Najdziwniejszy król średniowiecza. Całował trędowatych i żył jak mnich

Pod jedwabnymi szatami nosił szorstką włosiennicę. Klękał przed żebrakami, by obmywać im stopy, a trędowatych całował w twarz. Codziennie sadzał przy własnym stole 120 biedaków. Wstawał w środku nocy na modlitwę i kazał spowiednikowi chłostać się żelaznymi łańcuszkami. Ludwik IX był jedynym francuskim królem wyniesionym na ołtarze i być może jedynym monarchą średniowiecznej Europy, który tak bardzo chciał żyć jak mnich, że niemal zrzekł się tronu, by wstąpić do zakonu.

Ludwik IX ŚwiętyLudwik IX Święty
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Przełomowa krucjata

Lata spędzone na wyprawie krzyżowej zmieniły Ludwika nie do poznania. Wyruszał jako młody, pewny siebie władca przekonany, że Bóg pobłogosławi jego przedsięwzięcie. Wrócił do kraju jako człowiek złamany klęską w Egipcie, gdzie dostał się do niewoli i musiał wykupić siebie oraz swoich ludzi za ogromną sumę.

Paryżanie przygotowali na jego powrót fetę, jakiej miasto wcześniej nie widziało, lecz król trwał w żalu. "Mógłbym znieść to ze spokojem, gdyby na mnie jednego spadała nienawiść i nieszczęście, a moje grzechy nie dotykały całego Kościoła. Ale niestety! Cały chrześcijański świat okrył się przeze mnie wstydem" – wyznał pewnemu życzliwemu biskupowi.

Pokutować zaczął jeszcze za morzem. Jako jeniec w Egipcie kładł się na ziemi z rozłożonymi ramionami, naśladując ukrzyżowanie. W Lewancie własnymi rękami znosił do grobów rozkładające się ciała poległych żołnierzy i nie zatykał nawet nosa, czym wprawiał w osłupienie wiernego Joinville'a.

Niniejszy tekst stanowi fragment książki Justine Firnhaber-Baker Kapetyngowie. Dynastia, która stworzyła średniowieczną Francję (Wydawnictwo Rebis, Poznań 2026).

Okładka książki "Kapetyngowie"
Okładka książki "Kapetyngowie" © Licencjodawca

Włosiennica i post

Po powrocie do Francji styl życia króla zmienił się radykalnie. Jak relacjonuje Joinville, Ludwik przestał nosić futra z popielic, szkarłaty oraz złote ostrogi i strzemiona. Zamiast na jedwabiach sypiał na szorstkich skórach.

Pod skromnym, ciemnym ubraniem nosił włosiennicę, mimo że spowiednik wielokrotnie tłumaczył mu, iż taka pokuta nie przystoi królowi. Nalegał też, by ten chłostał go za grzechy cienkimi metalowymi łańcuszkami, które trzymał zwinięte w puzderku z kości słoniowej u pasa. Czasem rozdawał podobne puzderka dzieciom i przyjaciołom, zachęcając ich do tej samej praktyki.

W niedziele chodził boso od kościoła do kościoła błotnistymi uliczkami miejscowości, w której akurat przebywał. Rozdawał jałmużnę ubrany niczym najnędzniejszy z nędzarzy. Trudno było uwierzyć, że ten skromny pielgrzym jest tym samym człowiekiem, który wcześniej wyruszał na krucjatę w pełnym przepychu.

Ulubioną formą pokuty Ludwika był post. Jego spowiednik Geoffroy de Beaulieu zeznawał, że król miał tak nieokiełznaną potrzebę poszczenia, iż otoczenie musiało powstrzymywać go przed dokładaniem postnych poniedziałków do dni, w których pościł i tak.

Ludwik czuł niemal fizyczny wstręt do grzechu śmiertelnego. Zapytał kiedyś Joinville'a, co wolałby: zostać trędowatym czy popełnić grzech śmiertelny. Gdy ten odparł, że woli popełnić trzydzieści grzechów niż zachorować na trąd, król w pierwszej chwili nie odpowiedział. Nazajutrz zganił go ostro, tłumacząc, że gadał bez zastanowienia, bo dusza w stanie grzechu śmiertelnego jest jak diabeł.

Stół dla biedaków i pocałunek dla trędowatego

Miłosierdzie Ludwika nie ograniczało się do pieniężnej jałmużny. Każdego wieczora żywił przy swoim stole 120 biedaków.

Fundował szpitale dla umierających, domy dla byłych nierządnic, a także słynny przytułek dla niewidomych Quinze-Vingts, pomyślany jako schronienie dla 300 paryskich ślepców.

Król klękał przed ubogimi, by obmyć im stopy, nie pomijając miejsc między palcami, gdzie krył się brud. Całował trędowatych, choć sam Joinville przyznawał, że jest to zbyt odpychające.

Skala jego hojności robiła wrażenie na współczesnych. Joinville wspomina, że gdziekolwiek król jechał, wspierał ubogie kościoły, lazarety, szpitale i zubożałą szlachtę. Codziennie karmił rzesze potrzebujących, a kronikarz wiele razy widział, jak władca własnymi rękami kroił im chleb i podawał napój.

Do tego dochodziły liczne fundacje religijne, w tym cysterskie opactwa Royaumont, Lys i Maubuisson czy konwenty dominikanów i franciszkanów.

Brat Ludwik. Król, który chciał zostać mnichem

Ludwik otaczał się dominikanami i franciszkanami, czyli zakonami żebraczymi, które w XIII wieku odmieniły europejskie życie religijne. Wszyscy znani z imienia spowiednicy króla wywodzili się z tych wspólnot. Najsłynniejszym był dominikanin Geoffroy de Beaulieu, autor bezcennej biografii władcy.

Ulubionym kaznodzieją Ludwika został franciszkanin święty Bonawentura, mistrz Uniwersytetu Paryskiego. Spośród 113 kazań, które wygłosił w Paryżu w latach 1257–1269, aż 19 wypowiedział przed obliczem króla.

Krążyła wręcz plotka, że Ludwik zamierza zrzec się tronu i wstąpić do zakonu żebraczego, a od pomysłu odwiódł go nie sprzeciw królowej Małgorzaty, lecz niemożność wyboru między dominikanami a franciszkanami. Anegdota jest zapewne zmyślona, ale dobrze oddaje wrażenie, jakie zachowanie króla robiło na poddanych.

Pewnego razu jeden z rycerzy zarzucił mu, że zachowuje się raczej jak zakonnik niż władca. Król odparł, że nie warto słuchać głupców. Przyznał, że nieraz słyszy szydercze okrzyki "brat Ludwik" rzucane za jego plecami, lecz znosi je z miłości do Boga i wcale tego nie żałuje.

Nocne modlitwy i skarby z Ziemi Świętej

Według biografów Ludwik wstawał około północy, by śpiewać jutrznię z kapelanami w królewskiej kaplicy. Z czasem, na nalegania bliskich, przesunął tę porę na pierwszą w nocy, bo zarwane noce zbyt osłabiały jego ciało.

Codziennie uczestniczył w co najmniej dwóch mszach, a często w trzech lub czterech. Gdy szlachta szemrała na taką gorliwość, odpowiadał, że nikt nie protestowałby, gdyby spędzał dwa razy tyle czasu na grze w kości i polowaniach.

Modlił się pochylony tak nisko ku ziemi, że osłabiało mu to wzrok, a sam nie potrafił już wstać o własnych siłach. 50 razy każdej nocy klękał, podnosił się i klękał ponownie, wolno odmawiając Zdrowaś Maryjo. Każdą ważniejszą decyzję poprzedzał prośbą do klasztorów, by mnisi wybłagali u Boga właściwe rozwiązanie.

Najbardziej spektakularnym przejawem jego pobożności było kolekcjonowanie relikwii. Sam król uważał zdobycie relikwii Męki Pańskiej, z Koroną Cierniową na czele, za największe osiągnięcie swojego panowania.

To właśnie po to wzniósł paryską Sainte-Chapelle, poświęconą 25 kwietnia 1248 roku, tuż przed wyruszeniem na pierwszą krucjatę. Posiadanie tych relikwii czyniło z Paryża drugą Jerozolimę i podnosiło prestiż dynastii Kapetyngów.

Jeden z biografów, Guillaume de Chartres, ujął to krótko: maniery, czyny i gesty Ludwika nie były manierami króla, lecz zakonnika. Władca zmarł w 1270 roku pod Tunisem, podczas drugiej i ostatniej krucjaty, znów zakończonej klęską.

W 1297 roku papież Bonifacy VIII ogłosił go świętym. Był ostatnim wielkim krzyżowcem średniowiecznej Europy. Po nim epoka wypraw krzyżowych stała się już tylko nostalgicznym wspomnieniem.

Źródło

Okładka książki "Kapetyngowie"
Okładka książki "Kapetyngowie" © Licencjodawca

Niniejszy tekst stanowi fragment książki Justine Firnhaber-Baker Kapetyngowie. Dynastia, która stworzyła średniowieczną Francję (Wydawnictwo Rebis, Poznań 2026). Książkę można zamówić, klikając ten link.

Wybrane dla Ciebie