Mocno zakrapiane uczty. Kulisy słynnego zjazdu Piastów zdumiewają

Mieli zjechać najważniejsi książęta i biskupi kraju, by zakończyć wyniszczające spory o Wielkopolskę. Wszystko zawisło jednak na przybyciu dwóch ludzi, którzy uparcie zwlekali. Gdy obrady utknęły, znudzeni władcy zaczęli rozjeżdżać się do domów, a książę Leszek Biały wyjechał jako jeden z ostatnich. Ta zwłoka kosztowała go życie. Oto kulisy zjazdu, który przeszedł do historii jako preludium najgłośniejszego mordu epoki.

"Sejm w Gąsawie", szkic Jana Matejki z 1866 roku"Sejm w Gąsawie", szkic Jana Matejki z 1866 roku
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Po co zwołano wielki zjazd?

W 1227 roku Polska od niemal stu lat pozostawała rozbita na dzielnice, a kolejni książęta piastowscy toczyli ze sobą nieustanne spory o ziemię i wpływy. Najbardziej palącym z nich był konflikt o Wielkopolskę, w którym Władysław Odonic, wsparty przez pomorskiego księcia Świętopełka, pokonał swojego stryja Władysława Laskonogiego. W sprawę zaangażował się też najpotężniejszy władca kraju, książę krakowski Leszek Biały.

Rozstrzygnięcie tych zatargów miało nastąpić na zjeździe w Gąsawie niedaleko Żnina, dokąd zaproszono najważniejszych książąt piastowskich tamtej doby. Według Jana Długosza obrady rozpoczęły się 11 listopada, w dzień świętego Marcina.

Do dziś nie udało się ustalić, kto wpadł na pomysł zorganizowania ogólnopolskiego spotkania. Najczęściej wskazuje się Władysława Laskonogiego, który miał już dość zmagań ze znienawidzonym bratankiem.

Możliwe też, że zjazd nie doszedłby do skutku bez wyraźnej inicjatywy samego Leszka Białego. Jako książę zwierzchni zamierzał on mediować we wszystkich spornych sprawach między władcami dzielnicowymi i przywrócić w kraju nadwątlony porządek.

Synod, nie rada wojenna

Co pewien czas powraca hipoteza, że zebrani w Gąsawie książęta mieli nie tyle obradować, ile wyprawić się zbrojnie przeciwko Świętopełkowi i zmusić go do uległości. Przeczy temu jednak kilka okoliczności. Przede wszystkim późna pora roku zupełnie nie sprzyjała podejmowaniu działań wojennych.

Pojawiała się też czysto fantazyjna teza, jakoby pod Gąsawą doszło do bitwy w otwartym polu, w której zginął Leszek Biały. Ten scenariusz nie ma żadnego oparcia w źródłach. Wystarczy zresztą spojrzeć na listę gości, by odrzucić wszelkie domysły o charakterze wojennym.

Do wielkopolskiego grodu zjechał bowiem kwiat polskiego Kościoła. Przybyli arcybiskup gnieźnieński Wincenty z Niałka oraz biskupi poznański, krakowski, lubuski i włocławski, a także biskup elekt płocki. Towarzyszyli im liczni możni świeccy i duchowni.

Taki skład znacznie bardziej pasuje do pokojowego synodu niż do rady wojennej. Obecność najwyższych hierarchów wskazywała, że do sprawy podchodzono poważnie, a pertraktacje zamierzano uwieńczyć konkretnymi ustaleniami, które zapewne miano uroczyście zaprzysiąc.

Obok Leszka Białego i Władysława Laskonogiego w Gąsawie pojawili się również Henryk Brodaty oraz Konrad Mazowiecki. Zabrakło natomiast Kazimierza opolskiego, którego w tym okresie niewiele ciągnęło do udziału w życiu politycznym kraju. Wszyscy zgromadzeni oczekiwali już tylko na przybycie dwóch mężczyzn, czyli Władysława Odonica i Świętopełka pomorskiego.

Oczekiwanie, które się dłużyło

Od początku zjazdu prowadzono półoficjalne i oficjalne rozmowy na bieżące tematy polityczne. Najmocniej poruszaną kwestią musiał być ciągnący się od kilku lat konflikt wielkopolski. Jego polubowne rozwiązanie było jednak możliwe tylko pod warunkiem przybycia Władysława Odonica, którego wciąż nie było.

Nie wiadomo nawet, czy do Gąsawy dotarł Świętopełk, choć najprawdopodobniej zagwarantowano mu osobistą nietykalność w zamian za udział w obradach. Obecność najważniejszych hierarchów świadczy o tym, jak poważnie traktowano całe przedsięwzięcie i jak bardzo liczono na trwałe porozumienie.

W przerwach między obradami zgromadzeni zapewne gawędzili na luźniejsze tematy, zagospodarowując sobie czas w oczekiwaniu na ociągających się teścia i zięcia.

Wysunięto kiedyś przypuszczenie, że znudzeni Piastowie umilali sobie dni mocno zakrapianymi ucztami oraz kąpielami w łaźni, gdzie leczono skutki biesiad. Czy tak rzeczywiście było, trudno dziś orzec, ponieważ źródła całkowicie pominęły przebieg gąsawskich rozmów.

Fiasko obrad

Z czasem zniecierpliwienie wśród wiecujących książąt i możnych narastało. Nie potrafiono zrozumieć, dlaczego Odonic i Świętopełk wciąż się spóźniają, zwłaszcza że ten pierwszy miał do Gąsawy bardzo blisko. Ich nieobecność blokowała jakiekolwiek wiążące rozstrzygnięcia.

W końcu część piastowskich książąt zaczęła rozjeżdżać się do domów. Niewykluczone, że na odchodnym uzgodniono kolejną turę rozmów w przyszłości, skoro sporów nie udało się rozstrzygnąć na miejscu.

W historiografii pojawia się też pogląd, że Leszek Biały wystąpił z inicjatywą zorganizowania wiosną 1228 roku wyprawy na Pomorze Gdańskie, by pokonać Świętopełka i ponownie go sobie podporządkować.

Który z tych wariantów ostatecznie przeważył, możemy tylko zgadywać. Pewne jest jedynie to, że zjazd gąsawski zakończył się klapą. Spory pozostały nierozstrzygnięte, a wielkie nadzieje na pacyfikację kraju spełzły na niczym.

Leszek Biały, faktyczny organizator spotkania, postanowił opuścić wielkopolski gród jako jeden z ostatnich. Ta zwłoka miała się okazać tragiczna w skutkach. Gdyby książę wyruszył do Małopolski choćby nieco wcześniej, najpewniej uniknąłby losu, jaki czekał go o świcie następnego dnia. Bo gdy większość gości już się rozjechała, a obóz książęcy opustoszał, w stronę Gąsawy zmierzali już ludzie z zupełnie innym zamiarem niż negocjacje.

Źródło

Okładka książki KRYMINALNE DZIEJE PIASTÓW © Licencjodawca

Niniejszy tekst stanowi fragment najnowszej książki dr Mariusza Sampa "Kryminalne dzieje Piastów. Mroczna historia dynastii" (Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2026). Książkę można zakupić na empik.com pod tym linkiem.

Wybrane dla Ciebie