Początki kariery Zbigniewa Cybulskiego
Cybulski urodził się 3 listopada 1927 roku w Kniażu. Po wojnie zamieszkał w Krakowie i przez pewien czas myślał o dziennikarstwie. Ostatecznie wybrał scenę i rozpoczął naukę w krakowskiej szkole aktorskiej.
Najważniejsze dla jego rozwoju okazały się jednak lata spędzone w Gdańsku. Wspólnie z Bogumiłem Kobielą stworzył tam w 1954 roku studencki teatr Bim-Bom.
Przedstawienia przyciągały publiczność świeżym humorem i swobodą, których brakowało w oficjalnym repertuarze tamtych czasów.
Cybulski nie przypominał klasycznie wyszkolonego aktora, który starannie układa każdy gest. Grał impulsywnie, korzystał z własnego temperamentu i wnosił na scenę energię bliską młodej widowni. Bim-Bom dał mu przestrzeń, w której mógł wypracować ten sposób występowania.
W tym samym okresie zaczął pojawiać się w kinie. Zagrał Kostka w "Pokoleniu" Andrzeja Wajdy. Rola nie uczyniła go jeszcze gwiazdą, ale rozpoczęła współpracę, która kilka lat później odmieniła jego karierę.
Maciek Chełmicki i wizerunek buntownika
Przełom nastąpił w 1958 roku wraz z premierą "Popiołu i diamentu". Cybulski wcielił się w Maćka Chełmickiego, żołnierza podziemia, który wykonuje rozkaz, choć pragnie innego życia.
Aktor nie próbował odtwarzać człowieka z minionej epoki. Zagrał go jak współczesnego młodego mężczyznę, dzięki czemu bohater stał się bliski widzom końca lat pięćdziesiątych.
Ciemne okulary, szybkie ruchy i nerwowy sposób mówienia stworzyły postać, której nie dało się pomylić z żadną inną. Okulary miały ukryć zmęczone oczy aktora po nieprzespanej nocy, ale na ekranie nabrały zupełnie nowego znaczenia. Wkrótce stały się częścią jego publicznego wizerunku.
Krytycy zaczęli porównywać Cybulskiego do Jamesa Deana. Obaj uosabiali młodzieńczy niepokój i niechęć do podporządkowania się zastanym regułom.
Takie zestawienie pomagało budować jego popularność, lecz jednocześnie zamykało go w roli wiecznego buntownika.
Przez pewien czas kino chętnie wykorzystywało ten typ postaci. Cybulski grał mężczyzn niespokojnych, zagubionych i szukających własnego miejsca. Sam coraz wyraźniej próbował jednak uwolnić się od obrazu stworzonego w filmie Wajdy.
W kolejnych produkcjach wybierał role, które pozwalały mu pokazać inną twarz. W "Jak być kochaną", "Rękopisie znalezionym w Saragossie" i "Salcie" nie powtarzał po prostu Maćka Chełmickiego.
Szukał nowych środków i postaci bardziej dojrzałych, choć widzowie nadal kojarzyli go przede wszystkim z ciemnymi okularami oraz scenami z "Popiołu i diamentu".
Praca teatralna nie przyniosła mu podobnej pozycji jak kino. Po przeprowadzce do Warszawy występował w Teatrze Ateneum, lecz ekran pozostawał miejscem, w którym jego styl działał najmocniej.
Kamera wychwytywała drobne gesty, napięcie i charakterystyczny sposób mówienia, które na dużej scenie nie zawsze miały taką samą siłę.
Śmierć Zbigniewa Cybulskiego
Znajomi wiedzieli, że Cybulski często wsiadał do pociągu w ostatniej chwili. Nie czekał spokojnie na peronie, lecz próbował zdążyć tuż przed odjazdem.
Podobne sceny pojawiały się również w filmach z jego udziałem, między innymi w "Pokoleniu", "Pociągu" i "Salcie".
Na początku stycznia 1967 roku pracował przy filmie "Morderca zostawia ślad". Rankiem 8 stycznia znalazł się na wrocławskim dworcu, skąd zamierzał wrócić na próbę spektaklu Teatru Telewizji "Tajemnica starego domu".
Ekspres "Odra" ruszał już z peronu trzeciego. Cybulski pobiegł za składem i spróbował wskoczyć do wagonu. Nie utrzymał równowagi i wpadł pod koła.
Rannego aktora przewieziono do szpitala imienia Rydygiera. Lekarze nie zdołali go uratować. Wiadomość o śmierci jednej z największych gwiazd polskiego kina wywołała w środowisku filmowym niedowierzanie.
Andrzej Wajda wrócił później do postaci zmarłego przyjaciela w filmie "Wszystko na sprzedaż". Jan Laskowski wykorzystał niewykorzystane materiały filmowe i stworzył montaż zatytułowany "Zbyszek". Cybulski został pochowany w Katowicach.
Jego kariera trwała krótko, ale rola Maćka Chełmickiego wystarczyła, aby trwale zapisał się w historii polskiego kina. Kolejne występy pokazywały, że próbował wyjść poza tę postać. Śmierć na wrocławskim peronie sprawiła jednak, że pamięć o aktorze na zawsze połączyła się z obrazem człowieka biegnącego za odjeżdżającym pociągiem.