Wdowa, która nie chciała ustąpić
Wszystko zaczęło się od śmierci króla Albrechta Habsburga, który osierocił brzemienną żonę, Elżbietę Luksemburską, córkę cesarza Zygmunta. Wdowa była przekonana, że urodzi syna i dziedzica węgierskiego tronu.
Węgierscy możni mieli inne plany. Nie chcieli czekać, aż niemowlę dorośnie, ani znosić rządów regentki, za którą stanęliby jej zachłanni krewni. Kraj potrzebował władcy zdolnego bronić południowej granicy, na którą napierali Turcy.
Panowie zaproponowali więc królowej powtórne małżeństwo z polskim królem Władysławem, późniejszym Warneńczykiem. Miał on nad nienarodzonym dzieckiem kilka przewag, bo osiągnął już wiek męski, licząc 16 lat, władał sąsiednim państwem i cieszył się poparciem węgierskiej szlachty.
Elżbieta zwlekała, stawiała warunki i ostatecznie pod naciskiem możnych wyraziła zgodę na ten związek. W rzeczywistości nie zamierzała go zawrzeć, a jej myśli krążyły wokół zupełnie innego rozwiązania, czyli zdobycia korony Świętego Stefana, bez której na Węgrzech nie sposób było legalnie koronować władcy.
Piastunka, której nikt nie podejrzewał
Najlepszą sojuszniczką królowej okazała się kobieta z jej najbliższego otoczenia, na którą nikt nie zwracał uwagi. Helene Kottanerin przyszła na świat około czterdziestu lat wcześniej w rodzinie drobnej szlachty z okolic Sopronu. Poślubiła miejscowego patrycjusza, a po jego śmierci wyszła za wpływowego wiedeńskiego mieszczanina Johannesa Kottanera.
Około 1436 roku zatrudniono ją na dworze jako opiekunkę nowo narodzonej królewny Elżbiety. Była kobietą w średnim wieku, mężatką i matką, która nie wdawała się w intrygi ani romanse, przez co wydawała się całkowicie nieszkodliwa. Dysponowała za to doświadczeniem życiowym, zdrowym rozsądkiem i zimną krwią.
Po śmierci Albrechta piastunka stała się powiernicą osamotnionej królowej. Zaufanie władczyni dawało jej autorytet, przez co dworzanie nie kwestionowali jej poleceń. Zarazem niepozorna funkcja pozwalała jej poruszać się między siedzibami dworu ze swobodą nieosiągalną dla arystokratek.
Nocne włamanie do skarbca
Coraz bliższa porodu Elżbieta wyruszyła z Wyszehradu w stronę Pożonia, czyli dzisiejszej Bratysławy. Zatrzymała się z orszakiem w Komarnie i tam wyjawiła piastunce swój plan. Helene pomodliła się o radę, po czym zgodziła się pomóc, uznawszy, że wdowie i jej nienarodzonemu synowi dzieje się wielka niesprawiedliwość.
Pierwszy wybrany przez nią wspólnik przeraził się misji i uciekł do stajni, a wkrótce spadł z konia i po wyzdrowieniu zbiegł aż do Chorwacji. W pamiętniku Helene nazwała go kąśliwie tchórzem. Ostatecznie znalazła Węgra gotowego jej pomóc, lecz nawet po latach nie ujawniła jego imienia.
Do Wyszehradu przybyli pod pozorem przygotowania podróży dworu królowej. Podczas gdy damy pakowały swoje rzeczy, Helene poprosiła strażniczkę świec o dodatkowe światło, tłumacząc, że zamierza modlić się przez całą noc.
Sprzyjało jej szczęście, bo kasztelan sypiający w pokoju prowadzącym do komnaty z insygniami akurat zachorował i opuścił posterunek. Nikim go nie zastąpiono, ponieważ w sąsiednich pomieszczeniach zakwaterowano damy dworu i obawiano się gorszących sytuacji.
Tej nocy Helene trzymała straż, podczas gdy dwaj mężczyźni otwierali zamki. Kłódki okazały się oporne i trzeba je było przepalać. Piastunka modliła się żarliwie, ślubując pieszą pielgrzymkę do sanktuarium w Mariazell oraz cotygodniową modlitwę do Maryi do końca życia, byle tylko nikt ich nie usłyszał.
Poduszka z czerwonego aksamitu
Po kradzieży spiskowcy zatarli ślady z zaskakującą starannością. Zniszczone zabezpieczenia zastąpili nowymi, przemyconymi wcześniej do zamku, a zamknięcie opieczętowali pierścieniem królowej, w który zapobiegliwie ich wyposażyła. Następnie wytrząsnęli pierze z poduszki obszytej czerwonym aksamitem i zaszyli w niej koronę, a resztki skrzynki po insygnium Helene spaliła w kominku.
Nazajutrz jej pomocnik położył sobie poduszkę na ramieniu i narzucił na nią starą bydlęcą skórę z długim, dyndającym ogonem. Ludzie dziwowali się i wybuchali śmiechem na jego widok, a on w ten sposób, na oczach wszystkich, wyniósł koronę z zamku. Potem umieszczono ją w saniach wśród innych poduszek i okryć.
Podczas przeprawy przez zamarznięty Dunaj pod powozem wiozącym damy dworu załamał się lód. Helene przeraziła się, że korona przepadnie razem z nimi wszystkimi, lecz ostatecznie stracono jedynie część bagaży. Zabrała najwyższe rangą damy do swoich sań i ruszyła dalej.
Dwóch królów na jednym tronie
Po powrocie piastunka pobiegła do swojej pani, która czuła się źle, bo zaczynał się już poród. W nocy z 21 na 22 lutego przyszedł na świat następca tronu, pogrobowiec ochrzczony imieniem Władysław. Helene zanotowała później, że nowy król urodził się w tej samej godzinie, w której święta korona dotarła do Komarna.
Dwanaście tygodni później, 15 maja, arcybiskup Ostrzyhomia koronował niemowlę skradzionym insygnium, zgodnie z węgierskim zwyczajem. Ceremonia była tak pospieszna, że nie zdążył wrócić posłaniec wysłany po chrzcielną szatę. Helene, której w uznaniu zasług pozwolono trzymać dziecko podczas uroczystości, musiała w sekrecie wykroić kawał materiału z szat dziadka królewicza, cesarza Zygmunta Luksemburskiego, i naprędce uszyć szatę.
Z chóru przyglądała się temu niespełna czteroletnia królewna Elżbieta, którą umieszczono przy organach, by nie stratował jej tłum. W przyszłości ta dziewczynka miała zostać żoną Kazimierza Jagiellończyka i matką kolejnego pokolenia Jagiellonów.
Pośpiech nie był przypadkowy, bo na Węgry przybył właśnie polski król Władysław, którego 17 lipca również koronowano, choć nie koroną Świętego Stefana, ta bowiem znajdowała się w rękach wdowy. Odtąd kraj miał dwóch królów o tym samym imieniu i szykował się do wojny domowej. Starły się w niej nie tylko dwie osoby, lecz również dwie koncepcje sukcesji, elekcyjna i dziedziczna.
Swój pamiętnik Helene Kottanerin spisała około 1450 roku, nadając mu tytuł Rzeczy warte zapamiętania. Nawet po latach nie ujawniła jednak wszystkiego, a tekst urywa się w pół zdania. Autorka żyła jeszcze co najmniej trzydzieści lat.
Źródło
Niniejszy tekst stanowi przeredagowany fragment najnowszej książki Anny Brzezińskiej "Cierpliwe Genowefy, bezwstydne Magdaleny. Przewodnik po średniowieczu zwykłych kobiet" (wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2026). Książkę można zamówić, klikając ten link.