John Dillinger. Najgroźniejszy gangster Ameryki
Czasem historia najbardziej niebezpiecznych przestępców zaczyna się w miejscach, gdzie nikt by się tego nie spodziewał. John Dillinger urodził się w spokojnym Indianapolis w 1903 roku, w rodzinie, która wydawała się uosobieniem amerykańskiego marzenia o ciężkiej pracy i uczciwości. Jego ojciec prowadził sklep spożywczy i wierzył w tradycyjne wychowanie – jak sam przyznał, nie oszczędzał rózgi. A jednak coś poszło nie tak.
Dzieciństwo naznaczone stratą
Kiedy mały John miał zaledwie cztery lata, zmarła jego matka Mary Ellen. To wydarzenie wstrząsnęło całą rodziną i zostawiło chłopca pod opieką starszej siostry Audrey. Ojciec, pogrążony w żałobie i obowiązkach prowadzenia sklepu, nie potrafił zapełnić pustki po matce. Dopiero pięć lat później, w 1912 roku, ożenił się ponownie z Elizabeth Pola.
Młody John przyjął macochę z niechęcią i zazdrością. Nowa żona ojca przyniosła ze sobą troje dzieci, a dom wypełnił się obcymi dla chłopca głosami. Zamiast odnaleźć w nowej rodzinie oparcie, Dillinger coraz bardziej zamykał się w sobie i szukał akceptacji gdzie indziej. Ulica okazała się bardziej przyjazna niż rodzinny stół.
Już jako dziewięciolatek założył gang – Dwunastu Zimnych Drani. Nazwa brzmi jak żart z podwórka, ale działalność grupy wykraczała daleko poza dziecięce zabawy. Kradzież węgla to było dopiero preludium do znacznie poważniejszych przestępstw. W wieku trzynastu lat John miał już na koncie udział w zbiorowym gwałcie. Za każdym razem ojciec płacił kaucję, ratując syna przed konsekwencjami.
Ucieczka w mundur
Dillinger porzucił szkołę i podjął pracę w warsztacie mechanicznym. Samochody fascynowały go – ich prędkość, moc, wolność jaką dawały. Pracował ciężko za dnia, ale noce spędzał na imprezach, które niepokoiły ojca bardziej niż cokolwiek wcześniej. Stary Dillinger wierzył, że miasto demoralizuje jego syna, więc zmusił go do powrotu do rodzinnego Mooresville.
Wiejskie życie miało być lekarstwem na miejskie pokusy. Okazało się jednak, że można zabrać chłopaka z miasta, ale miasta z chłopaka już nie. W 1922 roku John został aresztowany za kradzież samochodu. Relacje z ojcem sięgnęły dna. Rozpaczliwie szukając wyjścia, Dillinger zaciągnął się do marynarki wojennej.
Służba na pancerniku USS Utah wydawała się szansą na nowy początek. Struktura, dyscyplina, jasne reguły – wszystko, czego brakowało w jego chaotycznym życiu. Problem polegał na tym, że John Dillinger nie był stworzony do podporządkowania się komukolwiek. Kiedy okręt zacumował w Bostonie, po prostu zszedł na ląd i nie wrócił. Kilka miesięcy później został oficjalnie zwolniony ze służby.
Miłość jako ostatnia deska ratunku
Po powrocie do Mooresville Dillinger poznał Ethel Hovious Beryl. Była to kobieta, która mogła zmienić jego życie. Ślub odbył się 12 kwietnia 1924 roku w Martinsville, a rodzina Johna po raz pierwszy od lat odetchnęła z nadzieją. Może miłość dokona tego, czego nie zdołały dokonać kary, przeprowadzki ani mundur marynarki?
Dillinger naprawdę próbował. Szukał pracy, starał się utrzymać dom, walczył z własnymi demonami. Ale w Ameryce lat dwudziestych praca nie przychodziła łatwo, szczególnie dla kogoś z taką przeszłością. Jedno zwolnienie następowało po drugim, a wraz z nimi rosła frustracja. Małżeństwo pękało pod ciężarem problemów finansowych i temperamentu Johna.
Rozwód nastąpił 20 czerwca 1929 roku – kilka miesięcy przed krachem na giełdzie, który pogrąży Amerykę w wielkim kryzysie. Dla Dillingera osobisty kryzys nadszedł wcześniej. Bez żony, bez pracy, bez perspektyw, stanął przed wyborem, który miał określić resztę jego życia.
Pięćdziesiąt dolarów, które zmieniły wszystko
Pierwszy napad był żałośnie prosty. Dillinger wraz z przyjacielem Edem Singletonem okradli lokalny sklep spożywczy – ironicznie, dokładnie taki, jaki prowadził kiedyś ojciec Johna. Łupem było zaledwie pięćdziesiąt dolarów. Kwota śmieszna, ale wystarczająca, by zmienić bieg historii.
Kiedy opuszczali miejsce przestępstwa, rozpoznał ich miejscowy pastor. Następnego dnia obaj siedzieli już w areszcie. Singleton nie przyznał się do winy i zatrudnił prawnika. Dillinger popełnił błąd, który będzie go prześladować latami – posłuchał ojca i przyznał się do wszystkiego, licząc na łagodniejszy wyrok.
Sąd skazał go na dziesięć do dwudziestu lat więzienia. Singleton, który się nie przyznał, dostał znacznie mniej. Ojciec Dillingera, który doradzał synowi szczerość, był zdruzgotany. Błagał sędziego o skrócenie kary, ale bezskutecznie. Już w drodze do więzienia John próbował ucieczki – pierwszej z wielu. Złapano go po kilku minutach, ale wzorzec został ustanowiony.
Narodziny legendy
Za kratami Dillinger nie zmarnował czasu. Zamiast się złamać, uczył się od bardziej doświadczonych przestępców. Kiedy wielki kryzys pogrążał Amerykę w nędzy, a banki stały się symbolem niesprawiedliwości systemu, John Dillinger przygotowywał się do powrotu na wolność. Nie jako skruszony grzesznik, ale jako zawodowy gangster.
Po wyjściu z więzienia rozpoczął serię napadów, które przyniosły mu sławę i status wroga publicznego numer jeden. Jego gang okradł ponad dwadzieścia banków i cztery komisariaty policji. Sam Dillinger dwukrotnie uciekł z więzienia w sposób tak spektakularny, że stał się bohaterem ludowym w oczach zubożałej Ameryki.
Zginął 22 lipca 1934 roku w Chicago, zastrzelony przez agentów federalnych przed kinem Biograph. Miał trzydzieści jeden lat. Jego życie – od osieroconego chłopca przez zbuntowanego nastolatka po najgroźniejszego gangstera Ameryki – trwało krócej niż niejeden wyrok więzienia, jaki mógł dostać za swoje przestępstwa. Ale pamięć o nim przetrwała dekady, inspirując filmy, książki i niekończące się dyskusje o tym, jak zwykły chłopak z Indianapolis stał się legendą amerykańskiego podziemia.