Dzieciństwo w kinie "Urania"
Eugeniusz Bodo urodził się w 1899 roku w Genewie jako syn Szwajcara i Polki. Podwójne pochodzenie przez wiele lat nie miało dla niego większego znaczenia. Podczas wojny przesądziło jednak o jego losie.
Rodzina przeniosła się do Łodzi, gdzie ojciec przyszłego aktora otworzył w 1903 roku kino "Urania" i restaurację "Masque". Chłopiec dorastał wśród filmowych projekcji, teatralnych dekoracji i artystów przewijających się przez rodzinny lokal. Scenę poznał wcześniej niż szkolną ławkę.
Pierwszy raz wystąpił przed publicznością jako dziesięciolatek. W "Uranii" zagrał kowboja i zdobył sympatię widzów, choć przedstawienie miało jeszcze całkowicie amatorski charakter.
Po kilkunastu latach wyjechał do Warszawy. Grał w kabaretach "Qui Pro Quo" i "Morskie Oko", które skupiały najlepszych autorów, aktorów i kompozytorów stolicy. Bodo szybko wyrobił sobie mocną pozycję. Miał talent komediowy, dobrze śpiewał, swobodnie tańczył i świetnie czuł się przed kamerą.
Samo aktorstwo szybko przestało mu wystarczać. Pisał scenariusze, reżyserował i zajął się produkcją filmową. Własną wytwórnię nazwał "Urania", nawiązując do kina prowadzonego przez ojca.
Wypadek pod Łowiczem
W maju 1929 roku Bodo jechał chevroletem drogą w pobliżu Łowicza. Trasa była źle oznakowana, a samochód wypadł z jezdni. Jeden z pasażerów, aktor Witold Roland, zginął.
Proces ruszył dopiero trzy lata później. Sąd próbował ustalić między innymi, czy Bodo prowadził samochód po alkoholu. Otrzymał sześć miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata.
Śmierć kolegi mocno nim wstrząsnęła. Po wypadku całkowicie zrezygnował z alkoholu i pozostał abstynentem do końca życia.
Kariera tymczasem nabierała rozpędu. Bodo zagrał w filmach "Zabawka", "Pieśniarz Warszawy" i "Piętro wyżej", a wykonywane przez niego piosenki nuciła cała Polska. Publiczność widziała w nim eleganckiego amanta, ale doceniała również jego komediowy talent i odwagę sceniczną.
Największy rozgłos zdobył numer "Sex appeal" z filmu "Piętro wyżej" z 1937 roku. Bodo wystąpił w kobiecym stroju i fryzurze stylizowanej na Mae West. Publiczność przyjęła scenę z entuzjazmem, a piosenka stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych przebojów polskiego kina przedwojennego.
Lwów i nadzieja na wyjazd
We wrześniu 1939 roku Bodo przebywał w Warszawie. Jesienią przedostał się do zajętego przez Sowietów Lwowa, gdzie dołączył do Teatru Miniatur Konrada Toma.
Występował także z orkiestrą Tea-Jazz Henryka Warsa. Śpiewał po polsku i rosyjsku, jeździł na koncerty, a równocześnie szukał sposobu na opuszczenie Związku Sowieckiego. Liczył, że szwajcarski paszport pozwoli mu wyjechać do Stanów Zjednoczonych.
Dokument, który miał go uratować, zwrócił uwagę NKWD. Sowieccy funkcjonariusze uznali zagraniczne obywatelstwo, liczne podróże i pobyt w Niemczech za wystarczające powody do podejrzeń.
W nocy z 25 na 26 czerwca 1941 roku przyszli po aktora pod pretekstem ewakuacji. Zabrali go ze Lwowa i rozpoczęli wielomiesięczne śledztwo. Bodo przesłuchiwano w Moskwie i Ufie. Pytania dotyczyły jego zagranicznych wyjazdów, znajomości oraz kontaktów z Niemcami.
Śledczy oskarżyli go o szpiegostwo. Nie przedstawili przekonujących dowodów, ale w sowieckim systemie nie miało to większego znaczenia. Aktor nie mógł skutecznie się bronić.
Paszport, który zamknął drogę do wolności
Po podpisaniu układu Sikorski-Majski wielu polskich więźniów odzyskało wolność. Bodo również liczył na amnestię. Polscy dyplomaci próbowali doprowadzić do jego uwolnienia, lecz władze sowieckie powołały się na szwajcarskie obywatelstwo aktora. Skoro formalnie nie uznawały go za Polaka, odmówiły objęcia go amnestią.
W 1942 roku skazano go na pięć lat łagru. Warunki panujące w więzieniach wyniszczały go z każdym miesiącem. Chorował na gruźlicę i pelagrę, cierpiał z powodu głodu, a organizm nie radził sobie z ciężką pracą i brakiem leczenia.
W maju 1943 roku przewieziono go do obozu w Kotłasie. Przybył tam skrajnie osłabiony. Nie miał już sił ani szans na powrót do zdrowia.
Eugeniusz Bodo zmarł 7 października 1943 roku. Jego ciało złożono w zbiorowej mogile. Człowiek, którego kilka lat wcześniej znała cała Polska, odszedł bez rodziny, pogrzebu i nawet własnego grobu.
Kłamstwo powtarzane przez lata
Po wojnie oficjalne źródła podawały, że Bodo zginął z rąk Niemców. Wersja wygodna dla władz PRL usuwała z tej historii NKWD, sowieckie więzienia i łagier w Kotłasie.
Rodzina oraz przyjaciele aktora przez lata nie wiedzieli, co naprawdę się z nim stało. Brak dokumentów sprzyjał plotkom. Jedni twierdzili, że został rozstrzelany, inni wierzyli, że przeżył wojnę i nadal przebywa gdzieś w Związku Sowieckim.
W latach siedemdziesiątych filmoznawca Stanisław Janicki zaczął zbierać relacje ludzi, którzy mogli znać losy Bodo. Świadectwa często sobie przeczyły, a cenzura nie pozwalała otwarcie pisać o odpowiedzialności Sowietów.
Dopiero upadek komunizmu umożliwił dostęp do rosyjskich archiwów. Wiera Rudź zwróciła się w tej sprawie do Lecha Wałęsy i Borysa Jelcyna, domagając się wznowienia poszukiwań.
W 1991 roku strona rosyjska przekazała Polsce akta śledztwa i zdjęcia więzienne Bodo. Dokumenty potwierdziły, że NKWD aresztowało aktora, oskarżyło go o szpiegostwo i wysłało do obozu, w którym zmarł.
Rosyjskie władze zrehabilitowały go pośmiertnie w tym samym roku. Symboliczne miejsca pamięci powstały w Kotłasie i na warszawskich Powązkach. Bodo nie odzyskał własnego grobu. Odzyskał jednak prawdziwą historię swojej śmierci.