Zbudował pierwszy helikopter. Geniusz lotnictwa, z którego drwiono
Gdy w styczniu 2025 roku zmarł Siergiej Sikorski, lotnictwo straciło ostatniego żyjącego świadka narodzin nowoczesnego śmigłowca. Stulatek nosił nazwisko, które wśród pilotów wiropłatów cieszy się mniej więcej taką renomą, jaką marka Ford ma wśród kierowców.
Chłopiec z Kijowa, który zobaczył braci Wright
Igor Sikorski urodził się w Kijowie, należącym wtedy do wielonarodowego Imperium Rosyjskiego. W jego rodzinie splatały się korzenie ukraińskie, rosyjskie i polskie, przy czym polski ślad wiódł przez przodków ze strony ojca.
Mógł zostać lekarzem albo inżynierem kolejowym, lecz całą jego przyszłość przesądził jeden pokaz lotniczy we Francji, podczas którego bracia Wright zaprezentowali swoją maszynę.
Po powrocie do Rosji młody konstruktor zabrał się do pracy z rzadko spotykaną u dwudziestolatków energią. Zaprojektował czterosilnikowy bombowiec Ilja Muromiec, konstrukcję jak na owe czasy wręcz fantastyczną.
Na jego zdolności zwrócił uwagę sam car, powierzając mu odpowiedzialne zadania konstruktorskie. Sikorskiemu wydawało się wówczas, że karierę ma zaplanowaną na dziesięciolecia.
Rewolucja bolszewicka przekreśliła te plany w ciągu kilku miesięcy. Inżynier związany z carskim dworem nie miał czego szukać w nowej Rosji, więc zdecydował się na wyjazd. Po krótkiej tułaczce dotarł do Stanów Zjednoczonych, gdzie wszystko musiał budować niemal od podstaw.
Czek od Rachmaninowa i pierwsze amerykańskie sukcesy
Amerykańskie początki były trudne. Sikorski zarabiał na życie, ucząc rosyjskich emigrantów matematyki i astronomii, a marzenia o powrocie do lotnictwa odłożył na bok.
Pomoc nadeszła z nieoczekiwanej strony - wsparcia finansowego udzielił mu Siergiej Rachmaninow, wystawiając czek na 5000 dolarów. Pianista był przekonany, że konstruktorski talent Sikorskiego nie może marnować się na korepetycjach.
Pierwszy prototyp uległ uszkodzeniu, co przy innym inwestorze zakończyłoby całą współpracę. Sikorski zdołał jednak przekonać udziałowców, by dołożyli kolejne pieniądze.
W ten sposób powstał S-29, jeden z pierwszych amerykańskich samolotów dwusilnikowych, zabierający na pokład 14 pasażerów. W 1928 roku konstruktor otrzymał amerykańskie obywatelstwo, co przypieczętowało nowy etap jego życia.
Niedługo potem jego firma zaczęła budować łodzie latające, z których linia Pan Am korzystała na trasach transatlantyckich. Sikorski dołączył do grona emigrantów, którzy w ciągu jednego pokolenia przeszli drogę od uchodźcy do filaru amerykańskiego przemysłu.
Najważniejszy pomysł miał jednak dopiero się pojawić. Układ VS-300, z pojedynczym wirnikiem głównym i niewielkim śmigłem ogonowym, stał się klasycznym schematem śmigłowca, kopiowanym do dziś przez konstruktorów na całym świecie.
Siergiej, czyli druga generacja w hangarze
Syn konstruktora, Siergiej, pierwszy raz wzbił się w powietrze w wieku 8 lat. Ojciec posadził go w łodzi latającej S-38 i zabrał na przelot, co stało się dla chłopca rodzajem rodzinnego chrztu. Niewielu ludzi może powiedzieć, że jako dziecko siedziało za sterami obok ojca pilotującego prototyp - Siergiej należał do tego wąskiego grona, a przeżycie to ukształtowało jego dalsze życie.
Do firmy ojca trafił w 1942 roku jako praktykant. Karierę przerwała mu służba w US Coast Guard podczas II wojny światowej, gdzie pracował w jednostce testującej śmigłowce w ratownictwie morskim.
Latał wtedy na prototypie VS-300, jednej z najważniejszych maszyn w dziejach pionowego startu. Po latach przyznawał, że właśnie te wojenne miesiące przy rozwoju wiropłatów uważa za najważniejszy okres swojego życia.
Po wojnie ukończył studia we Florencji, a od 1951 roku zajmował się sprzedażą i marketingiem śmigłowców poza granicami Stanów Zjednoczonych. Podróżował po Europie i Azji Wschodniej, przekonując rządy oraz armie, że maszyna z jednym wirnikiem to inwestycja na pokolenia.
W 1968 roku doprowadził do kontraktu z Republiką Federalną Niemiec na ciężkie śmigłowce S-65C-1, oznaczone wojskowo jako CH-53G. Do USA wrócił w 1976 roku, w sam raz na narodziny programu Black Hawk.
Stulatek z hangaru
W firmie założonej przez ojca Siergiej Sikorski przepracował 41 lat. Promował śmigłowce na wszystkich kontynentach, gdzie tylko dawało się je sprzedać, i zbudował sieć kontaktów, której zazdrościło mu wielu menedżerów.
Nawet po przejściu na emeryturę regularnie bywał na branżowych wydarzeniach, bo trudno wyobrazić sobie targi lotnicze bez człowieka o tym nazwisku.
W 2019 roku w Stratford jego imieniem nazwano jeden z hangarów. Sam uznał ten gest za wyróżnienie wyjątkowe, cenniejsze niż niejedno państwowe odznaczenie.
Siergiej Sikorski zmarł w 2025 roku jako stulatek, a o jego śmierci poinformowała firma Sikorsky, należąca dziś do koncernu Lockheed Martin. Wraz z nim odeszło ogniwo łączące pionierską erę lotnictwa z czasami nowoczesnych maszyn bojowych i ratowniczych.
Wybór literatury:
-R. Stanisławski, Igor Sikorski - geniusz techniki lotniczej [https://www.komputerswiat.pl/nauka-i-technika/transport/igor-sikorski-geniusz-techniki-lotniczej/g3ds26z]
-The Life of Igor Sikorsky [https://sikorskyarchives.com/home/igor-sikorsky/]