Pobożny, dynastia Przemyślidów wkroczyła w jeden z najciemniejszych okresów w swoich dziejach. Władca pozostawił po sobie trzech synów: Bolesława III, zwanego Rudym, oraz młodszych Jaromira i Udalryka.
Tron objął najstarszy, co zgodnie z ówczesnymi zwyczajami nikogo nie dziwiło. Rudy miał za sobą już niejedno polityczne doświadczenie. Cztery lata wcześniej poprowadził czeski kontyngent na Połabie, wspierając cesarza Ottona III.
Zapowiadało się więc na spokojne, uporządkowane rządy. Zapowiadało się, ponieważ nowy władca niemal od pierwszego dnia pokazał, że ma w sobie znacznie więcej z dziadka Bolesława Srogiego aniżeli z pobożnego ojca.
Czechy tamtej epoki nie były państwem słabym. Przemyślidzi zbudowali silny ośrodek władzy nad Wełtawą, rywalizujący z piastowską Polską o wpływy na pograniczu i o kontrolę nad Śląskiem oraz Małopolską.
Praga stanowiła ważny punkt na mapie środkowej Europy, a czescy książęta uchodzili za graczy, z którymi trzeba się liczyć. Tym boleśniejszy okazał się upadek, jaki dynastii zgotował nowy władca.
Terror zamiast rządów
Rządy Bolesława Rudego to jeden ciąg paniki i przemocy. Wszędzie widział spiski i wietrzył zdradę. Uznał, że najlepszą metodą utrzymania władzy jest wyeliminowanie każdego, kto mógłby mu ją odebrać.
Pierwsi na celowniku znaleźli się jego bracia. Jaromira kazał wykastrować, Udalryka usiłował udusić w łaźni. W przypadku pierwszego przedsięwzięcie się powiodło, w przypadku drugiego nie do końca.
Skoro bracia (pomimo tych brutalnych zabiegów) wciąż mieli poparcie czeskich elit, Rudy doszedł do wniosku, iż dobijanie ich nie przyniesie mu już żadnej korzyści. Wygnał ich zatem z kraju razem z macochą Emmą, wdową po Bolesławie Pobożnym.
Bracia ruszyli w świat szukać schronienia, a Rudy pozostał sam na praskim tronie, otoczony rosnącym gronem wrogów. Okrucieństwo wobec najbliższej rodziny miało odstraszyć potencjalnych rywali, lecz przyniosło skutek odwrotny do zamierzonego.
Czesi szukają nowego władcy
Terror nie zdołał uciszyć opozycji. Wręcz przeciwnie, z każdym miesiącem coraz więcej czeskich możnych dochodziło do wniosku, że z Bolesławem III im nie po drodze. Zaczęli szukać alternatywy.
Znaleźli ją w osobie niejakiego Władywoja, postaci owianej mgiełką tajemnicy. Do dziś nie jest jasne, z którego dokładnie rodu się wywodził, czy z Przemyślidów, czy z Piastów.
Faktem jest natomiast, że przebywał wówczas w Polsce, a do władzy w Pradze objął wkrótce drogę dzięki wsparciu ze strony tamtejszej opozycji.
Niewykluczone, że pomógł mu w tym również Bolesław Chrobry, choć ówczesne źródła milczą na temat ewentualnej polskiej pomocy zbrojnej czy dyplomatycznej.
Władywoj z rządów nie nacieszył się długo. Nie obalili go wrogowie, nie zgładzili skrytobójcy, lecz wykończył go własny styl życia.
Zmarł nagle na początku 1003 roku, a niektóre źródła twierdzą, że do grobu wpędziło go nałogowe pijaństwo. Rzadko się zdarza, by koronę stracić w butelce, ale Władywojowi udała się ta sztuka.
Loch zamiast gościny
Śmierć niefortunnego księcia otworzyła na nowo praski tron, a Bolesław Rudy, który od kilku miesięcy tułał się po obcych dworach w poszukiwaniu schronienia, natychmiast wrócił do gry. Jego pierwszy przystanek okazał się jednak zdecydowanie niefartowny.
Gdy zapukał do drzwi margrabiego Henryka ze Schweinfurtu, ten zamiast okazać gościnność, uraczył go lochem. Margrabia miał zresztą powody, by nie darzyć Rudego sympatią.
Czeski książę wielokrotnie najeżdżał jego włości, grabiąc, paląc i dopuszczając się rzeczy, o których nie wypada pisać. Teraz przyszedł rewanż.
Kilka miesięcy w średniowiecznym lochu, szczególnie w okresie zimy, to był w gruncie rzeczy wyrok śmierci na raty. Ludzi osadzonych w takich warunkach, jeśli nie wiązano z nimi żadnych politycznych planów, czekał najczęściej jeden z trzech scenariuszy: śmierć z głodu lub zimna, oślepienie, wreszcie długie czekanie na okazję, aż koniunktura polityczna zmieni się na tyle, by więzień stał się zbędny.
Rudemu dostał się scenariusz numer trzy i pod koniec 1002 roku udało mu się wyjść na wolność. Wolny, lecz bez grosza i bez kraju, powędrował dalej.
Tym razem skierował się do Polski, gdzie panował jego kuzyn, Bolesław Chrobry. Nie wiedział jeszcze, że ta wizyta przypieczętuje jego los w sposób, którego nie mógłby sobie wyobrazić nawet w najczarniejszych snach.
Źródło
Niniejszy tekst stanowi fragment najnowszej książki dr Mariusza Sampa "Kryminalne dzieje Piastów. Mroczna historia dynastii" (Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2026).
Książkę można zakupić na empik.com pod tym linkiem.