Nowy król zwołuje dostojników
Latem 1002 roku nowo koronowany Henryk II zwołał wielki zjazd w Merseburgu. Miał on służyć umocnieniu władzy świeżo upieczonego króla. Zgromadzeni dostojnicy, a zjechało się ich naprawdę wielu, od arcybiskupów po grafów i opatów, mieli złożyć przysięgę wierności i wspólnie naradzić się nad kształtem polityki Rzeszy na najbliższe lata.
Wśród tłumu biskupów, margrabiów i książąt pojawił się ktoś, kogo obecność musiała wzbudzić poruszenie. Bolesław Chrobry wjechał do Merseburga z taką miną, jakby był u siebie w domu.
I trudno mu się dziwić, zważywszy że miał w ręku atuty, o jakich inni uczestnicy mogli jedynie pomarzyć.
Kontrolował Łużyce, Milsko, Budziszyn i Miśnię. Był sojusznikiem nowego króla, a przynajmniej tak twierdził. Thietmar, relacjonując przebieg zjazdu, umieścił polskiego księcia na swojej liście uczestników tuż za saskim księciem Bernardem, przed wszystkimi pozostałymi gośćmi.
W tamtych czasach takie szczegóły nie były bynajmniej dziełem przypadku. Kto stał wyżej na liście, ten ważył więcej w oczach świata.
Bolesław zachowywał się w Merseburgu tak, jakby był jednym z najpotężniejszych panów cesarstwa. I na dobrą sprawę wówczas rzeczywiście nim był.
Po co płacić za to, co już się ma?
Co ciekawe, Thietmar odnotował, że Bolesław Chrobry "zabiegał usilnie o nabycie grodu Miśni, choćby za największą sumę pieniędzy". Henryk II miał odmówić, tłumacząc to interesem państwa.
Zachowanie polskiego księcia wydaje się na pierwszy rzut oka pozbawione sensu. Skoro jego ludzie od wiosny siedzieli w Miśni, to po co za nią płacić? Chyba że chodziło o coś zupełnie innego, a mianowicie o zalegalizowanie istniejącego stanu rzeczy.
Bolesław nie tyle chciał kupić gród, ile oferował Henrykowi pieniądze w zamian za oficjalne uznanie, iż Miśnia podlega odtąd Polsce. Była to próba przekucia siły militarnej w formalny tytuł prawny.
Thietmar, który zaczął spisywać swoją kronikę dopiero dekadę później, mógł nie w pełni rozumieć, o co toczyła się ta gra. Nie on jeden zresztą.
Sprytny kompromis Chrobrego
Ostatecznie wypracowano kompromis, który Bolesław Chrobry mógł uznać za częściowy sukces. Miśnia trafiła w ręce Guncelina, człowieka blisko związanego z polskim dworem.
Chrobry musiał zaproponować tę kandydaturę osobiście, bo Guncelin wspierał go czynnie w trakcie wiosennej kampanii i zasługiwał na nagrodę.
Formalnie gród wracał pod zwierzchnictwo Rzeszy, lecz w praktyce Guncelin słuchał się raczej Gniezna aniżeli królewskiego dworu. Rozwiązanie sprytne i typowe dla Bolesława, który lubił kontrolować ludzi.
Natomiast Herman, syn zamordowanego w Pöhlde Ekkeharda, wyjechał z Merseburga z pustymi rękami, choć liczył na odziedziczenie ojcowskich ziem. Łatwo sobie wyobrazić, jakie uczucia musiały mu wówczas towarzyszyć.
Czy Bolesław ugiął kolano przed królem?
Na zjazd przypadła też ceremonia hołdownicza. Thietmar zanotował, że niemal wszyscy dawni poddani Ottona III przysięgli wierność Henrykowi. Czy Bolesław Chrobry również ugiął kolano? To pytanie, na które do dziś nie ma jednoznacznej odpowiedzi.
Sam Thietmar, który, przypomnijmy, nie żywił do Chrobrego ciepłych uczuć i chętnie odnotowałby każde jego upokorzenie, w kluczowym fragmencie pisze wyłącznie o hołdzie złożonym przez Sasów. O polskim księciu wspomina osobno, przy okazji negocjacji o Miśnię.
Dopiero inny kronikarz, Adalbold z Utrechtu, spisując żywot Henryka II około dwudziestu lat później, stwierdził wprost, że Bolesław podporządkował się królowi na równi z innymi. Kto miał rację? Jeśli jakikolwiek hołd rzeczywiście miał miejsce, to dotyczył zapewne wyłącznie ziem zdobytych wiosną na Połabiu, a nie całej Polski.
Bolesław był zbyt dumny i zbyt potężny, by klękać przed kimkolwiek. A Thietmar był zbyt złośliwy, by o czymś takim zapomnieć napisać.
Bolesław Chrobry opuszczał Merseburg w doskonałym nastroju. Łużyce i Milsko pozostawały pod jego kontrolą, w Miśni rządził zaufany sojusznik, a sam Bolesław cieszył się pozycją, jakiej żaden polski władca przed nim nie osiągnął.
Wyglądało na to, że pierworodny syn Mieszka I może teraz spokojnie planować kolejne posunięcia. Ale jego pewność siebie szybko zmąciły dalsze wydarzenia.
Źródło
Niniejszy tekst stanowi fragment najnowszej książki dr Mariusza Sampa "Kryminalne dzieje Piastów. Mroczna historia dynastii" (Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2026). Książkę można zakupić na empik.com pod tym linkiem.