Ukradli tysiące ton syropu. Łup wart był miliony

Przez wiele miesięcy z magazynu w kanadyjskim Quebecu znikały ogromne ilości syropu klonowego. Złodzieje działali tak sprytnie, że początkowo nikt nie zauważył braków. Opróżnione beczki częściowo napełniali wodą, a skradziony towar sprzedawali legalnym dystrybutorom. Kiedy w lipcu 2012 roku odkryto kradzież, okazało się, że przestępcy wywieźli syrop wart ok. 18,7 mln dolarów kanadyjskich.

Różne odmiany syropu klonowego z Vermontu. Zdjęcie poglądowe.Różne odmiany syropu klonowego z Vermontu. Zdjęcie poglądowe.
Źródło zdjęć: © Wikimedia Commons 3.0

Rezerwa na gorsze zbiory

Quebec słynie z produkcji syropu klonowego, którego zapasy przechowywano m.in. w magazynie w Saint-Louis-de-Blandford. Należały one do federacji producentów i stanowiły część strategicznych rezerw tego produktu.

Ich utrzymywanie miało uzasadnienie ekonomiczne. Wielkość produkcji syropu klonowego zależy w dużej mierze od pogody, dlatego w jednych latach zbiory są obfite, a w innych znacznie mniejsze.

Nadwyżki można przechowywać w odpowiednich warunkach przez wiele lat, zapewniając ciągłość dostaw i ograniczając gwałtowne wahania cen.

W 2011 roku zbiory były na tyle dobre, że federacja potrzebowała dodatkowej powierzchni magazynowej. Wynajęto miejsce w Saint-Louis-de-Blandford, gdzie wkrótce zaczęły znikać kolejne partie syropu.

Kradzież nie przypominała typowego włamania, podczas którego przestępcy jednorazowo wywożą cały łup. Proceder trwał miesiącami.

Ostatecznie z magazynu zniknęła zawartość aż 9571 beczek, czyli niemal 3000 ton syropu klonowego.

Beczki wracały do magazynu

Złodzieje opracowali sposób, który pozwalał im długo ukrywać kradzież. Wywozili beczki ciężarówkami do innego miejsca, gdzie przepompowywali syrop. Następnie napełniali pojemniki wodą i odstawiali je do magazynu.

Dzięki temu z zewnątrz wszystko wyglądało normalnie. Beczki nadal stały na swoich miejscach, a ich zawartości nikt na bieżąco nie sprawdzał.

Z czasem przestępcy stali się mniej ostrożni. Niektóre beczki pozostawiali zupełnie puste, a część opróżniali już bezpośrednio w magazynie.

Mimo to przez długi czas udawało im się unikać wykrycia.

Skradziony syrop trafiał następnie do odbiorców m.in. w kanadyjskim Nowym Brunszwiku i amerykańskim stanie Vermont. Sprzedawano go partiami, również legalnie działającym dystrybutorom, którzy nie wiedzieli, że kupują kradziony towar.

Cały proceder wyszedł na jaw dopiero podczas inwentaryzacji w lipcu 2012 roku. Kontrolerzy odkryli puste beczki oraz pojemniki wypełnione wodą zamiast syropem.

Skala braków była ogromna, a wartość skradzionego towaru oszacowano na ok. 18,7 mln dolarów kanadyjskich.

Wielomilionowy rachunek

Rozpoczęte śledztwo doprowadziło do zatrzymań i odzyskania części skradzionego syropu. Setki beczek znaleziono m.in. u eksportera w Nowym Brunszwiku.

Jednym z głównych uczestników przestępczego procederu okazał się Richard Vallières, którego uznano za winnego kradzieży, oszustwa i handlu skradzionym towarem.

Przed sądem Vallières przyznał, że sprzedał syrop za ok. 10 mln dolarów kanadyjskich. Twierdził jednak, że po podzieleniu pieniędzy między wspólników sam zarobił zaledwie milion.

Został skazany na osiem lat więzienia, ale znacznie dłużej trwał spór o pieniądze. Sąd zobowiązał go do zapłaty wielomilionowej kwoty w ramach kary zastępującej przepadek mienia.

Skazany przekonywał, że powinien odpowiadać finansowo jedynie za pieniądze, które rzeczywiście zatrzymał. Sąd apelacyjny przyznał mu rację i obniżył należność do wysokości osobistego zysku.

Sprawa trafiła jednak do Sądu Najwyższego Kanady. W marcu 2022 roku sąd odrzucił takie rozliczenie, uznając, że podstawą powinna być wartość mienia, którym dysponował sprawca, a nie tylko jego ostateczny zarobek.

Po uwzględnieniu osobnej należności wobec federacji producentów Vallières miał zapłacić ponad 9 mln dolarów kanadyjskich. Na uregulowanie tej kwoty otrzymał dziesięć lat. Jeśli nie wywiązałby się z obowiązku, groziło mu dodatkowych sześć lat więzienia.

Wybrane dla Ciebie