Nocne ultimatum. Jak Polska wymusiła oddanie Zaolzia w 1938 roku
Zajęcie przez Polskę w 1938 r. części Śląska Cieszyńskiego, zwanego Zaolziem, było jednym z najbardziej kontrowersyjnych epizodów polskiej polityki zagranicznej okresu międzywojennego. Wykorzystując kryzys międzynarodowy wokół Czechosłowacji, II Rzeczpospolita upomniała się o terytorium, które uważała za etnicznie polskie, wydając 30 września 1938 r. kategoryczne ultimatum do Pragi i wkraczając na sporne ziemie nazajutrz.
Gdy Polska wykorzystała monachijską tragedię
Hitler naciskał na Czechosłowację od 1937 roku, domagając się Sudetów dla Niemiec. Warszawa patrzyła na to z rosnącym zainteresowaniem. W maju 1938 roku na Zamku Królewskim zebrali się najważniejsi ludzie sanacji: prezydent Ignacy Mościcki, marszałek Edward Śmigły-Rydz, szef dyplomacji Józef Beck i czołowi urzędnicy MSZ. Podjęli decyzję, która miała zadecydować o losach Zaolzia – żadnych gwarancji dla Pragi, zero zobowiązań. Rezerwujemy sobie prawo do własnych roszczeń terytorialnych.
Całe Zaolzie tkwiło w polsko-czechosłowackim sporze od końca pierwszej wojny światowej. Ślązacy cieszyńscy w dużej części mówili po polsku, ale w 1920 roku Rada Ambasadorów na konferencji w Spa 28 lipca przyznała większość tych ziem Czechosłowacji. Polska musiała się zgodzić, bo na wschodzie toczyła wojnę z bolszewikami i potrzebowała zachodniej zgody. Polacy na Zaolziu stali się mniejszością. Praga likwidowała polskie szkoły, odcinała dostęp do urzędów i systematycznie czechizowała region.
Beck wiedział, co chce. Nie zamierzał wspierać Czechosłowacji przeciw Hitlerowi, ale sam przygotowywał żądania wobec Pragi. Korespondował z Berlinem, sugerując poparcie dla autonomii Słowacji i oddania Rusi Zakarpackiej Węgrom, pod warunkiem że Polska dostanie ziemie zamieszkane przez Polaków.
Od wiosny 1938 roku armia szykowała się do akcji. Generał Władysław Bortnowski objął dowództwo Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Śląsk” – ponad 35 tysięcy żołnierzy, czołgi i działa stanęły wzdłuż granicy.
Polskie apetyty
Kryzys sudecki eksplodował we wrześniu 1938 roku. Zachód, przerażony perspektywą kolejnej wojny, ugiął się przed Hitlerem. Konferencja monachijska 29-30 września oddała mu Sudety bez pytania Czechosłowacji o zdanie.
Polski też nie zaproszono do stołu. Beck poczuł się pominięty i natychmiast wysunął własne roszczenia – Zaolzie należy zwrócić Polsce ze względów etnicznych, plus kontrola nad węzłem kolejowym w Boguminie.
Mocarstwa zachodnie zignorowały polskie żądania. Sugerowały dwustronne pogaduszki z Pragą. Warszawa postanowiła działać sama. Wieczorem 30 września 1938 roku o 23.45, rząd RP wysłał do Pragi ultimatum. Dwanaście godzin na zgodę na cesję Zaolzia. Czechosłowacja, porzucona przez Zachód po monachijskim spektaklu, nie miała dokąd uciec. Około południa 1 października wyraziła zgodę.
Polskie żądania brzmiały ostro: natychmiastowe przekazanie terenu, wycofanie wojska i policji, opróżnienie fortyfikacji, zwolnienie polskich rekrutów służących w armii czechosłowackiej.
Na obszar około 906 kilometrów kwadratowych, gdzie mieszkało około 218 tysięcy ludzi – 200 tysięcy Polaków, 10 tysięcy Czechów i 8 tysięcy Niemców – ruszyły oddziały generała Bortnowskiego. Oficjalna ceremonia na moście granicznym nad Olzą w Cieszynie otworzyła zajęcie, które ciągnęło się etapami do 11 października.
Polonizacja na szybko
Polska administracja utworzyła dwa powiaty – cieszyński zachodni i frysztacki, wcielając je do autonomicznego województwa śląskiego. Ruszyła natychmiastowa polonizacja: około 20 tysięcy Czechów straciło pracę, ograniczono wpływy niemieckie, wprowadzono polskie szkoły, urzędy i prawo. Czeska mniejszość próbowała stawiać opór, ale wobec polskiej przewagi to były głównie gesty symboliczne.
W Polsce przez moment panowała euforia. Ludzie mówili o „sprawiedliwości dziejowej” i odzyskaniu „ziem piastowskich”. Zachód patrzył na to zupełnie inaczej. Oskarżał Warszawę o udział w rozbiorze Czechosłowacji i odmawiał polskim roszczeniom jakiejkolwiek legitymacji etnicznej.
Dla wielu obserwatorów Polska podkopała własną wiarygodność jako potencjalny sojusznik Zachodu. Hitler dostał prezent – łatwiej mu było izolować Warszawę w nadchodzącym kryzysie 1939 roku.