Bitwa nad Niemnem. Drugi nokaut Armii Czerwonej
Zwycięstwo w Bitwie Warszawskiej w sierpniu 1920 roku odmieniło losy wojny polsko-bolszewickiej, lecz nie zakończyło konfliktu. Michaił Tuchaczewski, dowódca sowieckiego Frontu Zachodniego, wycofał swoje wojska za linię Niemna, Szczary i Świsłoczy, wciąż przekonany o możliwości odwrócenia losów kampanii.
Polska determinacja
Klęska pod Warszawą nie złamała ducha sowieckiego dowódcy. W meldunku do Lenina Tuchaczewski wyrażał przekonanie, że Polacy wyczerpali wszystkie rezerwy podczas kontrofensywy sierpniowej. Ta błędna ocena sytuacji miała się okazać fatalna w skutkach dla Armii Czerwonej. Bolszewicy dysponowali jeszcze około stu tysiącami żołnierzy rozlokowanych na pozycjach obronnych wzdłuż białoruskich rzek.
Tymczasem Piłsudski już 24 sierpnia rozpoczął intensywne prace nad przegrupowaniem polskich sił. Marszałek dostrzegał zagrożenie dla prawego skrzydła swoich wojsk, które po dotarciu do granicy pruskiej pozostawało odsłonięte.
Dywizje Tuchaczewskiego, które uniknęły pogromu warszawskiego, koncentrowały się w rejonie Grodna, Białowieży i Wołkowyska. Polskie dowództwo musiało działać szybko, zanim przeciwnik zdoła odbudować swój potencjał bojowy.
Sytuacja międzynarodowa dodatkowo komplikowała polskie plany. Zachodni politycy, szczególnie brytyjscy i francuscy, wyrażali dezaprobatę wobec dalszych działań ofensywnych Warszawy. Obawiali się zbyt dużych wpływów Polski w Europie Środkowo-Wschodniej oraz osłabienia Rosji, która jeszcze niedawno była ich sojusznikiem. Liczyli na szybki upadek rewolucji bolszewickiej i powrót dawnego porządku, co kazało im zachowywać ostrożność wobec polskich ambicji terytorialnych.
Śmiały plan
Zamysł operacyjny Piłsudskiego opierał się na sprawdzonej już metodzie manewru oskrzydlającego. Główne uderzenie miało nastąpić od północy, poprzez obejście pozycji bolszewickich i wyjście na ich tyły w okolicach Lidy. Celem strategicznym było zepchnięcie wojsk Tuchaczewskiego na bagna Polesia, gdzie zostałyby pozbawione możliwości manewru i zmuszone do kapitulacji.
Kluczową rolę w operacji powierzono 2 Armii generała Edwarda Rydza-Śmigłego i wydzielonej z niej Grupie Manewrowej. W jej skład wchodziły elitarne jednostki, między innymi 1 Dywizja Piechoty Legionów pod dowództwem generała Stefana Dąb-Biernackiego oraz brygady kawalerii. Grupa miała najpierw uderzyć na wojska litewskie pod Sejnami, następnie uchwycić przeprawy przez Niemen pod Druskiennikami i nacierać na Lidę.
Pozostałe związki taktyczne 2 Armii otrzymały zadanie natarcia z kierunku zachodniego. Miały wypierać bolszewików za Niemen i opanować Grodno wraz z kluczowymi mostami.
Równocześnie 4 Armia generała Leonarda Skierskiego nacierała na Wołkowysk, wiążąc siły przeciwnika i maskując główny kierunek polskiego uderzenia. Polskie siły liczyły około sześćdziesięciu siedmiu tysięcy żołnierzy gotowych do natychmiastowego działania.
Decydujące starcia
Dwudziestego września 1920 roku polskie wojska ruszyły do natarcia. Od pierwszych godzin bitwa przybrała charakter wybitnie manewrowy, diametralnie różny od statycznej wojny pozycyjnej znanej z frontu zachodniego. Oddziały polskie poszukiwały luk w sowieckiej obronie, wykorzystując każdą słabość przeciwnika. Kawaleria odgrywała szczególną rolę, atakując skrzydła i tyły bolszewików z imponującą szybkością.
Kulminacja nastąpiła między dwudziestym piątym a dwudziestym szóstym września. Skoordynowane uderzenie piechoty i kawalerii na kilku kierunkach jednocześnie przyniosło przełom w rejonie Grodna. Front bolszewicki załamał się pod naporem polskich ataków, a obrona zamieniła się w chaotyczną ucieczkę. Tysiące czerwonoarmistów trafiło do niewoli, jeszcze więcej zginęło lub odniosło rany w desperackich próbach powstrzymania polskiej ofensywy.
Dwudziestego ósmego września sytuacja stała się jednoznaczna. Armia Czerwona poniosła druzgocącą klęskę, która przekreśliła bolszewickie nadzieje na kontynuowanie wojny.
Resztki wojsk Tuchaczewskiego cofały się daleko na wschód, niezdolne do podjęcia jakiejkolwiek zorganizowanej obrony. Polska ofensywa osiągnęła pełny sukces operacyjny i strategiczny.
Koniec rewolucyjnych marzeń
Bitwa nad Niemnem definitywnie przesądziła o losach wojny polsko-bolszewickiej. Bolszewicy, którzy jeszcze kilka tygodni wcześniej marzyli o przeniesieniu rewolucji proletariackiej do Berlina i Paryża, musieli pogodzić się z brutalną rzeczywistością. Ich armia, dwukrotnie rozbita w ciągu miesiąca, nie była już w stanie prowadzić działań ofensywnych na jakąkolwiek skalę.
Znaczenie tego zwycięstwa wykraczało daleko poza wymiar czysto militarny. Polska udowodniła, że jest zdolna samodzielnie obronić swoją niepodległość wobec jednego z najpotężniejszych wrogów. Sukces nad Niemnem wzmocnił międzynarodową pozycję młodego państwa i ostatecznie zmusił Moskwę do podjęcia poważnych negocjacji pokojowych, które zakończyły się traktatem ryskim w marcu 1921 roku.
Profesor Lech Wyszczelski słusznie zauważa, że wydarzenia z września 1920 roku to w istocie cały szereg osobnych starć o wymiarze taktycznym, połączonych z działaniami pościgowymi. Niezależnie jednak od nazewnictwa, rezultat pozostaje niezaprzeczalny. Nad Niemnem Wojsko Polskie ostatecznie złamało potęgę bolszewickiego Frontu Zachodniego i obroniło Europę przed ekspansją komunizmu na kolejne dwie dekady.