Pomarańcze zamiast pocisków
Gdy losy starcia były przesądzone, chrześcijańskie okręty zawróciły, by dobić rannych i złupić tureckie jednostki. Pole bitwy wyglądało jak obraz zniszczeń po kataklizmie, bo w promieniu wielu kilometrów woda była zasłana płonącymi statkami, a inne dryfowały niczym widma z martwymi załogami.
Muzułmanie, którzy przeżyli, walczyli do końca. Zdarzały się przy tym momenty groteskowe, bo niektóre okręty nie chciały się poddać nawet wtedy, gdy załodze zabrakło kul i strzał.
Zaczynano wówczas rzucać w napastników pomarańczami i cytrynami, a chrześcijanie, jak zanotował Girolamo Diedo, z pogardą, lecz i dla zabawy odrzucali owoce z powrotem. Do podobnych scen dochodziło w wielu miejscach i towarzyszyło im dużo śmiechu.
Morze czerwone od krwi
Kronikarze starali się oddać skalę tej rzezi. Najzacieklejsza część bitwy trwała cztery godziny i była tak krwawa, że morze oraz ogień zdawały się stanowić jedną całość. Wiele tureckich galer spaliło się do linii wody, a powierzchnię wody pokrywała gruba warstwa płaszczy, turbanów, łuków, tarcz i wioseł.
Nade wszystko dryfowały tam jednak ludzkie ciała, zarówno chrześcijan, jak i Turków, martwych, rannych i rozerwanych na strzępy. Niektórzy wciąż walczyli o życie, tracąc siły, w miarę jak krew wypływała z ich ran tak obficie, że zabarwiała wodę dookoła. Zwycięzcy nie okazywali przy tym wrogom współczucia, a ci, którzy błagali o litość, otrzymywali w zamian kulę z arkebuza lub pchnięcie piką.
Równolegle trwała grabież na wielką skalę. Ludzie spuszczali na wodę łodzie, aby wyławiać zabitych i przetrząsać ich szaty. Żołnierze, marynarze i skazańcy aż do zmroku radośnie oddawali się rabunkowi, licząc na bogate łupy, ponieważ tureckie galery, zwłaszcza te należące do paszów, zdobiły złote i srebrne ornamenty.
Bilans rzezi
Skala zniszczeń wstrząsnęła nawet wyczerpanymi zwycięzcami. W cztery godziny śmierć poniosło 40 tysięcy ludzi, a zniszczeniu uległo prawie sto okrętów. Liga Święta zdobyła 137 muzułmańskich statków.
Po stronie osmańskiej zginęło 25 tysięcy ludzi, a jedynie 3500 wzięto do niewoli. Straty chrześcijan również były dotkliwe i sięgnęły około 7500 zabitych. Zwycięzcy uwolnili przy tym 12 tysięcy chrześcijańskich niewolników pracujących na tureckich galerach.
Szczególnie bolesny dla sułtana okazał się ubytek ludzi. Wśród poległych znalazła się znaczna część doświadczonych żeglarzy i niemal cały elitarny korpus janczarów walczący na okrętach, czyli kadra, której odbudowa zajęła kolejne pokolenia.
Liczbą ofiar Lepanto przewyższyła dopiero bitwa pod Loos w 1915 roku. Girolamo Diedo napisał, że to, co się zdarzyło, było pod wieloma względami niesamowite, jakby ludzi coś oddzieliło od ciał i przeniosło na tamten świat.
Noc nad polem bitwy
Krwawa woda, gęsta od zbitych razem pozostałości bitwy, rozjarzyła się czerwoną poświatą w promieniach zachodzącego słońca, a dopalające się kadłuby błyszczały w ciemnościach. Zerwał się wiatr, mimo to okręty chrześcijańskie ledwo się poruszały, jak zapisał Aurelio Scetti, ze względu na niezliczone ludzkie ciała pokrywające morze.
W uszach zwycięzców wciąż dźwięczały żałosne krzyki dobiegające od strony wody. Choć wielu chrześcijan jeszcze żyło, nikt im nie pomógł.
Gdy flota szukała u brzegów Grecji bezpiecznego kotwicowiska, nadciągnął sztorm, który wzburzył powierzchnię morza i uniósł pobitewne szczątki, jakby ocean olbrzymią ręką czyścił pole bitwy.
Zwycięstwo, którego nie wykorzystano
Militarnego triumfu nie przekuto na trwałe korzyści. Zwycięzcy szybko posprzeczali się o podział zdobytych okrętów i niewolników, a Liga Święta zaczęła się rozpadać po śmierci papieża Piusa V w 1572 roku.
Turcy tymczasem działali błyskawicznie. W ciągu kilku miesięcy odbudowali flotę, wystawiając 150 nowych galer. Wenecja ostatecznie zawarła z sułtanem pokój, zrzekając się Cypru w zamian za gwarancje handlowe i bezpieczeństwo pozostałych posiadłości, a w 1574 roku Hiszpania musiała opuścić Tunis.
Źródło
Niniejszy tekst stanowi fragment najnowszej książki Rogera Crowleya "Morskie imperia. Batalia o panowanie na Morzu Śródziemnym 1521-1580", która właśnie ukazała się nakładem wydawnictwa Rebis (Poznań 2026).
Książkę można zamówić, klikając ten link.