Chłopski syn, który wyprzedził swoją epokę
Władimir Diemichow przyszedł na świat w 1916 roku w prostej rodzinie rosyjskich chłopów. Nikt z jego bliskich, pracujących na roli, nie mógł przypuszczać, że o młodym Władimirze usłyszy kiedyś cały świat.
Chłopiec od najmłodszych lat wyróżniał się ponadprzeciętną inteligencją i pracowitością. Zamiłowanie do nauki, zwłaszcza do biologii, ujawnił już w szkole średniej. Dzięki dodatkowym punktom przyznawanym za pochodzenie chłoporobotnicze bez trudu dostał się na studia wyższe.
Woroneski Uniwersytet Państwowy dał mu solidne wykształcenie i możliwość rozwijania zainteresowań, które od początku były bardzo sprecyzowane. Diemichowa najbardziej pociągał układ krążenia. Mając zaledwie 21 lat, samodzielnie zaprojektował pierwszą na świecie mechaniczną pompę wspomagającą pracę serca.
Jeszcze w trakcie studiów dokonał udanego przeszczepu serca u bezpańskiego psa znalezionego na ulicy. Zwierzę przeżyło po zabiegu zaledwie dwie godziny, jednak sam fakt, że jego organizm funkcjonował, a przeszczepione serce prawidłowo przepompowywało krew, stanowił osiągnięcie trudne do przecenienia.
Od frontu do sali operacyjnej
Dokonania młodego badacza szybko dostrzeżono. Już w 1940 roku otrzymał propozycję objęcia posady asystenta na Wydziale Fizjologii Uniwersytetu Moskiewskiego, którą oczywiście przyjął. Było to dla niego nie tylko prestiżowe wyróżnienie, lecz przede wszystkim szansa na realizację pomysłów, które od dawna dojrzewały w jego głowie.
Plany przerwała II wojna światowa. Diemichow służył na froncie jako lekarz, a do badań nad przeszczepami powrócił dopiero po jej zakończeniu. Kontynuował wówczas transplantacje wątrób, serc i płuc, przeprowadzane najczęściej na psach, systematycznie poszerzając wiedzę w tej dziedzinie.
Rezultaty stawały się coraz lepsze. Jeden z psów, któremu w 1953 roku przeszczepił serce, przeżył po operacji aż siedem lat. Był to wynik, jakiego wówczas nikt inny nie osiągał.
Kilkanaście lat później uczony otrzymał środki i zezwolenia na przeprowadzenie przedsięwzięcia, które miało stać się najważniejszym i zarazem najbardziej kontrowersyjnym projektem jego życia.
Hybryda z dwiema głowami
Diemichow postanowił stworzyć dwugłowego psa, doszywając jedno zwierzę do barku drugiego. Zabieg wymagał starannego połączenia zarówno układów krwionośnych, jak i nerwowych obu organizmów.
Mniejszy pies był w ten sposób podłączony do serca i płuc większego, dzięki czemu jego ciało wciąż otrzymywało tlen oraz substancje odżywcze. Powstawała hybryda złożona z dorosłego psa z przyczepionym doń fragmentem młodszego zwierzęcia, które za sprawą połączonego układu nerwowego odwzorowywało zachowania żywiciela.
Metodę tę uczony doskonalił latami, podobnie jak wcześniej szlifował techniki przeszczepiania płuc i serc. Początkowo jego dwugłowe psy umierały jeszcze na stole operacyjnym, a taka sytuacja powtórzyła się co najmniej 23 razy, co oznacza śmierć 46 zwierząt.
Przełom nastąpił w 1959 roku, gdy Diemichowowi udało się doszyć do ciała owczarka niemieckiego pozostałości młodego kundelka, czyli jego głowę wraz z przednimi łapami i obręczą barkową. Obydwa psy pochodziły ze schroniska, a uczony wybrał je osobiście, zwracając uwagę na wiek, wagę i ogólną kondycję. Owczarkowi nadał imię Brodiaga, a mieszańca nazwał Szawka.
Cztery dni cierpienia
Tym razem zwierzęta przeżyły operację i udało się je skutecznie wybudzić. Kolejne godziny utwierdziły badacza oraz jego asystentów w przekonaniu, że dokonali przełomu. Psy żyły, a owczarek mógł się poruszać i stopniowo nabierał sił.
Niemal natychmiast ujawniły się skutki połączenia układów nerwowych. Gdy większy pies próbował zrzucić z siebie mniejszego lub go ugryźć, doszyta głowa wykonywała analogiczne ruchy. Kiedy owczarek jadł lub pił, głowa kundelka również pobierała pokarm i wodę, które jednak spływały specjalną rurką na ziemię, ponieważ dolna część jego ciała została w całości amputowana.
Trudno dziś orzec, jaki był stan świadomości mniejszego zwierzęcia ani na ile większe zdawało sobie sprawę z tego, co się wokół niego dzieje. Pewne jest natomiast, że oba psy cierpiały i były skazane na śmierć.
Zasadniczym problemem okazała się wzajemna agresja. Po czterech dniach mniejsze zwierzę uszkodziło tętnicę szyjną większego, co doprowadziło do śmierci obu uczestników eksperymentu.
Wizjoner czy doktor Frankenstein
Gdy Diemichow po raz pierwszy zaprezentował swoje dzieło dziennikarzom z całego świata podczas konferencji w moskiewskim instytucie badawczym, opinia publiczna przeżyła wstrząs. Część obserwatorów zastygła w podziwie, rozważając, co wyniki tych badań mogą oznaczać dla przeszczepiania narządów u ludzi. Inni podnosili natomiast kwestie etyczne, porównując uczonego do doktora Frankensteina z powieści Mary Shelley.
Środowisko naukowe w większości pozostawało pod wrażeniem. Gdy o eksperymencie dowiedział się Christiaan Barnard, kardiochirurg z Republiki Południowej Afryki, jeszcze tego samego dnia postanowił samodzielnie przeprowadzić podobny zabieg na psach.
Radzieckiego biologa traktował jako wizjonera i wzór do naśladowania, co nie dziwi, skoro sam odznaczał się odwagą oraz zamiłowaniem do eksperymentowania. Kilkanaście lat później Barnard zyskał światową sławę jako pierwszy lekarz, który przeprowadził transplantację serca u człowieka.
Wokół dokonań Diemichowa słusznie narosło wiele wątpliwości natury etycznej. Warto jednak pamiętać, że uczony ten miał na swoim koncie szereg nowatorskich rozwiązań, w tym opracowanie bajpasów oraz prototypu sztucznego serca. Do końca życia żałował, że jego nazwisko kojarzy się przede wszystkim z makabrycznym eksperymentem z dwugłowym psem, a nie z przełomowymi osiągnięciami, które realnie posunęły medycynę naprzód.
Źródło
Niniejszy tekst stanowi fragment książki "Makabrycja przedstawia historie mrożące krew w żyłach" (wydawnictwo Znak, Kraków 2026). Książkę, można zamówić, klikając ten link.