WAŻNE
TERAZ

Zapomniana zbrodnia Chrobrego. Tak oślepił kuzyna

Ojciec pchał syna przez 72 maratony. Hoytowie złamali bariery

Lekarze przekonywali, że Rick Hoyt nigdy nie nawiąże kontaktu z otoczeniem. Jego rodzice odrzucili tę diagnozę, a kilkanaście lat później ojciec zaczął pchać syna w maratonach i triathlonach.

Hoytowie w 2012 rokuHoytowie w 2012 roku
Źródło zdjęć: © Wikimedia Commons 3.0 | Ericshawwhite(1)

Lekarze nie dawali Rickowi szans

Rick Hoyt urodził się w 1962 roku w stanie Massachusetts. Podczas porodu pępowina zacisnęła się wokół jego szyi, a niedotlenienie doprowadziło do dziecięcego porażenia mózgowego.

Rodzice usłyszeli, że syn nie będzie świadomie reagował na otoczenie. Lekarze radzili umieścić go w zakładzie opiekuńczym.

Dick i Judy Hoyt nie zgodzili się na takie rozwiązanie.

W domu szybko zauważyli, że Rick śledzi ich wzrokiem i reaguje na to, co dzieje się wokół. Zaczęli więc traktować go jak dziecko, które rozumie znacznie więcej, niż potrafi pokazać.

Uczyli go rozpoznawania przedmiotów i liter. Nazwy przyklejali do mebli, naczyń oraz drzwi, a znaki wycinali z szorstkiego papieru.

Nie mieli pewności, czy ich metody przyniosą rezultaty. Wierzyli jednak, że brak możliwości mówienia nie oznacza braku myśli.

Komputer dał mu możliwość rozmowy

Przełom nastąpił, gdy Rick miał 11 lat. Inżynierowie skonstruowali urządzenie, którym mógł sterować za pomocą niewielkiego ruchu głowy.

Po raz pierwszy sam wybierał litery i układał z nich zdania. Rodzina mogła już nie tylko obserwować jego reakcje, lecz także poznać zainteresowania i opinie chłopca.

Pierwsza wiadomość nie była podniosłym podziękowaniem skierowanym do rodziców.

Rick napisał "Go Bruins". Właśnie trwały rozgrywki hokejowe, a on kibicował drużynie z Bostonu.

Krótki komunikat potwierdził to, co Hoytowie podejrzewali od lat. Ich syn rozumiał rozmowy, śledził wydarzenia i miał własne pasje.

Komputer otworzył mu również drogę do szkoły. Kilka lat później właśnie za jego pomocą poprosił ojca o udział w biegu, który miał zmienić życie całej rodziny.

Pierwszy wspólny bieg Hoytów

W 1977 roku organizowano pięciomilowy bieg na rzecz sparaliżowanego ucznia. Piętnastoletni Rick oznajmił, że chce w nim wystartować.

Dick Hoyt nie był biegaczem. Miał 36 lat i niemal żadnego doświadczenia treningowego, ale postanowił popchnąć syna na całej trasie.

Do mety dotarli jako ostatni. Ojciec był kompletnie wyczerpany, a prowizoryczny wózek nie ułatwiał zadania.

Wieczorem Rick przekazał mu wiadomość. Napisał, że podczas biegu po raz pierwszy nie czuł się osobą z niepełnosprawnością.

Dla Dicka ten jeden komentarz wystarczył. Uznał, że powinni wystartować ponownie.

Zaczął regularnie trenować. Gdy syn był w szkole, wkładał do wózka worek cementu i pchał go po drogach w okolicy domu.

Z czasem osiągał wyniki, których nie powstydziłby się dobrze przygotowany zawodnik. Pięć kilometrów z obciążonym wózkiem potrafił przebiec w około 17 minut.

Od maratonów do zawodów Ironman

Biegi uliczne przestały im wystarczać. Hoytowie zaczęli myśleć o triathlonie, choć żadnego sprzętu dostosowanego do ich potrzeb nie można było po prostu kupić.

Na etap pływacki przygotowano specjalną łódź. Dick holował ją na linie podczas pokonywania dystansu w wodzie.

Rower również wymagał przebudowy. Rick jechał w siedzisku umieszczonym z przodu, a podczas biegu wracał do specjalnego wózka.

Najwięcej pracy wymagały zmiany między kolejnymi częściami zawodów. Ojciec musiał wyjąć syna z łodzi, przenieść go na rower, a później ponownie umieścić w wózku.

Organizatorzy początkowo nie wiedzieli, jak traktować taki zespół. Czasem odmawiali startu, innym razem pozwalali im uczestniczyć wyłącznie poza oficjalną klasyfikacją.

Hoytowie nie zrezygnowali. Kolejne ukończone zawody pokazywały, że potrafią przestrzegać limitów czasu i rywalizować z pełnosprawnymi sportowcami.

Wspólnie pokonali ponad 250 triathlonów oraz sześć zawodów Ironman. Ukończyli także 72 maratony.

Ostatni Maraton Bostoński

Szczególne miejsce w ich historii zajmował Maraton Bostoński. Ojciec i syn ukończyli go 32 razy.

Podczas biegu w 2013 roku znajdowali się około mili od mety, gdy w pobliżu linii końcowej wybuchły dwie bomby. Trasę natychmiast zamknięto, a uczestnicy i kibice zaczęli opuszczać okolicę.

W chaosie Dick stracił kontakt z synem. Przez kilka godzin nie wiedział, dokąd ewakuowano Ricka.

Obaj odnaleźli się bezpiecznie. Rok później wrócili do Bostonu i wspólnie ukończyli swój ostatni maraton na tej trasie.

Dick zakończył starty z powodu pogarszającego się zdrowia. Jego miejsce przy wózku na pewien czas zajął przyjaciel rodziny Bryan Lyons.

Dick Hoyt zmarł w 2021 roku. Rick odszedł dwa lata później.

W Hopkinton, skąd rusza Maraton Bostoński, stoi pomnik przedstawiający ojca pchającego syna. Ich historia zaczęła się jednak znacznie wcześniej, gdy dwoje rodziców nie przyjęło do wiadomości, że życie ich dziecka zostało już przesądzone.

Wybrane dla Ciebie