Bitwa pod Mołotkowem. Najkrwawszy dzień Legionów
Gdy rankiem 29 października 1914 roku młodzi Polacy przekraczali most na Bystrzycy, większość z nich nigdy wcześniej nie słyszała świstu kul nad głową. Kilka godzin później co czwarty z nich będzie martwy, ranny lub w drodze do rosyjskiej niewoli. Pod Mołotkowem legionowa młodzież zapłaciła najwyższą cenę za lekcję, której nie sposób było odrobić w koszarach.
Kolumny na horyzoncie
Galicyjski poranek nie zapowiadał katastrofy. Polska artyleria rozpoczęła ostrzał pozycji pod Sołotwiną punktualnie o 8:30. Żołnierze schodzili ze stoków Jaworów w bojowym szyku, pewni swojej przewagi taktycznej. Wtedy ktoś spojrzał na północny zachód.
Na odległych wzgórzach pojawiły się gęste sznury marszowych kolumn. Rosyjska piechota nadciągała w sile, jakiej nikt się nie spodziewał. Czternaście tysięcy bagnetów przeciwko sześciu tysiącom. Szesnaście dział i dwa tuziny karabinów maszynowych przeciwko legionistom pozbawionym broni automatycznej.
Proporcje były miażdżące, ale dowództwo zdecydowało się kontynuować natarcie. Czy była to brawura, czy desperacja? Prawdopodobnie jedno i drugie. W pierwszych miesiącach wojny młode Legiony musiały udowodnić swoją wartość bojową za wszelką cenę.
Galopujący kapitan
Komendę nad oddziałami wkraczającymi do Mołotkowa objął kapitan Bolesław Roja. Jeden z obserwatorów zapamiętał charakterystyczną scenę: ranny oficer galopuje po południowym stoku wzgórza na lewe skrzydło wioski. Bandaż na ręce nie przeszkadzał mu w dowodzeniu.
Osobista odwaga dowódcy nie mogła jednak zmienić matematyki pola walki. IV batalion 2 pułku piechoty dotarł do centrum miejscowości i tam zatrzymał się jak fala rozbijająca o skałę. Rosyjskie działa zaczęły systematycznie niszczyć zabudowania. Słomiane strzechy zajęły się ogniem.
Dym mieszał się z kurzem podrywanym przez eksplozje. Żołnierze walczyli teraz nie tylko z wrogiem, ale i z żywiołem. W tym chaosie dotarła wiadomość, która zmroziła krew: Rosjanie przedarli się na tyły. Okrążenie stało się realne.
Przeprawa przez Bystrzycę
Wycofanie pod ogniem jest najtrudniejszym manewrem wojskowym. Dla niedoświadczonych legionistów stało się testem, którego część nie zdała. Jednostki rozproszyły się. Niektórzy żołnierze wracali do swoich pododdziałów jeszcze przez kilka dni po bitwie, błąkając się po galicyjskich wsiach.
Ci, którym udało się przedostać przez Bystrzycę, zajęli nowe pozycje w Pasiecznej i pod Zieloną. Bilans okazał się brutalny. Dwustu poległych, trzystu rannych, czterystu w niewoli lub zaginionych. Jedna czwarta składu osobowego przepadła w ciągu jednego dnia.
Rosjanie utrzymali pole walki, ale ich straty również były dotkliwe. Według niektórych szacunków mogli stracić nawet dwa do trzech tysięcy żołnierzy. Polacy drogo sprzedali swoją porażkę.
Cena chrztu bojowego
Mołotków zapisał się w historii Legionów jako pierwsza większa bitwa i zarazem jedna z najkrwawszych. Paradoks tej walki polega na tym, że była jednocześnie klęską taktyczną i moralnym zwycięstwem. Młodzi żołnierze, pozbawieni odpowiedniego uzbrojenia, stawili czoła dwukrotnie silniejszemu przeciwnikowi i nie dali się złamać.
Płonące Mołotkowo stało się symbolem ceny, jaką trzeba zapłacić za niepodległość. Czy ta cena była warta rachunku? Odpowiedź przyszła cztery lata później, gdy na gruzach trzech zaborczych mocarstw powstała wolna Polska. Ci, którzy przeżyli przeprawę przez Bystrzycę, mogli wtedy powiedzieć: byliśmy przy początku.