Najgłośniejsza ucieczka z Alcatraz. Ciał nie znaleziono nigdy
W nocy z 11 na 12 czerwca 1962 roku trzej mężczyźni położyli się do łóżek na wyspie Alcatraz i już z nich nie wstali. Przynajmniej według tego, co zobaczyli strażnicy podczas porannego obchodu. Frank Morris oraz bracia John i Clarence Anglinowie wykonali wtedy coś, czego przed nimi nie udało się nikomu, i co do dziś budzi wątpliwości śledczych po obu stronach Pacyfiku.
Wyspa, z której podobno nie dało się uciec
Alcatraz miało reputację twierdzy, którą zbudowano w taki sposób, by samo jej wspomnienie zniechęcało do prób ucieczki. Wokół zimna woda zatoki San Francisco, silne prądy, mgły potrafiące w kilka minut zasłonić linię brzegu.
Wewnątrz mury, krata i strażnicy liczący głowy kilkanaście razy na dobę. Władze chętnie powtarzały, że wyjście stamtąd bez przepustki jest praktycznie niemożliwe.
Cena tej reputacji okazała się jednak słona. Utrzymanie jednego osadzonego na wyspie pochłaniało blisko trzy razy więcej pieniędzy niż w typowym zakładzie karnym na lądzie.
Każdy kilogram żywności, każda beczka wody i każdy worek cementu musiały przypłynąć łodzią. Mit niezdobytej skały działał na opinię publiczną i polityków, lecz księgowi w Waszyngtonie patrzyli na rachunki z rosnącym niepokojem.
W ciągu niespełna trzech dekad funkcjonowania więzienia odnotowano czternaście prób ucieczki, w które zaangażowało się trzydziestu czterech mężczyzn. Większość kończyła się szybko, kulą strażnika albo powrotem do celi.
Tylko dwóm więźniom udało się dotrzeć na drugi brzeg, choć obu wkrótce odnaleziono. Morris i Anglinowie postanowili wpisać się w tę statystykę inaczej.
Sześć miesięcy z łyżką w ręku
Plan rodził się powoli i wymagał cierpliwości, której więzienna codzienność zwykle nie sprzyja. Przez ponad pół roku trzej osadzeni nocami poszerzali otwory wentylacyjne pod umywalkami swoich cel.
Pracowali łyżkami i prymitywną wiertarką skleconą z silnika odkurzacza, a hałas maskowali muzyką płynącą z więziennych radioodbiorników. Za dnia ślady kruszenia betonu zaklejali pastą z papieru toaletowego i pyłu wydłubanego ze ściany.
Najbardziej znanym elementem całej operacji stały się jednak atrapy głów. Uciekinierzy wykonali je z mydła, papier-mâché i cementowego pyłu, pomalowali na kolor skóry i ozdobili prawdziwymi włosami zebranymi z więziennego zakładu fryzjerskiego.
Ułożone na poduszkach kukły miały kupić im kilka godzin nocnego spokoju. Strażnik zaglądający do celi widział śpiącą sylwetkę i szedł dalej.
Drogę ucieczki otwierał korytarz techniczny biegnący za ścianami cel. Stamtąd wspięli się na dach bloku, a następnie zsunęli po rurze na nabrzeże. Czekała ich najtrudniejsza część planu, czyli przepłynięcie zimnej zatoki na tratwie sklejonej z więziennych płaszczy przeciwdeszczowych.
Konstrukcja miała ponoć składać się z ponad pięćdziesięciu nadmuchiwanych segmentów, a uzupełniały ją własnoręcznie wykonane wiosła i kamizelka ratunkowa.
Co znalazło FBI, a czego nie znalazło nigdy
Rankiem 12 czerwca strażnicy odkryli oszustwo i wszczęli alarm. Federalne biuro śledcze rzuciło do akcji agentów, którzy przesłuchiwali rodziny zbiegów w Georgii i Florydzie oraz wypytywali rybaków i operatorów łodzi pływających po zatoce.
W kolejnych dniach z wody wyłowiono fragmenty przypominające wiosła, kawałki gumowej dętki i resztki kamizelki. Ciał nie odnaleziono żadnych.
FBI prowadziło śledztwo aż do końca 1979 roku, kiedy oficjalnie zamknęło sprawę i przekazało ją służbie marszałków Stanów Zjednoczonych. Funkcjonariusze tej agencji do dziś traktują sprawę jako otwartą. Argumentują, że dopóki Morris i Anglinowie żyliby, mieliby dziś ponad dziewięćdziesiąt lat.
Wybór literatury:
- Miało być najlepszym więzieniem. Uciekli z niego dzięki gipsowym głowom [https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-mialo-byc-najlepszym-wiezieniem-uciekli-z-niego-dzieki-gipso,nId,6213970]
- Więzienie Alcatraz nie było fortecą bez wyjścia. Trzem osadzonym udało się uciec [https://www.national-geographic.pl/historia/wiezienie-alcatraz-nie-bylo-forteca-bez-wyjscia-trzem-osadzonym-udalo-sie-uciec/]