Próby jądrowe
W grudniu 1950 roku prezydent Harry Truman zatwierdził utworzenie poligonu na wojskowych terenach Nevady. Pierwszą próbę atmosferyczną przeprowadzono już 27 stycznia następnego roku.
Eksplozję było widać z Las Vegas. Jasny rozbłysk przeciął nocne niebo, a część mieszkańców obudziła fala uderzeniowa. Lokalna prasa natychmiast dostrzegła potencjał nowego zjawiska. Jedna z gazet pisała nawet, że miasto zostało "zatomizowane".
W kolejnych latach podobnych okazji nie brakowało. Do lipca 1962 roku na poligonie przeprowadzono sto prób atmosferycznych.
Ładunki detonowano na wieżach, pod balonami i zrzucano z samolotów. Nie każdą eksplozję można było równie dobrze zobaczyć z miasta, ale atomowe błyski i chmury nad pustynią przestały być czymś niezwykłym.
Test jądrowy jako atrakcja
Las Vegas szybko nauczyło się wykorzystywać bliskość poligonu. Miejscowa izba handlowa informowała o planowanych próbach i podpowiadała, skąd najlepiej obserwować północno-zachodni horyzont.
Terminy zależały od wojska i pogody, ale gdy detonacja była zapowiedziana, hotele i kasyna potrafiły włączyć ją do nocnego programu. Wiele testów odbywało się przed świtem, a więc dokładnie wtedy, gdy zabawa w Las Vegas dobiegała końca.
Goście wychodzili na dachy i tarasy albo jechali na pobliskie wzniesienia. Czekali na rozbłysk, a później obserwowali chmurę unoszącą się nad pustynią.
Nie potrzebowali wstępu na poligon. Z odległości kilkudziesięciu kilometrów sam widok wystarczał, by wybuch stał się częścią turystycznego doświadczenia.
Hotele urządzały poranne przyjęcia, a bary serwowały napoje o nazwach nawiązujących do atomowej mody. Granica między wojskowym eksperymentem a rozrywką zaczęła się zacierać.
Miss Atomic Bomb
Najbardziej znanym symbolem tej epoki została fotografia z 1957 roku. Tancerka z Sands Hotel pozowała na pustyni w stroju ozdobionym puszystą chmurą przypominającą grzyb po eksplozji. Zdjęcie wykonane przez Dona Englisha z Las Vegas News Bureau przeszło do historii jako "Miss Atomic Bomb".
Nie przedstawiało jednak zwyciężczyni oficjalnego konkursu piękności. W mieście pojawiały się różne atomowe tytuły i inscenizacje, a słynne zdjęcie było przede wszystkim materiałem promocyjnym.
To właśnie dlatego tak dobrze oddaje atmosferę ówczesnego Las Vegas. Broń jądrowa kojarzona z zimną wojną i możliwością masowej zagłady została w reklamie połączona z uśmiechem, modą i nocną zabawą.
Tego z hotelowego dachu nie było widać
Spektakularny był grzyb atomowy. Znacznie mniej efektownie prezentowały się skutki opadu promieniotwórczego.
Atmosferyczne eksplozje uwalniały radioaktywne substancje, które wiatr przenosił daleko poza teren poligonu. Skażenie docierało nie tylko do Nevady, lecz także do innych stanów na zachodzie USA.
Jednym z zagrożeń był jod-131, gromadzący się w tarczycy. Szczególnie narażone były dzieci, a radioaktywny izotop mógł trafiać do organizmu między innymi wraz z mlekiem pochodzącym od zwierząt żywiących się skażoną paszą. Poziom ryzyka zależał od miejsca zamieszkania, pogody, wieku i wielkości ekspozycji.
Tego nie dało się dostrzec podczas porannego przyjęcia na hotelowym tarasie. Reklamy pokazywały błysk i grzyb atomowy, nie niewidoczne promieniowanie.
Koniec widowiska
Ostatnią atmosferyczną próbę na poligonie w Nevadzie przeprowadzono 17 lipca 1962 roku. Rok później podpisano traktat zakazujący testów jądrowych w atmosferze, przestrzeni kosmicznej i pod wodą.
Próby podziemne trwały w Nevadzie aż do 1992 roku, ale nie mogły już pełnić tej samej funkcji. Nie było błysku nad pustynią ani grzyba widocznego z hotelowych dachów.
Atomowa turystyka pozostała osobliwością epoki, w której zachwyt nad techniką, zimnowojenna propaganda i kultura rozrywki spotkały się w jednym miejscu. Las Vegas potrafiło zamienić nawet próbę broni jądrowej w punkt nocnego programu.