Spór o wieś Karsko
Werner, biskup płocki, należał do najważniejszych i najbardziej wpływowych hierarchów swojej epoki. Cieszył się zaufaniem panującego nad Mazowszem Bolesława Kędzierzawego, budował katedry i prowadził misje wśród pogan.
Jego pozycja zdawała się niewzruszona, a mimo to padł ofiarą brutalnego skrytobójstwa, którego źródłem była pozornie błaha sprawa majątkowa.
Przed 1170 rokiem Werner popadł w konflikt z kasztelanem wiskim Bolestą o wieś Karsko, należącą do katedry płockiej. Spór ten znalazł finał w sądzie, który sporną osadę pozostawił w rękach biskupa. Dla Bolesty, przyzwyczajonego do umacniania własnej pozycji, była to dotkliwa porażka.
Kasztelan nie potrafił pogodzić się z wyrokiem. Zamiast jednak podjąć kolejną próbę porozumienia z duchownym, postanowił go zabić. Najprawdopodobniej doszedł do wniosku, że jakiekolwiek rokowania są z góry skazane na niepowodzenie.
Wiedział bowiem o zażyłych stosunkach Wernera z księciem Bolesławem Kędzierzawym i zdawał sobie sprawę, że w starciu z tak ustosunkowanym przeciwnikiem nie ma szans na korzystne rozstrzygnięcie.
Zbrodnia zlecona bratu
Patowa sytuacja przesądziła o tym, że Bolesta postanowił działać. Co istotne, nie zamierzał brudzić sobie rąk osobiście. Spotkał się ze swoim bratem Beneszem i omówił z nim szczegóły planowanego zabójstwa. To właśnie Benesz miał wykonać wyrok wydany na biskupa.
Zadanie okazało się zaskakująco łatwe, bo sam Werner nieświadomie je ułatwił. Biskup przebywał przez dłuższy czas w spornej miejscowości Karsko, o czym w porę dowiedział się jego przyszły zabójca. Benesz mógł więc spokojnie zaplanować atak, wybierając najdogodniejszy moment.
Zabójca do końca zachował zimną krew. Postanowił uderzyć późną nocą, gdy wszyscy byli już pogrążeni w głębokim śnie.
Dla pewności wziął do pomocy nieznaną bliżej liczbę pruskich wojów, zapewniając sobie w ten sposób przewagę na wypadek, gdyby z odsieczą biskupowi przyszła okoliczna ludność. Ostrożność ta okazała się jednak zbędna, bo mieszkańcy Karska zachowali wobec napaści całkowitą bierność.
Mord w środku nocy
Werner nie przeczuwał najmniejszego zagrożenia. Gdy zamachowcy weszli do jego komnaty, zastali go pogrążonego we śnie.
Nie wiemy dokładnie, jak zginął, lecz jedno uderzenie sztyletem, toporem lub nożem mogło w zupełności wystarczyć. Źródła nie wspominają, by biskup zdążył się bronić.
Wraz z Wernerem zginął towarzyszący mu mnich Benedykt. Śmierci uniknął natomiast bezimienny sługa biskupa, który w ostatniej chwili schronił się przed napastnikami pod łóżkiem. Stamtąd, sparaliżowany trwogą, obserwował, jak zarzynają jego pana. Gdy niebezpieczeństwo minęło, to właśnie on opowiedział o wszystkim, co widział tej strasznej nocy.
Dla zabójcy i jego pruskich pomocników liczył się teraz czas. Benesz i wspierający go poganie oddalili się z Karska, nie niepokojeni przez nikogo. Ciała zabitych, przykryte naprędce dywanami i słomą, pozostawili na miejscu zbrodni. Pośpiech zabójców był na tyle duży, że nie zadbali nawet o ukrycie zwłok.
Triumf zleceniodawcy
Zbrodni dokonano tak sprawnie i niepostrzeżenie, że napastnicy bez przeszkód zniknęli z miejsca tragedii. Możemy się jedynie domyślać, jak zareagował kasztelan Bolesta, gdy dotarła do niego wieść o śmierci znienawidzonego biskupa. Najpewniej nie posiadał się z radości.
Wreszcie wziął odwet na duchownym, który pokrzyżował mu plany majątkowe, a przy okazji liczył, że wzbogaci się o część jego dóbr.
Zabójców zapewne hojnie wynagrodzono. Najwięcej złota otrzymał z pewnością Benesz, który podjął się najbardziej ryzykownej części całego przedsięwzięcia.
Tymczasem zamordowany biskup szybko zyskał na Mazowszu sławę męczennika. Jego imię umieszczono w ówczesnych wykazach świętych i błogosławionych, a w połowie XIII wieku spisano nawet krótką relację o jego śmierci i cudach, które miały się dziać za jego pośrednictwem.
Starań o oficjalną beatyfikację ostatecznie jednak nie podjęto, a kult Wernera samoistnie zamarł. Uważa się, że zaważyły na tym jego dawne związki z antypapieżami.
Radość Bolesty z dokonanej zbrodni miała jednak okazać się bardzo krótkotrwała. Kasztelan nie przewidział bowiem jednego. Tak głośne morderstwo zaufanego człowieka księcia nie mogło ujść bezkarnie, a gniew Bolesława Kędzierzawego miał wkrótce spaść na niego z całą mocą.
Źródło
Niniejszy tekst stanowi fragment najnowszej książki dr Mariusza Sampa "Kryminalne dzieje Piastów. Mroczna historia dynastii" (Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2026).
Książkę można zakupić na empik.com pod tym linkiem.