Ten diament miał być przeklęty. Tak powstała jego mroczna legenda

Przez lata kolejnym właścicielom diamentu Hope przypisywano bankructwa, rozbite małżeństwa i rodzinne tragedie. Z czasem powstała opowieść o klejnocie, który miał sprowadzać nieszczęście na każdego, kto wszedł w jego posiadanie. Czy to jest prawdą?

Diament Hope na wystawie w WaszyngtonieDiament Hope na wystawie w Waszyngtonie
Źródło zdjęć: © Wikimedia Commons 3.0

Od Indii do francuskiego skarbca

Udokumentowana historia klejnotu zaczyna się od Jean-Baptiste’a Taverniera, francuskiego kupca podróżującego po Azji. W Indiach kupił niebieski diament ważący ponad 112 karatów. Kamień najprawdopodobniej pochodził z kopalni Kollur.

W 1668 roku Tavernier sprzedał go Ludwikowi XIV wraz z innymi klejnotami. Diament został później przeszlifowany i jako French Blue wszedł w skład francuskich klejnotów koronnych.

Pozostał tam do czasów rewolucji. We wrześniu 1792 roku królewski skarbiec splądrowano, a wraz z innymi kosztownościami zniknął także niebieski diament.

Dwadzieścia lat później w Londynie pojawił się mniejszy kamień o podobnej barwie. Badacze uznają go za ponownie oszlifowany French Blue. Zmiana kształtu utrudniała rozpoznanie skradzionego klejnotu.

Nazwisko, które zostało z diamentem

W 1839 roku kamień znalazł się w katalogu kolekcji brytyjskiego bankiera Henry’ego Philipa Hope’a. To od jego nazwiska pochodzi używana do dziś nazwa Hope Diamond.

Nie wiadomo, kiedy dokładnie Hope kupił diament ani od kogo go nabył. Później klejnot przechodził na kolejnych członków rodziny.

Jednym z właścicieli był lord Francis Hope, który popadł w poważne kłopoty finansowe i ostatecznie uzyskał zgodę sądu na sprzedaż kamienia. Z czasem jego długi zaczęto przedstawiać jako kolejny dowód na to, że diament przynosi pecha.

Wtedy jednak legenda dopiero nabierała kształtu.

Klątwa trafia do gazet

Na początku XX wieku prasa coraz chętniej łączyła losy dawnych właścicieli klejnotu w jedną opowieść.

W 1908 roku "Washington Post" opisał serię nieszczęść, które miały spotykać kolejnych posiadaczy diamentu. Bankructwa, zgony i rodzinne dramaty zaczęły być przedstawiane nie jako niezależne wydarzenia, lecz jako skutki działania przeklętego kamienia.

Nie wszystkie historie były nawet prawdziwe. Rok później gazety podały, że były właściciel diamentu Selim Habib zginął w katastrofie statku, mając klejnot przy sobie. W rzeczywistości zginął inny mężczyzna o tym samym nazwisku, a diament został wcześniej sprzedany.

Pomyłka nie przeszkodziła jednak legendzie. Przeciwnie, doskonale do niej pasowała.

Cartier wiedział, co sprzedaje

W 1910 roku diament kupił Pierre Cartier. Jubiler szukał zamożnego klienta i zainteresował nim Evalyn Walsh McLean oraz jej męża Edwarda.

Cartier nie oferował im wyłącznie wyjątkowo rzadkiego klejnotu. Diament miał za sobą królewską przeszłość, głośną kradzież i coraz popularniejszą historię o klątwie. Wszystko to czyniło go jeszcze bardziej niezwykłym.

Evalyn ostatecznie kupiła kamień i zaczęła regularnie nosić go publicznie. Opowieści o pechu jej nie odstraszały. Dla ekscentrycznej milionerki mogły wręcz zwiększać atrakcyjność słynnego klejnotu.

Później jej rodzinę rzeczywiście dotknęły tragedie. Dziewięcioletni syn Vinson zginął pod kołami samochodu, Edward zmagał się z alkoholizmem i chorobą psychiczną, a córka Evalyn zmarła po przedawkowaniu leków.

Prasa szybko połączyła te wydarzenia z diamentem. Nie było jednak podstaw, by przypisywać kamieniowi jakikolwiek wpływ na los rodziny. Tragedie stały się kolejnymi elementami historii, która istniała już przed zakupem klejnotu przez McLeanów.

Diament trafia do muzeum

Legendę podtrzymywali także inni. May Yohé, była żona lorda Francisa Hope’a, wykorzystała historię klątwy w książce i filmie z 1921 roku.

Po śmierci Evalyn Walsh McLean jej kolekcję biżuterii kupił jubiler Harry Winston. W 1958 roku podarował ważący 45,52 karata diament Smithsonian Institution. Tam klejnot znajduje się do dziś.

Wybrane dla Ciebie