Chciała pokazać, kim naprawdę jest
Gdy w marcu 2022 roku Jacqueline Durand stanęła przed kamerą stacji CBS, na jej twarzy wciąż widoczne były ślady rozległych obrażeń. Nie próbowała ich jednak ukrywać. Tłumaczyła, że nie chce wstydzić się ani bać własnego wyglądu.
Jeszcze kilka miesięcy wcześniej prowadziła zupełnie inne życie. Studiowała na University of Texas at Dallas, od lat opiekowała się psami, a podczas studiów założyła własną działalność świadczącą usługi opieki nad zwierzętami.
Psy, którymi miała zająć się 23 grudnia 2021 roku w Coppell w Teksasie, nie były jej zupełnie obce. Wcześniej poznała Lucy, mieszańca owczarka niemieckiego, oraz Bendera, mieszańca pitbulla i boksera. Pierwsze spotkanie ze zwierzętami przebiegło bez żadnego incydentu.
Psy zaatakowały ją przy drzwiach
Kiedy Durand weszła do domu, oba psy natychmiast na nią ruszyły. Jak podano później w pozwie, przewróciły ją, a następnie zaczęły gryźć po głowie i twarzy. Rany pokrywały również pozostałe części jej ciała.
Obrażenia okazały się niezwykle rozległe. Durand straciła uszy, nos, wargi i znaczną część tkanek twarzy. Później opowiadała, że na jej ciele naliczono ponad 800 ran po ugryzieniach.
Jej stan był krytyczny. Ojciec Jacqueline wspominał, że lekarze musieli ją reanimować. Pierwsza operacja ratująca życie trwała około siedmiu godzin, a po zabiegu pacjentkę wprowadzono w stan śpiączki farmakologicznej.
Kolejne operacje i długa rehabilitacja
Gdy stan Jacqueline udało się ustabilizować, rozpoczęła się rekonstrukcja twarzy. Chirurdzy wykorzystywali między innymi skórę pobraną z innych części jej ciała.
Rehabilitacja obejmowała również ćwiczenia, dzięki którym mogła stopniowo coraz szerzej otwierać usta i swobodniej jeść.
W sierpniu 2022 roku stacja Spectrum News informowała, że Durand przeszła już 17 operacji twarzy, w większości rekonstrukcyjnych. Leczenie nie ograniczało się jednak do zabiegów. Równie ważne były żmudna rehabilitacja oraz próba oswojenia się z trwałymi zmianami w wyglądzie.
W następnych latach Jacqueline przechodziła kolejne operacje. Cztery lata po ataku mówiła, że czeka ją następny zabieg. Przyznawała również, że długotrwałe leczenie przyniosło nie tylko komplikacje fizyczne, lecz także okresy depresji i dotkliwego osamotnienia.
Od początku Durand podkreślała, że nie chce być postrzegana jedynie jako kobieta zaatakowana przez psy. Zaczęła publikować materiały dokumentujące rekonwalescencję i otwarcie opowiadać o życiu po tak ciężkim urazie.
Zdarzało się nawet, że platformy internetowe oznaczały zwyczajne nagrania przedstawiające jej twarz jako treści mogące wywoływać dyskomfort.
Atak nie odebrał jej również sympatii do zwierząt. W 2022 roku zapewniała, że nadal kocha swoje psy i rozważa w przyszłości pracę ze zwierzętami. Przyznawała jednak, że widok niektórych ras przywołuje wspomnienia dramatycznych wydarzeń.