Najsilniejsza kobieta świata. Tak zawstydzała mężczyzn

Kathi Brumbach potrafiła zerwać żelazny łańcuch i unieść dorosłego mężczyznę jedną ręką nad głowę. Publiczność znała ją jako Sandwinę, najsłynniejszą siłaczkę swoich czasów. Z rodzinnego cyrku wyniosła nie tylko niezwykłą sprawność, lecz także doskonałe wyczucie widowiska.

Katie SandwinaKatie Sandwina
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Początki kariery Kathi Brumbach

Nie ma pewności, gdzie dokładnie urodziła się przyszła gwiazda. Jedna z opowieści wskazuje okolice Wiednia, druga niemieckie Essen. Jej dzieciństwo bez wątpienia upłynęło jednak wśród cyrkowych wozów, ciężarów i pokazów organizowanych przez rodzinę Brumbachów.

Rodzice zarabiali na życie demonstracjami siły, a Kathi pojawiała się przed publicznością już jako małe dziecko. Spośród czterech córek to właśnie ona wyróżniała się największym talentem.

Dorastała w przekonaniu, że sprawność fizyczna może być nie tylko osobistym osiągnięciem, lecz także podstawą dobrze sprzedającego się występu.

Ojciec zapraszał na scenę mężczyzn przekonanych, że bez trudu pokonają młodą kobietę. Obiecywał nagrodę każdemu, komu uda się ją zwyciężyć. Kolejni śmiałkowie przegrywali, a Kathi potrafiła unosić ich nad głowę ku zachwytowi widowni.

Do jednego z takich pojedynków stanął Max Heymann. Liczył na wygraną, lecz nie poradził sobie z przeciwniczką. Porażka nie zakończyła ich znajomości. Heymann został później mężem Kathi i przez lata występował razem z nią.

Narodziny legendy Sandwiny

Najważniejszy moment w jej karierze miał nastąpić w 1902 roku w Nowym Jorku. Kathi zmierzyła się z Eugenem Sandowem, słynnym atletą i jedną z największych gwiazd ówczesnych pokazów siłowych.

Według przekazywanej relacji mężczyzna podniósł ciężar jedynie do wysokości klatki piersiowej. Brumbach uniosła go nad głowę.

Zwycięstwo nad tak znanym rywalem dawało jej coś więcej niż chwilowy aplauz. Przyjęła pseudonim Sandwina, utworzony od nazwiska Sandowa.

Nowe miano natychmiast łączyło ją z człowiekiem, którego pokonała, i pozwalało budować własną sławę na rozpoznawalnej historii.

Sandwina nie prezentowała siły jak anonimowa uczestniczka jarmarcznego pokazu. Tworzyła wyrazisty wizerunek sceniczny.

Występowała w wysokich obcasach i układała włosy w strzelistą fryzurę, która dodatkowo podkreślała jej wzrost. Elegancki wygląd kontrastował z numerami, w których rozrywała łańcuchy oraz podnosiła ciężary.

W pokazach wykorzystywała również własną rodzinę. Max Heymann ważył około 75 kilogramów, a żona potrafiła utrzymać go jedną ręką nad głową.

Po narodzinach syna podnosiła jednocześnie męża i dziecko. Widzowie oglądali więc nie tylko popis fizycznej przewagi, ale także starannie przygotowane rodzinne widowisko.

Jej reputację wzmacniały kolejne pojedynki z mężczyznami. Podczas jednego z występów otrzymała łańcuch należący do siłacza Siegmunda Breitbarta i zerwała go bez widocznego wysiłku.

Opowiadano później, że zawstydzony atleta unikał występowania w tych samych miastach co Sandwina.

Najsłynniejsze pokazy i życie po scenie

Numery Sandwiny stawały się coraz bardziej ryzykowne. W 1927 roku podczas występów w Wielkiej Brytanii leżała na gwoździach, trzymając na piersi kowadło uderzane ciężkimi młotami.

W innym popisie tworzyła z własnego ciała podporę dla ramp, po których przechodzili ludzie, a nawet konie.

Osiągnięcia artystki nie ograniczały się do efektownych sztuczek. Ustanowiony przez nią rekord w wyciskaniu ciężaru nad głowę przetrwał do 1987 roku.

Przez dziesięciolecia żadna kobieta nie zdołała poprawić tego wyniku.

Około 1912 roku Sandwinę łączono również z cyrkowymi artystkami popierającymi prawa wyborcze kobiet. Jej występy łatwo odczytywano jako zaprzeczenie przekonania, że kobieta powinna być fizycznie słaba i zależna od mężczyzny. Na oczach tłumów dowodziła czegoś zupełnie przeciwnego.

Po zakończeniu międzynarodowej kariery zamieszkała w nowojorskiej dzielnicy Queens i prowadziła własny lokal. Nie porzuciła całkowicie dawnych umiejętności. Dla gości nadal wyginała metalowe pręty i rozrywała łańcuchy.

Jej siła przydawała się również w mniej zaplanowanych sytuacjach. Gdy ktoś wszczynał awanturę, Sandwina nie potrzebowała pomocy ochroniarza. Sama wynosiła kłopotliwego klienta na zewnątrz, a męża prosiła jedynie o otwarcie drzwi.

Wybrane dla Ciebie