Król, który wojował
Bolesław II Śmiały był władcą wojowniczym, podobnie jak jego wielki pradziadek Bolesław Chrobry. Niemal całe panowanie spędził na wyprawach, interweniując na Rusi, na Węgrzech i w Czechach, mieszając się w spory dynastyczne sąsiadów i osadzając na tronach swoich kandydatów.
Taka aktywność militarna miała swoją cenę. Mistrz Wincenty Kadłubek, jeden z kronikarzy opisujących te czasy, zauważył, że król tak zapamiętale prowadził wojny, iż rzadko przebywał w kraju. Ten stan rzeczy, jak ujął kronikarz, przynosił państwu zarówno korzyści, jak i niebezpieczeństwa.
Nieustanne wojny rodziły bowiem nie tylko łupy i sławę, lecz także narastające napięcia. Długa nieobecność króla i znacznej części możnych oznaczała, że w kraju brakowało silnej ręki, która utrzymałaby porządek. To właśnie miało się stać źródłem dramatu, który ostatecznie zniszczył panowanie Bolesława.
Zamieszki, o których kronikarze woleli milczeć
Kadłubek opisał w swojej kronice wstrząsające wydarzenia, do których miało dojść podczas długiej nieobecności króla i rycerstwa. Jego relacja jest barwna, miejscami wręcz dramatyczna, choć historycy do dziś spierają się, ile w niej prawdy, a ile moralizatorskiej przesady.
Według kronikarza, gdy panowie przebywali na wojnie, ich słudzy mieli dopuścić się zdrady. Jedne kobiety, znużone wyczekiwaniem mężów, inne doprowadzone do rozpaczy, a jeszcze inne wzięte przemocą, miały ulec czeladzi. Słudzy zajęli domostwa swoich panów, umocnili je i stawili zbrojny opór, gdy prawowici właściciele zaczęli wracać do kraju.
Gdy panowie z trudem stłumili ten bunt, wymierzyli zdrajcom okrutne kary, nie oszczędzając również niewiast. Kadłubek opisał te represje w słowach mrożących krew w żyłach, wspominając o karach tak potwornych, że nawet wróg by się nad ofiarami ulitował.
Z tej barwnej, choć zapewne przesadzonej relacji historycy wyciągają wniosek o jakimś poważnym wystąpieniu społecznym. Najprawdopodobniej podczas nieobecności panów doszło w ich dobrach do buntów, a po powrocie rycerstwa nastąpiły krwawe represje.
Kadłubek wskazywał na ludność niewolną jako sprawców, lecz było jej wówczas w Polsce zbyt mało, by mogła wywołać zamieszki na taką skalę.
Nieudana wyprawa na Kijów
Skąd jednak wzięła się ta długa nieobecność rycerstwa, która umożliwiła wybuch zamieszek? Klucz do zagadki stanowi wyprawa z 1077 roku. Piastowska ekspedycja zbrojna wyruszyła wówczas na Kijów, by osadzić na tronie wielkoksiążęcym krewnego króla, księcia Izjasława.
Polskie rycerstwo tłumnie wzięło udział w tym przedsięwzięciu, licząc na sowite łupy w bajecznie bogatej stolicy Rusi. Jakież musiało być jego rozczarowanie, gdy już na początku wojny zdecydowano się zawrzeć pokój, co automatycznie przekreśliło nadzieje na zdobycze.
Dla wojowników, dla których wojenne łupy stanowiły główne źródło dochodu, była to dotkliwa strata. Niewykluczone, że rycerze zaczęli otwarcie się burzyć.
Sytuację pogarszał fakt, że w obozie polskim brakowało wówczas samego króla, który mniej więcej w tym czasie przebywał na Węgrzech z inną grupą rycerzy.
Pozbawione przywództwa i pozbawione spodziewanej nagrody wojsko mogło zacząć masowo opuszczać szeregi i na własną rękę wracać do kraju. A to właśnie samowolny powrót ściągnął później na winnych surowe represje ze strony rozwścieczonego monarchy, który uznał takie zachowanie za zdradę.
Psucie monety i gniew rycerstwa
Niezadowolenie rycerstwa mogło mieć jeszcze jedno źródło, czysto finansowe. Bolesław Szczodry prowadził ostrą politykę fiskalną, obniżając zawartość srebra w bitej przez siebie monecie. Stanowiło to wyraźny kontrast wobec jego młodszego brata, Władysława Hermana, który bił monety niemal z czystego srebra.
Wypłacanie wojownikom żołdu w niepełnowartościowym pieniądzu mogło przynieść skutek odwrotny do zamierzonego. Trudno dziś orzec, czy król w pełni rozumiał mechanizmy, które uruchamiał. Możliwe, że doradcy ostrzegali go przed konsekwencjami, a on zbagatelizował te uwagi.
Możliwe też, że ówczesna elita po prostu nie pojmowała skomplikowanych zjawisk inflacyjnych, które i dziś bywają niełatwe do zrozumienia.
Jedno pozostaje pewne. Braki kruszcu w skarbcu królewskim prędzej czy później musiały odbić się na wizerunku monarchy. Władca, który nie potrafił zapewnić dobrobytu poddanym, tracił w ich oczach.
Kryzys mógł się też objawić w zmniejszeniu hojności króla, który wcześniej, jak odnotował Gall Anonim, rozdawał pieniądze i dobra na prawo i lewo, by zjednać sobie poddanych. Gdy ten strumień darów wysechł, frustracja przerodziła się w spadek poparcia.
Iskra, która podpaliła kraj
Sytuacja najuboższych mieszkańców Polski w drugiej połowie XI wieku nie była łatwa. Bolesław Szczodry, wzorem wielkich poprzedników, prowadził liczne wojny i wznosił nowe budowle, zwłaszcza dla odbudowującego się Kościoła. Wszystko to wymagało od pospolitej ludności licznych prac i świadczeń na rzecz panującego.
Nadmierna aktywność militarna króla doprowadziła do zachwiania delikatnej równowagi społeczno-gospodarczej monarchii. Cały system był niezwykle podatny na przeciążenia i mógł łatwo ulec załamaniu. Wystarczyła iskra, by nadmiernie obciążone chłopstwo chwyciło za broń, podobnie jak na początku panowania Kazimierza Odnowiciela, gdy wybuchł tzw. bunt ludowy.
Wszystkie te czynniki, czyli rozczarowane rycerstwo, urażeni możni, kryzys finansowy i przeciążone chłopstwo, złożyły się na atmosferę powszechnego wrzenia. Państwo Bolesława Śmiałego stało nad przepaścią, a do otwartego konfliktu wystarczył już tylko jeden zapalnik.
Tym zapalnikiem stało się wystąpienie człowieka, którego król najmniej spodziewał się ujrzeć wśród swoich przeciwników. W obronie prześladowanych stanął bowiem biskup krakowski Stanisław, a jego konflikt z monarchą miał się zakończyć jedną z najgłośniejszych tragedii w dziejach średniowiecznej Polski.
Źródło
Niniejszy tekst stanowi fragment najnowszej książki dr Mariusza Sampa "Kryminalne dzieje Piastów. Mroczna historia dynastii" (Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2026). Książkę można zakupić na empik.com pod tym linkiem.