Indianin w AK? Prawda o Sat-Okh szokuje historyków

W lipcowy dzień 2003 roku w Gdańsku odszedł człowiek o długich siwych włosach, który przez ponad pół wieku przekonywał Polaków o swoich indiańskich korzeniach. Stanisław Supłatowicz, publikujący pod pseudonimem Sat-Okh („Długie Pióro”), całe dorosłe życie opowiadał historię swojego dzieciństwa spędzonego w kanadyjskich lasach wśród plemienia Szawanezów. Choć badacze kwestionują dziś prawdziwość jego biografii, wpływ tej postaci na rozwój fascynacji kulturą Indian w Polsce pozostaje niezaprzeczalny.

Sat-OkhSat-Okh

Korzenie i wczesne lata w Kanadzie

Jeśli wierzyć opowieściom samego Stanisława Supłatowicza, jego życie rozpoczęło się w indiańskiej osadzie położonej w najodleglejszych częściach kanadyjskich Terytoriów Północno-Zachodnich, gdzieś nad brzegami rzeki Mackenzie. Za matkę miał Stanisławę Supłatowicz, pochodzącą z rodu Okulskich polską szlachciankę, którą władze carskie skazały na katorgę po klęsce powstania styczniowego.

Kobieta ta rzekomo zdołała zbiec z syberyjskiego zesłania i przedostać się przez bezkresne przestrzenie Azji aż do Ameryki Północnej. W nowym świecie los zetknął ją z przywódcą plemienia Szawanezów, którego imię brzmiało Leoo-Karko-Ono-Ma, czyli „Wysoki Orzeł”.

Chłopiec wychowywał się w plemieniu zgodnie z tradycjami swoich indiańskich krewnych. Od starszych wojowników uczył się sztuki polowania, obsługi łuku i sztuki poruszania się po leśnych ostępach w sposób niemal niezauważalny. Poznawał sposoby tropienia dzikich zwierząt i techniki maskowania własnych śladów. Wszystkie te umiejętności, jak później przekonywał, okazały się bezcenne podczas jego służby w polskim podziemiu w latach niemieckiej okupacji.

Matka zabrała go do Polski dopiero pod koniec lat 30. XX wieku. Ponieważ chłopak jako potomek rdzennego Amerykanina nie miał kanadyjskiego obywatelstwa, przy załatwianiu polskich dokumentów Stanisława musiała zatuszować prawdziwe pochodzenie syna. W aktach urzędowych jako miejsce narodzin wpisała rosyjską miejscowość Aleksiejewka, a za ojca podała swojego pierwszego męża, Leona Supłatowicza. Ten manewr miał chronić młodzieńca przed ewentualnymi problemami z polską administracją, która mogła nie zrozumieć jego egzotycznego rodowodu.

Lata wojny i działalność w podziemiu

Gdy we wrześniu 1939 roku Niemcy zaatakowali Polskę, siedemnastoletni Stanisław był świadkiem upadku swojej przybranej ojczyzny. Jak sam opowiadał, już na początku następnego roku włączył się w działalność konspiracyjną. Najpierw uczestniczył w organizowaniu tajnych kompletów, potem dołączył do Służby Zwycięstwu Polski, która wkrótce przekształciła się w Związek Walki Zbrojnej.

Rok 1940 przyniósł dramatyczny zwrot w jego losach. Niemcy aresztowali go i zapakowali do transportu zmierzającego do obozu zagłady w Auschwitz. W trakcie podróży młody człowiek podjął desperacką próbę ucieczki. Wyskoczył z wagonu i choć odniósł poważne obrażenia, zdołał się ukryć.

Przez kilka miesięcy leczył rany, kryjąc się po wsiach, aż w końcu mógł wrócić do walki. Wtedy właśnie związał się z Armią Krajową i przyjął pseudonim „Kozak”, który towarzyszył mu przez resztę wojny.

Jego jednostką macierzystą został III batalion 72. pułku piechoty AK, operujący w okolicach Częstochowy w ramach struktur Okręgu „Jodła”. Koledzy z oddziału zapamiętali go jako żołnierza o niezwykłych zdolnościach. Poruszał się bezszelestnie jak drapieżnik, potrafił cofać się zostawiając ślady wskazujące przeciwny kierunek marszu, a jego umiejętność rzucania nożami na odległość piętnastu metrów nieraz ratowała oddział z opresji. Dowództwo doceniło jego waleczność, przyznając mu Krzyż Walecznych.

Życie po wojnie i kariera pisarska

Koniec wojny nie oznaczał końca problemów dla byłego żołnierza AK. Nowa, komunistyczna władza traktowała akowców jak wrogów, więc Supłatowicz trafił do więzienia.

Po wyjściu na wolność osiedlił się w Gdańsku i znalazł zatrudnienie w Polskich Liniach Oceanicznych. Praca na statkach dawała mu możliwość podróżowania po świecie, w tym wypraw do Ameryki Północnej, gdzie mógł, jak twierdził, odwiedzać ziemie swoich przodków.

W latach powojennych zaczął pisać książki pod pseudonimem Sat-Okh. Jego powieści, przedstawiające młodość spędzoną wśród Szawanezów w kanadyjskiej głuszy, trafiły do czytelników w całej Europie. Szczególną popularnością cieszyły się w Związku Radzieckim, gdzie przetłumaczono je na kilka języków republik związkowych. Te publikacje zapoczątkowały w Polsce prawdziwą fascynację kulturą Indian i przyczyniły się do powstania całego ruchu indianistycznego, który przyciągnął tysiące młodych ludzi.

Wątpliwości badaczy i sprzeczności w biografii

Historycy badający życiorys Supłatowicza natrafili na szereg niezgodności i sprzeczności. Eksperci od języków indiańskich stwierdzili, że słowa i nazwy, których używał, nie pochodzą z języka Szawanezów.

Co więcej, plemię to nigdy nie mieszkało w kanadyjskich Terytoriach Północno-Zachodnich, tylko znacznie dalej na południu kontynentu. Rytuały i zwyczaje opisywane w jego książkach pasowały raczej do innych plemion i wcześniejszych epok historycznych.

Historyk Dariusz Rosiak odkrył dokumenty pokazujące, że matka Stanisława wystąpiła o wydanie mu dowodu osobistego w Radomiu już w marcu 1928 roku. To odkrycie całkowicie podważa historię o przyjeździe z Kanady pod koniec lat 30. Dodatkowo okazało się, że sam Supłatowicz przez lata opowiadał różne wersje swojej wojennej biografii.

Początkowo mówił, że od 1944 roku walczył w komunistycznej partyzantce Gwardii Ludowej pod dowództwem sowieckiego oficera znanego jako „Lońka”. Dopiero około 1989 roku, gdy polityczna koniunktura się zmieniła, zaczął mówić o służbie w Armii Krajowej. Nieprawdą okazały się też jego opowieści o powojennych represjach, bo w rzeczywistości władze komunistyczne nigdy go nie prześladowały.

Spuścizna i znaczenie kulturowe

Bez względu na to, ile prawdy kryło się w opowieściach Supłatowicza, jego wpływ na polską kulturę pozostaje niezaprzeczalny. Został twarzą i symbolem Polskiego Ruchu Przyjaciół Indian, organizując warsztaty i obozy, gdzie całe rodziny uczyły się wyplatać indiańskie ozdoby, szyć tradycyjne stroje i mokasyny czy stawiać tipi. Te spotkania przyciągały setki uczestników i rozpowszechniły fascynację kulturą rdzennych Amerykanów w całym kraju.

Mieszkańcy gdańskiej Starówki do końca jego dni widywali charakterystyczną postać z długimi włosami, ubraną w własnoręcznie uszyte stroje stylizowane na indiańskie. Ta konsekwencja w utrzymywaniu swojej tożsamości, prawdziwej czy wykreowanej, sprawiła, że stał się żywą legendą polskiego indianizmu.

Gdy 3 lipca 2003 roku odszedł z tego świata, zamknęła się pewna epoka. Jednak fascynacja kulturą Indian, którą zaszczepił w Polakach, trwa do dziś, inspirując kolejne pokolenia do zgłębiania tradycji rdzennych mieszkańców Ameryki.

Wybrane dla Ciebie
Śmierć Kleopatry. Jak naprawdę zmarła egipska królowa?
Śmierć Kleopatry. Jak naprawdę zmarła egipska królowa?
Najdziwniejszy władca starożytności. Faraon, który epatował otyłością
Najdziwniejszy władca starożytności. Faraon, który epatował otyłością
Oddał imperium kochance. Decyzja, która rozwścieczyła Rzym
Oddał imperium kochance. Decyzja, która rozwścieczyła Rzym
Al-Ma’mun. Najbardziej kontrowersyjny kalif
Al-Ma’mun. Najbardziej kontrowersyjny kalif
Bitwa pod Parkanami. Zwycięstwo, które zmieniło Europę
Bitwa pod Parkanami. Zwycięstwo, które zmieniło Europę
Stefan Tyszkiewicz. Najbardziej niezwykły wynalazca II RP
Stefan Tyszkiewicz. Najbardziej niezwykły wynalazca II RP
Śmierć Gorbaczowa. O tym podręczniki milczą
Śmierć Gorbaczowa. O tym podręczniki milczą
Najkrwawsza rzeź na Pacyfiku. Dramat Manili 1945
Najkrwawsza rzeź na Pacyfiku. Dramat Manili 1945
Zabity przez komunistów. Tragiczny los Adama Doboszyńskiego
Zabity przez komunistów. Tragiczny los Adama Doboszyńskiego
Jan Szychowski. Polak, który podbił Argentynę
Jan Szychowski. Polak, który podbił Argentynę
Śmierć Bolesława Bieruta. Co naprawdę wydarzyło się w Moskwie?
Śmierć Bolesława Bieruta. Co naprawdę wydarzyło się w Moskwie?
Masih Alineżad. Najodważniejsza dziennikarka Iranu
Masih Alineżad. Najodważniejsza dziennikarka Iranu