Ostatnie dni Kartaginy. Tak Rzymianie zmiażdżyli największego rywala

Co trzeba zrobić, by zniszczyć miasto tak skutecznie, że razem z nim ginie cała kultura? Rzymianie znaleźli odpowiedź w 146 roku p.n.e. pod murami Kartaginy. Trzy lata morderczego oblężenia, głód, który zmusił kobiety i dzieci do pracy w tajnej stoczni, dramatyczne sceny na koronie murów, walka o każde piętro sześciopiętrowych kamienic i ulice tak zawalone gruzem, że trzeba było wydzielić specjalne brygady porządkowe. A na końcu – płonące miasto i wódz, który patrząc na swoje dzieło, nie potrafił powstrzymać łez.

Epizod z oblężenia Kartaginy (domena publiczna)Epizod z oblężenia Kartaginy (domena publiczna)
Źródło zdjęć: © Licencjodawca

Dlaczego Rzymianie ruszyli na Kartaginę?

Atak nastąpił w 149 roku p.n.e. Rzymskie dowództwo zwlekało z tym, czekając w Utyce, aż Kartagińczycy potulnie podporządkują się wszystkim żądaniom, było bowiem pewne, że nie mają innego wyjścia. W końcu jednak konsulowie zdali sobie sprawę, że bez walki się nie obędzie – uparci Punijczycy nie zamierzają się poddać.

Armia pociągnęła na Kartaginę lądem i morzem, by rozpocząć oblężenie. Pamiętajmy, że miasto miało dobrą obronną pozycję i potężne fortyfikacje: położone na niewielkim półwyspie, od strony lądu chronione przez potrójny, piętnastometrowej wysokości mur rozciągnięty na siedemnaście kilometrów i obejmujący całą Megarę, czyli przyległe tereny rolnicze.

Jak wiemy, te mury, od przedpola dodatkowo zabezpieczone głęboką suchą fosą, były niemal żywą strukturą obronną, w której mieściły się stajnie dla trzystu słoni i czterech tysięcy koni, magazyny paszy i żywności oraz koszary. Dostępu od morza bronił mur nadbrzeżny.

Rzymianie planowali pokonać go za pomocą drabin, natarcie od strony lądu zaś skoncentrować na najsłabszym punkcie fortyfikacji – tam gdzie mur lądowy stykał się z portem; nie spodziewali się jednak tak zaciętego oporu. Po pierwszym, bez trudu odpartym szturmie Rzymianie cofnęli się i przegrupowali.

Zacięty opór i pierwsze sukcesy Kartagińczyków

Ataki kontynuowano przez cały rok z użyciem wielkich machin oblężniczych i taranów. Nocami Kartagińczycy naprawiali wszelkie doznane za dnia zniszczenia, a nawet dokonywali wypadów – często skutecznych – by podpalić lub unieszkodliwić rzymski sprzęt. Część była uzbrojona jedynie w maczugi i kamienie, opór jednak nie słabł.

W terenie operowały dwie armie kartagińskie, jedna pod dowództwem Hazdrubala, druga Himilkona Fameasa. Obie skutecznie nękały Rzymian, podkopując ich morale. Fameas celował w wojnie podjazdowej. Jego starcia z młodym Scypionem Emilianusem wypełniają sporą część narracji o wojnie w tym roku.

Scypion, wyróżniający się mądrością i odwagą, wyrasta w niej na gwiazdę pierwszej wielkości. W relacji Appiana padają krytyczne uwagi pod adresem obu konsulów, nigdy jednak wobec Scypiona, który był wówczas jedynie ich podkomendnym. To oczywiście wersja opowiedziana przez niego samego i pierwotnie spisana przez jego mentora i przyjaciela Polibiusza, nie dziwi więc, że to on błyszczy w opowieści.

Scypion odwrócił losy wojny, wciągnąwszy do konfliktu jednego z synów Masynissy i przekonawszy Fameasa oraz jego dwa tysiące dwustu konnych do zmiany strony. Kiedy stary monarcha zmarł pod koniec jesieni lub zimą z 149 na 148 rok p.n.e. i królestwo odziedziczyli trzej jego synowie, Scypion przyjął rolę wykonawcy testamentu i zyskał sojusznika w najmłodszym z nich, Gulussie.

Pod Kartaginą trwał pat; letni skwar spowodował epidemię w obozie rzymskim; oblężenie ciągnęło się całą jesień. Siła oporu i determinacja Kartagińczyków wyraźnie zaskoczyły Rzymian. Koniec roku zastał miasto wciąż niezdobyte.

Zdrada Fameasa i nagrody od Rzymu

Na początku 148 roku p.n.e. młody wódz powrócił do Rzymu wraz z Fameasem, którego sowicie nagrodzono za zdradę. Senat chwalił działania Scypiona i obsypał Kartagińczyka darami. Lista jest fascynująca i daje nam pojęcie, czemu wówczas przypisywano wielką wartość.

Fameas otrzymał purpurową tunikę ze złotymi zapinkami, podkreślającą jego status, konia ze złotym rzędem, kompletną zbroję godną jego sprawności wojownika, dziesięć tysięcy srebrnych drachm oraz tyleż wartą srebrną zastawę, a do tego w pełni wyposażony namiot. Zapowiedziano mu, że może się spodziewać więcej, jeśli tylko będzie współpracował z nimi do końca wojny.

Fameas przyrzekł lojalność i wrócił do Afryki, prosto do rzymskiego obozu zimowego. Wiosną 148 roku p.n.e. jeden z nowo wybranych konsulów, Kalpurniusz Pizon Cezonin, wraz z legatem Lucjuszem Mancynusem, popłynął do Kartaginy i przejął naczelne dowództwo. Blokada miasta trwała, wydaje się jednak, że Rzymianie koncentrowali się głównie na tłumieniu oporu w okolicy.

Siła i męstwo Kartaginy w obliczu przytłaczającej przewagi wroga natchnęły bowiem także sąsiednie miejscowości do przeciwstawiania się najeźdźcom. Atakowano rzymskie statki zaopatrzeniowe, a społeczności z interioru wspierały stolicę jak mogły i podejmowały działania przeciw nieprzyjacielowi.

Kartagińczycy trzymali się, rozsyłali posłów do miast Afryki i podnosili larum na cały świat śródziemnomorski. Misja dyplomatyczna wyruszyła nawet do antygonidzkiego króla Perseusza w Macedonii, który akurat też toczył wojnę z Rzymianami i obiecywał pomoc. Dwaj synowie Masynissy zwlekali z przyłączeniem się do rzymskiej kampanii; oficjalnie deklarując sprzymierzeńczą lojalność, nie angażowali się w konflikt i czekali, co przyniesie przyszłość.

Okładka książki "Kartagina. Nowa historia starożytnego imperium"
Okładka książki "Kartagina. Nowa historia starożytnego imperium" © Licencjodawca

Życie w oblężonym mieście

Jak mogło wyglądać życie w Kartaginie w czasie oblężenia? Łatwo zrozumieć, że głęboka trauma, jakiej Rzym doświadczył podczas agresji Hannibala, przez pół wieku międzywojnia dominowała w postrzeganiu niedawnego agresora i wpływała na wiele podejmowanych decyzji.

Teraz role się odwróciły; Kartagińczycy musieli przechodzić podobny dramat, świadomi nieustępliwej nienawiści, z jaką traktują ich Rzymianie. Wspomnienia oblężonych się nie zachowały, ale oznak napięcia i rozdarcia w tej historii nie brakuje.

Wyobraźmy sobie, jaką gorycz i złość musiała wzbudzić zdrada ich bohatera Fameasa i jakie uniesienie skuteczność obrony. Zapisów takich emocji nie mamy, ale z pewnością w mieście panował ogromny stres i strach.

Hazdrubal Boetarcha, który rok wcześniej z powodzeniem walczył w terenie, teraz sięgnął po władzę. Sprawował ją Hazdrubal Numidyjczyk, wnuk Masynissy, a zarazem siostrzeniec Gulussy, walczącego po stronie rzymskiej. Kiedy jeden Hazdrubal oskarżył drugiego o knucie zdrady na rzecz numidyjskiego wuja, w zgromadzeniu ludowym zawrzało. Człowiek, który tak skutecznie bronił miasta przed Rzymianami, został zatłuczony na śmierć.

Scypion przejmuje dowództwo. Bezprecedensowa decyzja Rzymu

Atmosfera w Rzymie również była daleka od spokojnej. Konsulów ostro krytykowano za to, że nie zdobyli Kartaginy szybko i łatwo i że Punijczycy zdają się brać górę. Niezadowolenie podsycały rywalizujące koterie polityczne, ale przeważał ogólny gniew: jak to, wróg rozbrojony, a sprawa tak się przeciąga?

Zgromadzenie ludowe domagało się, aby konsulat na następny rok powierzyć Scypionowi Emilianusowi. Scypion kandydował wtedy dopiero na stanowisko edyla. Nie osiągnął jeszcze odpowiedniego wieku, by zostać konsulem, ponieważ w myśl zasad cursus honorum – ściśle przestrzeganej sekwencji kariery urzędniczej – młody polityk musiał przejść przez wszystkie szczeble, nim nabędzie prawo do ubiegania się o najwyższy urząd w państwie.

Trybun ludowy złożył wniosek o zmianę przepisu określającego ten minimalny wiek na czterdzieści dwa lata, aby Scypion – wtedy trzydziestoośmiolatek – mógł objąć stanowisko konsula. I tak się też stało; drugim wybrano zaś Gajusza Liwiusza Druzusa.

Zgromadzenie ludowe ponownie interweniowało, domagając się, aby Scypion otrzymał także dowództwo w Afryce. Takie wykorzystanie najwyższego ciała ustawodawczego w Rzymie do forsowania populistycznych decyzji było wówczas bezprecedensowe, choć w późniejszych latach zjawisko to stawało się coraz częstsze.

Rozprzężenie w armii i twarda ręka nowego wodza

Scypion z nowo sformowaną armią wyruszył do Afryki, by znów włączyć się do akcji i wyciągnąć Rzymian z patowej sytuacji pod Kartaginą. Na miejscu stwierdził, że sytuacja w istocie jest dramatyczna.

W wojsku panowało rozprzężenie, lenistwo i skłonność do rozboju i grabieży. W obozie rozplenił się "rój handlarzy", którzy trzymali się armii wyłącznie dla zysku, a nawet brali udział w nieautoryzowanych wypadach rabunkowych.

Mimo że w czasie wojny oddalenie się poza zasięg trąbki traktowano jak dezercję, takie incydenty były na porządku dziennym. Scypion był zdania, że za występki żołnierzy odpowiada dowódca, a pogoń wyłącznie za łupami prowadzi do wewnętrznych konfliktów i osłabia morale.

Spory o zdobycz, w tym kobiety, często kończyły się bójkami, a w konsekwencji ranami czy nawet śmiercią towarzyszy broni. Dla Scypiona stało się jasne, że zwycięstwo nad wrogiem można osiągnąć tylko przez przywrócenie dyscypliny we własnych szeregach.

U Appiana opis sytuacji w armii, dający nam cenny wgląd w funkcjonowanie obozu polowego, jest zarazem wyraźną krytyką poprzedniego konsula Pizona.

Tortury i okrucieństwo Hazdrubala

Kartagińczycy musieli teraz mierzyć się ze Scypionem, który wprowadził znacznie spójniejszą taktykę. Atak zogniskowany był na Megarze, ogrodzie Kartaginy, który dotychczas pozwalał miastu przetrwać oblężenie i blokadę. Rzymianie wdarli się na mury i rozbili jedną z bram. W obliczu zdecydowanego oporu Scypion co prawda zarządził odwrót, jednak wpływ tej akcji na psychikę obrońców był ogromny i uwydatnił ich podatność na ataki.

Komendant obrony Hazdrubal Boetarcha poczynał sobie jak tyran, a nie przywódca. Po starciu w Megarze na oczach oblegających torturował rzymskich jeńców na koronie muru i zrzucał okaleczone ciała na przedpole.

Kiedy w kartagińskim zgromadzeniu wzbudziło to zgrozę i protesty, wydał na oponentów wyrok śmierci. Z tego drastycznego epizodu wyłania się obraz Hazdrubala jako niezrównoważonego okrutnika – prawdziwie czarnego charakteru w porównaniu ze świetlaną postacią Scypiona. To także kolejny dowód ekstremalnego napięcia, w jakim Kartagińczycy żyli nieustannie w tych latach.

Niezwykła odwaga oblężonych

Scypion skoncentrował się teraz na portach. Zdołał zagrodzić wejście stertą wielkich głazów, by uniemożliwić wypływanie, a przede wszystkim wpływanie statków z zaopatrzeniem, próbujących przełamać blokadę. Kartagińczycy odpowiedzieli przekopaniem nowego wejścia. Pierwotne otwarte było na południe, teraz więc przebili się przez część muru portowego skierowaną na wschód, ku morzu. Wysokiego wału ochronnego nie dało się tam usypać z powodu głębokości wody i siły wiatru.

W prowadzone potajemnie działania zaangażowani byli podobno wszyscy, nawet kobiety i dzieci, wykazując się, jak zanotował Appian, "niezwykłą odwagą i determinacją". Równolegle w stoczniach budowano z materiałów z odzysku nowe okręty, w tym triremy i kwinkweremy.

Przedsięwzięcie udawało się tak skutecznie ukryć przed Rzymianami, że nawet od chwytanych jeńców nie mogli się dowiedzieć, co się dzieje. Raporty z miasta odnotowywały jedynie "ciągłe poruszenie w porcie, dniem i nocą".

W końcu, gdy wszystko było gotowe, Kartagińczycy efektownie odsłonili nowe wejście do portu o świcie, wypływając flotyllą pięćdziesięciu trirem i mniejszych okrętów. W owej chwili na zatoce pod Kartaginą znajdowały się również statki z innych miast, które – jak Side – przybyły wesprzeć swych rzymskich sprzymierzeńców.

Side, położone nieco na południowy wschód od dzisiejszej Antalyi w Turcji, mogło się pochwalić wielowiekową tradycją morską i zaliczało się do najważniejszych sojuszników Rzymian. W boju o los Kartaginy brały też udział, choć najczęściej niewymieniane w źródłach, oddziały i okręty sprzymierzeńców i wrogów obu stron z całego Morza Śródziemnego.

Przygotowania do ostatecznego szturmu

Kartagińczycy bronili się z determinacją, wykorzystując cały swój "niemały kunszt techniczny i wojskowy", aby udaremnić każdy rzymski szturm. Nawet nocami przeprawiali się przez zatokę, by spalić kolejną machinę oblężniczą.

Wysiłki okazywały się próżne; nieustępliwi Rzymianie wciąż sprowadzali nowe i atakowali dalej; zacieśniali też blokadę morską. Krok po kroku wypracowywali przewagę i na początku zimy 147 roku p.n.e. zdobyli wystarczający przyczółek w pobliżu portu, by zacząć wznosić rampę przylegającą do murów obronnych.

Zanim jednak Scypion wykonał ostateczny ruch, musiał spacyfikować niespokojne tereny wiejskie i pierwsze miesiące zimy poświęcił na odbicie miasta Neferis (na południe od Kartaginy), od roku okupowanego przez propunicki kontyngent niejakiego Diogenesa.

Udało mu się to dzięki wsparciu Gulussy; później rozbił też inny duży oddział sojuszników Kartaginy. Scena była teraz gotowa do ostatecznego szturmu.

Szturm na miasto

Pewnego wiosennego dnia 146 roku p.n.e. Rzymianie zajęli okrągły basen stoczniowy. Raz wdarłszy się na mury, nieprzerwanie wlewali się za nie w stale rosnącej liczbie. Zacięta walka wkrótce przeniosła się do samego miasta.

Najpierw opanowano przyległą do portu agorę. Następnego ranka Scypion z czterema tysiącami świeżych legionistów wkroczył na teren górującej nad nią, krytej złotem płatkowym świątyni Resefa (Apollina). Znajdowała się w niej złota statua boga, ważąca tysiąc talentów.

Nie słuchając rozkazów, żołnierze rzucili się na nią z mieczami i póty rąbali, póki nie rozbili jej na kawałki i rozdzielili między siebie. "Dopiero wtedy wrócili do walki na ulicach".

Scypion szybko przerzucił siły do szturmu na wzgórze Byrsa – najbardziej obronną, pierwotną część miasta. Wielu mieszkańców szukało tam schronienia, choć część została, by bronić swych domów.

Od agory można było się tam dostać trzema ulicami obramowanymi rzędami ciasno ustawionych sześciokondygnacyjnych kamienic. Zamknięci w nich obywatele ciskali w nacierających Rzymian, czym się dało, zmuszając ich do mozolnego zdobywania domu za domem.

Piekło na ulicach. Walka o każdy budynek

Bój postępował jednak nieubłaganie. Opanowawszy jeden budynek, żołnierze przerzucali z dachu na dach następnego deski i atakowali obrońców od góry; kto nie ginął od mieczy, był wyrzucany przez okna.

Dobrnąwszy do podnóża Byrsy, Scypion kazał spalić całą zabudowę i oczyścić ulice z gruzu i trupów, aby wojsko mogło swobodnie zająć resztę miasta. Ciał walało się tyle, że trzeba było wydzielić specjalne brygady "sprzątaczy".

Przekazana przez Appiana relacja naocznego świadka zniszczenia plastycznie i brutalnie odmalowuje śmiertelne konwulsje miasta i przedstawia prawdziwe ofiary wojny. Pożar ogarniał kolejne kamienice, domy i kwartały. Budynki rozsypywały się z hukiem, a z gruzem spadały liczne ciała.

Czasem jeszcze żywe: starcy, kobiety i dzieci ukrywający się w "najgłębszych zakamarkach domostw, niektórzy ranni bądź poparzeni, rozpaczliwie krzyczący". Ludzie ginęli w płomieniach, "okaleczeni na wszelkie makabryczne sposoby, miażdżeni i połamani".

Sześć dni agonii i tragiczny finał

Obrońcy trzymali się na Byrsie jeszcze sześć dni i nocy, patrząc na płonące u ich stóp miasto. Rzymianie codziennie się zmieniali dla odpoczynku; jak pisze Appian, było to niezbędne, aby żadna grupa nie zaznała wyczerpania "od pracy, rzezi, braku snu i widzianych okropności".

Wśród obywateli chroniących się na terenie sanktuarium Eszmuna na wzgórzu był też komendant obrony Hazdrubal z żoną i dziećmi. Była to najbogatsza i otoczona największą czcią świątynia w mieście. Po siedmiu dobach masakry do Scypiona wyszli parlamentariusze z oliwnymi gałęziami na znak pokoju i uległości.

Wódz przyjął kapitulację i przyrzekł oszczędzić wszystkich poza rzymskimi dezerterami. Appian oszacował liczbę ludzi opuszczających przybytek na pięćdziesiąt tysięcy, co oczywiście nie jest wiarygodne, nawet jeśli świątynia w ogóle mogłaby aż tylu pomieścić. Można jednak przyjąć, że było ich dużo – na pewno tysiące.

Krótko potem na łaskę Scypiona zdał się Hazdrubal, lecz jego rodzina, inni oporni oraz wspomniani dezerterzy pozostali za murami. Wdrapali się na dach sanktuarium i tam rozegrała się owa słynna finałowa scena kartagińskiego dramatu, w której pani Hazdrubalowa wyklęła męża i z dziećmi rzuciła się na stos pogrzebowy, w jaki zamieniło się jej miasto.

Źródło

Okładka książki "Kartagina. Nowa historia starożytnego imperium"
Okładka książki "Kartagina. Nowa historia starożytnego imperium" © Licencjodawca

Niniejszy tekst stanowi fragment książki Eve MacDonadld "Kartagina. Nowa historia starożytnego imperium", wydanej nakładem wydawnictwa Rebis (Poznań 2026). Książkę można zamówić, klikając ten link.

Wybrane dla Ciebie