Przyjaźnił się z milionerkami. Potem opisał ich sekrety

Truman Capote potrafił zamienić cudzą tragedię w literaturę, a własne życie w widowisko. Sława wyniosła go na szczyt nowojorskiej socjety, ale później zostawiła niemal bez przyjaciół.

Truman Capote w 1948 r.Truman Capote w 1948 r.
Źródło zdjęć: © Domena publiczna | Carl Van Vechten

Dziecko pozostawione krewnym

Truman Capote urodził się 30 września 1924 roku w Nowym Orleanie. Małżeństwo jego rodziców, Lillie Mae i Archa Personsa, już wtedy właściwie nie istniało. Oboje zajmowali się własnymi problemami, a syn szybko zrozumiał, że nie jest dla nich najważniejszy.

Rodzice odesłali chłopca do krewnych mieszkających w Monroeville w Alabamie. Najwięcej ciepła okazała mu Nanny "Sook" Faulk, starsza kuzynka o łagodnym usposobieniu i dziecięcej ciekawości świata. Capote zachował o niej dobre wspomnienia, które po latach wykorzystał w opowiadaniu "A Christmas Memory".

Pisać zaczął około 1932 roku. Wymyślał historie, gdy inne dzieci bawiły się na podwórku, a później poprawiał je całymi godzinami. Literatura pozwalała mu uporządkować świat, nad którym jako dziecko nie miał żadnej kontroli.

Zabawa szybko przerodziła się w codzienny obowiązek. Capote od najmłodszych lat traktował pisanie poważnie i wierzył, że właśnie dzięki niemu wyrwie się z prowincjonalnego otoczenia.

Skandal, który pomógł mu w karierze

W pierwszej połowie lat czterdziestych jego opowiadania zaczęły ukazywać się w znanych magazynach. Publikowały je między innymi "Mademoiselle", "Harper’s Bazaar" i "The New Yorker". Największą uwagę zwróciła "Miriam", historia samotnej kobiety prześladowanej przez tajemniczą dziewczynkę. Tekst przyniósł autorowi pierwszą ważną nagrodę i zainteresowanie wydawców.

W 1948 roku oficyna Random House opublikowała jego debiutancką powieść "Other Voices, Other Rooms". Książka trafiła na listę bestsellerów "The New York Timesa" i sprzedała się w ponad 26 tysiącach egzemplarzy. Dwudziestoczteroletni Capote w jednej chwili stał się literacką sensacją.

Równie wiele emocji co sama powieść wzbudziło zdjęcie umieszczone na okładce. Harold Halma sfotografował pisarza leżącego na kanapie i patrzącego w obiektyw z wyzywającą pewnością siebie. Krytycy uznali fotografię za prowokację, a czytelnicy zaczęli kojarzyć nazwisko Capote’a z bezczelnością, skandalem i starannie budowaną pozą.

Pisarz szybko zrozumiał, że kontrowersje zwiększają zainteresowanie jego twórczością. Nie uciekał więc od rozgłosu. Przeciwnie, chętnie podsuwał prasie kolejne tematy.

Fascynacji nie ukrywał również młody Andy Warhol. Zabiegał o kontakt z Capotem, wysyłał mu listy, a na początku lat pięćdziesiątych przygotował wystawę rysunków inspirowanych jego tekstami.

Sukces medialny nie przesłonił osiągnięć literackich. W 1948 roku Capote otrzymał nagrodę O. Henry’ego za opowiadanie "Shut a Final Door". Udowodnił wówczas, że potrafi przyciągać uwagę nie tylko własnym wizerunkiem.

Cztery ciała w domu na farmie

W listopadzie 1959 roku w domu niedaleko Holcomb w Kansas zamordowano czworo członków rodziny Clutterów. Capote przeczytał o zbrodni w gazecie i uznał, że może na jej podstawie stworzyć książkę, jakiej dotąd nie napisano.

Pojechał do Kansas razem z Harper Lee. Przez kolejne lata rozmawiał z mieszkańcami, policjantami, świadkami i zabójcami. Nie używał magnetofonu ani nie robił notatek podczas spotkań. Twierdził, że wyćwiczył pamięć na tyle, by po rozmowie odtworzyć niemal każde zdanie.

Powstała w ten sposób książka "Z zimną krwią". Capote nazwał ją powieścią dokumentalną i przekonywał, że połączył dokładność reportera z warsztatem prozaika. Czytelnik otrzymał szczegółową relację ze zbrodni, śledztwa i ostatnich miesięcy życia skazanych morderców.

Publikacja odniosła ogromny sukces. "Z zimną krwią" trafiło do milionów odbiorców, a ekranizacja umocniła zainteresowanie literaturą poświęconą autentycznym zbrodniom. Capote znalazł się wtedy na szczycie kariery.

Swoje zwycięstwo uczcił 28 listopada 1966 roku w nowojorskim hotelu Plaza. Na Black and White Ball zaprosił 540 przedstawicieli świata sztuki, mediów, polityki i wielkich fortun. O liście gości dyskutowano przez tygodnie, a nieobecność mogła zaboleć bardziej niż otwarta zniewaga.

Rozmach przyjęcia budził również niesmak. Capote świętował sukces książki zbudowanej na historii czterech zamordowanych osób. Podczas gdy on rozdawał zaproszenia nowojorskiej elicie, bliscy Clutterów nadal żyli z pamięcią o zbrodni.

Ile prawdy znalazło się w "Z zimną krwią"?

Po wydaniu książki Capote coraz częściej występował w telewizji. Przygotowywał anegdoty, ćwiczył riposty i opowiadał o znanych ludziach z udawaną poufałością. Publiczność pokochała jego wysoki głos, ostre uwagi i bezwstydną potrzebę skupiania na sobie uwagi.

Telewizyjna osobowość stopniowo zaczęła przesłaniać pisarza. Capote pojawiał się w programach częściej, niż publikował, a kolejna wielka książka wciąż nie powstawała.

Rosły również wątpliwości dotyczące rzetelności "Z zimną krwią". Autor zapewniał, że wiernie odtworzył wydarzenia i rozmowy, choć część scen powstała bez obecności świadków. Sam przyznawał, że reporter nigdy nie potrafi całkowicie oddzielić faktu od własnej interpretacji.

Późniejsze badania podważyły kolejne elementy książki. W 2013 roku dziennikarz Kevin Helliker wskazał między innymi, że Capote zmienił chronologię śledztwa i przedstawił funkcjonariusza Alvina Deweya w korzystniejszym świetle. Odkrycia osłabiły legendę dzieła jako bezbłędnej rekonstrukcji zbrodni.

Literacka siła książki pozostała niepodważalna. Trudniej było już wierzyć, że każda rozmowa, scena i myśl bohaterów wyglądała dokładnie tak, jak opisał ją autor.

Kobiety, które zdradził dla powieści

Capote od lat obracał się wśród najbogatszych kobiet Ameryki. Nazywał je "łabędzicami". Podziwiał ich urodę, opanowanie i umiejętność ukrywania rodzinnych dramatów pod drogimi sukniami oraz nienagannymi manierami.

Kobiety ufały mu, ponieważ potrafił słuchać. Opowiadały o romansach, kłótniach, zdradach i upokorzeniach, których nie powierzały niemal nikomu. Capote zapamiętywał wszystko.

Materiał wykorzystał podczas pracy nad powieścią "Answered Prayers". Zapowiadał ją jako dzieło, które dorówna "W poszukiwaniu straconego czasu" Marcela Prousta. Zamiast fikcyjnej kroniki wyższych sfer zaczął jednak tworzyć złośliwy zapis tajemnic swoich przyjaciółek.

Fragmenty opublikowane w latach 1975–1976 na łamach "Esquire" wywołały skandal. Bohaterowie mieli zmienione nazwiska, ale ich pierwowzory łatwo rozpoznawano. Capote ujawnił historie, które powierzono mu w przekonaniu, że pozostaną prywatne.

Reakcja przyszła natychmiast. Dotychczasowe przyjaciółki przestały odbierać telefony, wykreślały go z list gości i zamykały przed nim drzwi. Człowiek, który przez lata znał największe sekrety nowojorskiej socjety, nagle stracił do niej dostęp.

Ostatnie lata Capote’a

Towarzyskie odrzucenie pogłębiło problemy, z którymi pisarz zmagał się już wcześniej. Pił coraz więcej, nadużywał leków i regularnie trafiał na odwyk. Próby pracy nad "Answered Prayers" kończyły się na kolejnych zapowiedziach. Powieści nigdy nie ukończył.

W 1976 roku wystąpił jako Lionel Twain w komedii "Murder by Death". Zagrał ekscentrycznego milionera, który zaprasza grupę słynnych detektywów i wikła ich w kryminalną zagadkę. Rola pasowała do jego publicznego wizerunku: teatralnego, złośliwego i przekonanego o własnej przewadze nad otoczeniem.

Stan zdrowia Capote’a szybko się pogarszał. Dawni przyjaciele trzymali się od niego z daleka, a środowisko literackie coraz częściej widziało w nim celebrytę, który zmarnował talent.

Pisarz zmarł 25 sierpnia 1984 roku w domu Joanne Carson w Los Angeles. Miał 59 lat. Lekarz stwierdził chorobę wątroby powikłaną zatruciem lekami.

Po latach odnaleziono jego najwcześniejsze utwory. Wydawnictwo Random House opublikowało czternaście młodzieńczych opowiadań, nad którymi Capote pracował, zanim zdobył sławę. Teksty przypomniały, że pod maską salonowego prowokatora krył się człowiek piszący od dzieciństwa z żelazną dyscypliną.

Własny wizerunek zapewnił mu rozgłos, ale z czasem zaczął pożerać wszystko inne. Capote coraz rzadziej tworzył, za to coraz częściej odgrywał samego siebie.

Wybrane dla Ciebie