Pomysł Barnesa Wallisa
Barnes Wallis nie wierzył, że najlepszą metodą niszczenia niemieckiego przemysłu są wielkie naloty na całe miasta. Szukał sposobu na uderzenie w pojedyncze obiekty, od których zależał transport broni, paliwa i surowców.
Zniszczenie ważnego mostu mogło zatrzymać ruch na całej linii kolejowej. Taki atak wymagał jednak bomby zdolnej naruszyć konstrukcję znacznie masywniejszą od zwykłego budynku.
Wallis uznał, że nie musi trafiać dokładnie w przęsło. Wystarczyło doprowadzić do silnego wybuchu pod ziemią, blisko fundamentów.
Fala uderzeniowa miała zachować się podobnie jak miejscowy wstrząs sejsmiczny. Grunt przesuwał się pod budowlą, która traciła podparcie i zapadała się do powstałego krateru.
Pierwszą bombą zbudowaną według tej koncepcji był Tallboy. Ważył około pięciu ton i zawierał ponad dwie tony materiału wybuchowego.
Bomby Tallboy wykorzystano między innymi podczas ataku na niemiecki pancernik "Tirpitz". Nie wszystkie uderzyły bezpośrednio w okręt. Część wyrządziła szkody dzięki eksplozjom w jego pobliżu.
Grand Slam ważył niemal 10 ton
Wallis postanowił podwoić skalę swojej broni. Nowy projekt początkowo określano jako powiększoną wersję Tallboya. Ostatecznie otrzymał nazwę Grand Slam.
Bomba miała stalowy korpus odporny na uderzenie w grunt. Jej długi ogon wprawiał ją w obrót podczas spadania, co poprawiało stabilność lotu.
Zrzucana z dużej wysokości osiągała prędkość zbliżoną do prędkości dźwięku. Według założeń mogła przebić dziesiątki metrów ziemi albo kilka metrów betonu.
Najlepsze efekty przynosił jednak nie sam kontakt z konstrukcją. Grand Slam miał wbić się obok celu i eksplodować dopiero po krótkim opóźnieniu.
Próby pokazały, że uderzenie bezpośrednio w grubą warstwę żelbetu nie zawsze kończyło się powodzeniem. Korpus mógł pęknąć, a zapalnik zadziałać zbyt wcześnie.
Znacznie skuteczniejsze były wybuchy w miękkim gruncie. Powstawała wtedy duża pustka, do której osuwały się fundamenty budowli.
Lancaster przygotowany do jednego zadania
Brytyjczycy nie dysponowali samolotem przystosowanym do przenoszenia tak ciężkiej bomby. Konieczne stało się przebudowanie czterosilnikowego Avro Lancastera.
Z maszyny usunięto drzwi komory bombowej, część uzbrojenia i opancerzenia. Pozbywano się wszystkiego, co zwiększało masę, a nie było niezbędne podczas lotu.
W ten sposób powstał Lancaster B Mk I Special. Grand Slam podwieszano pod kadłubem, ponieważ nie mieścił się w standardowej komorze.
Tak obciążony samolot był trudny w prowadzeniu. Piloci musieli unikać gwałtownych ruchów, ponieważ maszyna wolno reagowała na stery.
Szczególnym problemem był powrót z niewykorzystaną bombą. Lancaster nie powinien wtedy lądować na zwykłym pasie macierzystego lotniska.
Załogę kierowano do Carnaby, gdzie znajdowała się dłuższa droga startowa. Lądowanie z niemal 10 tonami materiału pod kadłubem pozostawało bardzo ryzykowne.
Atak na wiadukt w Bielefeld
Grand Slam został po raz pierwszy użyty bojowo 14 marca 1945 roku. Celem 617 Dywizjonu RAF był wiadukt kolejowy Schildesche w Bielefeld.
Wcześniejsze naloty nie zdołały trwale zniszczyć tej masywnej konstrukcji. Była ona ważnym elementem niemieckiej sieci transportowej.
Jedna z nowych bomb spadła w pobliżu wiaduktu. Podziemna eksplozja naruszyła grunt i doprowadziła do zawalenia części budowli.
Wstrząs odnotowały urządzenia sejsmiczne. Grand Slam potwierdził w ten sposób założenie Wallisa, że nie trzeba przebijać celu, aby go zniszczyć.
W kolejnych tygodniach bomby wykorzystywano przeciwko mostom, wiaduktom i innym obiektom kolejowym. Ataki miały utrudnić wywożenie sprzętu oraz amunicji z Zagłębia Ruhry.
Grand Slam pojawił się zbyt późno, aby wpłynąć na cały przebieg wojny. Wyprodukowano 99 egzemplarzy, a podczas kilku operacji zrzucono około 42.
Broń pokazała jednak skuteczność koncepcji Wallisa. Zamiast rozrzucać setki bomb na dużym obszarze, można było uderzyć w jeden obiekt i sparaliżować ważny szlak transportowy.