Kość zamiast kawałka metalu
James Bristle od lat uprawiał ziemię w pobliżu Chelsea w stanie Michigan. Na swoim polu znajdował już różne przedmioty, dlatego zakrzywiony kształt wystający z błota początkowo nie wzbudził w nim większego niepokoju.
Osiemdziesięcioletni rolnik uznał, że natrafił na część dawnego ogrodzenia. Kiedy odsłonił znalezisko, zobaczył, że nie trzyma w rękach metalu. Była to duża kość.
Bristle nie próbował samodzielnie wydobywać kolejnych fragmentów. Skontaktował się z badaczami, którzy szybko przyjechali na pole i potwierdzili, że pod warstwą ziemi spoczywają szczątki prehistorycznego zwierzęcia.
Koparka wjeżdża na pole soi
Błotnisty grunt utrudniał prowadzenie wykopalisk. Naukowcy musieli działać szybko, a ręczne usuwanie ciężkiej, mokrej ziemi mogło trwać zbyt długo i narazić kości na uszkodzenie.
Na pole sprowadzono więc koparkę. Operator zdejmował kolejne warstwy ziemi pod nadzorem badaczy, którzy zabezpieczali każdy odsłonięty fragment.
Z wykopu wydobyto między innymi części czaszki, żuchwę, ciosy, żebra i łopatkę. Szkielet nie zachował się w całości, dlatego naukowcy przypuszczali, że pozostałe kości nadal mogą spoczywać w ziemi.
Badaniami kierował paleontolog Daniel Fisher z Uniwersytetu Michigan. Ustalił, że szczątki należały do mamuta włochatego, najprawdopodobniej samca, który w chwili śmierci miał około czterdziestu lat.
Czy ludzie zabili mamuta?
Pierwsze szacunki wskazywały, że zwierzę żyło od 10 do 15 tysięcy lat temu. W tym okresie na terenach dzisiejszego Michigan przebywały już grupy Paleoindian.
Na niektórych kościach zauważono ślady, które mogły powstać podczas dzielenia tuszy. Samo odkrycie nie wystarczało jednak, aby bezspornie uznać, że mamut padł ofiarą polowania.
Badacze musieli sprawdzić, czy uszkodzenia pozostawili ludzie, czy wywołały je procesy zachodzące już po śmierci zwierzęcia. Znaczenie miało również nietypowe położenie szczątków.
Kości spoczywały w osadach, które przed tysiącami lat tworzyły dno niewielkiego zbiornika wodnego. Fisher uznał, że nie znalazły się tam przypadkowo.
Mięso ukryte w chłodnej wodzie
Według jednej z hipotez prehistoryczni myśliwi zabili mamuta albo znaleźli jego świeżą tuszę, a następnie podzielili mięso. Część zapasów mogli zatopić w stawie.
Chłodna woda spowalniała rozkład i utrudniała dostęp zwierzętom. Ludzie mogli więc wracać w to miejsce przez kolejne dni lub tygodnie i zabierać następne porcje mięsa.
Podobna praktyka tłumaczyłaby, dlaczego w dawnym zbiorniku znaleziono tylko część szkieletu. Pozostałe fragmenty tuszy mogły zostać zabrane, porzucone w innym miejscu albo rozciągnięte przez padlinożerców.
Hipoteza o przechowywaniu mięsa wymagała dalszych badań. Sam układ kości i możliwe ślady obróbki sprawiły jednak, że znalezisko zainteresowało nie tylko paleontologów, lecz także archeologów badających początki obecności człowieka w Ameryce Północnej.
Mamut z czasów pierwszych Amerykanów
Mamuty włochate należały do wielkich ssaków, które zniknęły z kontynentu pod koniec epoki lodowcowej. Naukowcy nadal spierają się, jaką rolę w ich wymarciu odegrało ocieplenie klimatu, a jaką polowania prowadzone przez ludzi.
Szczątki z pola Jamesa Bristle’a mogą pomóc lepiej poznać relacje między Paleoindianami a północnoamerykańską megafauną. Jeśli badacze potwierdzą ślady działalności człowieka, odkrycie stanie się kolejnym dowodem, że pierwsi mieszkańcy kontynentu wykorzystywali mamuty jako źródło pożywienia.
Wydobyte kości przewieziono do laboratoriów Uniwersytetu Michigan. Tam oczyszczono je, zabezpieczono i poddano badaniom, które miały dokładniej określić wiek zwierzęcia oraz okoliczności jego śmierci.
Przez lata na polu niedaleko Chelsea rosła soja. Jeden zakrzywiony przedmiot wystający z błota wystarczył, aby zwykłe gospodarstwo zamieniło się w miejsce badań nad życiem ludzi i zwierząt sprzed kilkunastu tysięcy lat.