Zabrali z muzeum obrazy warte fortunę. Sprawców nie odnaleziono

W nocy z 17 na 18 marca 1990 roku do muzeum Isabelli Stewart Gardner w Bostonie przybyli dwaj mężczyźni w policyjnych mundurach. Strażnik uwierzył, że przyjechali w związku ze zgłoszeniem zakłócenia porządku, i wpuścił ich do środka. Kilka minut później leżał już skuty kajdankami, a złodzieje swobodnie poruszali się po muzeum. Wyniesiono 13 dzieł sztuki, w tym obrazy Rembrandta i Vermeera, których do dziś nie udało się odzyskać.

"Koncert" Johannesa Vermeera"Koncert" Johannesa Vermeera
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Tak weszli do środka

Boston świętował dzień św. Patryka, gdy około godziny 1.24 w nocy przed bocznym wejściem muzeum pojawili się dwaj mężczyźni ubrani jak policjanci. Przez domofon poinformowali dyżurującego strażnika, że przyjechali sprawdzić zgłoszenie dotyczące zakłócenia porządku.

Pracownik ochrony złamał obowiązujące procedury i otworzył im drzwi. Na polecenie jednego z przybyszy wyszedł zza stanowiska, oddalając się od przycisku umożliwiającego wezwanie policji.

Wtedy mężczyźni założyli mu kajdanki. Chwilę później obezwładnili drugiego strażnika. Obu zaprowadzili do piwnicy, gdzie dodatkowo skrępowali ich taśmą i pozostawili unieruchomionych.

Przez kolejne godziny nikt nie zorientował się, że w muzeum doszło do napadu. Dopiero poranna zmiana ochrony odkryła, że nie można skontaktować się z dyżurującymi pracownikami.

Policja przyjechała na miejsce około godziny 8.15 i odnalazła strażników w piwnicy.

Obrazy wycinane z ram

Złodzieje spędzili w muzeum łącznie 81 minut. Przemieszczali się między salami, wybierając przedmioty, które zamierzali ukraść. Ich ruch rejestrowały czujniki, a zapis tych urządzeń stał się później ważnym materiałem dla śledczych.

W Sali Holenderskiej zabrali m.in. "Koncert" Johannesa Vermeera oraz "Chrystusa w czasie burzy na jeziorze Galilejskim" Rembrandta.

Ten drugi obraz pochodzi z 1633 roku i przedstawia łódź walczącą z wysokimi falami. Jest jedynym znanym pejzażem morskim namalowanym przez Rembrandta.

Sprawcy nie przejmowali się bezpieczeństwem dzieł. Dwa obrazy Rembrandta wycięli z ram, natomiast "Koncert" Vermeera i "Krajobraz z obeliskiem" Govaerta Flincka po prostu z nich wyjęli.

Co ciekawe, złodzieje zdjęli ze ściany także duży autoportret Rembrandta, lecz ostatecznie go nie zabrali. Zdecydowali się natomiast ukraść niewielką akwafortę z jego wizerunkiem.

Ich zainteresowanie wzbudziło również starożytne chińskie naczynie z brązu, które pierwotnie służyło do podawania wina. Ten niewielki przedmiot także znalazł się wśród skradzionych eksponatów.

Łup o zagadkowym składzie

Na tym kradzież się nie skończyła. Z innych sal muzeum zniknęło pięć prac Edgara Degasa oraz brązowa figura orła, która niegdyś wieńczyła drzewce napoleońskiej chorągwi.

Sprawcy zabrali także obraz Édouarda Maneta "Chez Tortoni", znajdujący się na niższej kondygnacji.

Dobór skradzionych przedmiotów od lat zastanawia osoby badające sprawę. Obok niezwykle cennych obrazów złodzieje zabrali rzeczy o znacznie mniejszej wartości, a inne bezcenne dzieła pozostawili na miejscu.

Nie dotarli choćby na trzecie piętro, gdzie znajdowało się "Porwanie Europy" Tycjana. Nie wiadomo, czy działali na czyjeś zamówienie, czy sami wybierali przedmioty. Sam skład łupu nie pozwala ustalić, czym się kierowali.

Przed opuszczeniem budynku zabrali nagrania z kamer oraz wydruki dokumentujące ruch w muzeum. Nie udało im się jednak usunąć wszystkich śladów. Dane z czujników ruchu zachowały się na dysku, dzięki czemu śledczy mogli później odtworzyć część ich trasy.

Złodzieje wynosili przedmioty w dwóch turach. Ostatni raz otworzyli drzwi muzeum o godzinie 2.45, po czym zniknęli wraz z łupem.

Puste ramy

Początkowo wartość skradzionych dzieł szacowano na około 200 mln dolarów. Z czasem wycena wzrosła do blisko pół miliarda. Była to jednak szacunkowa wartość dzieł, a nie kwota, którą przestępcy uzyskali z ich sprzedaży.

Przez kolejne lata śledczy analizowali rozmaite tropy, w tym możliwe powiązania złodziei z bostońskim środowiskiem przestępczym. Sprawdzano również informacje o miejscach, w których mogły zostać ukryte obrazy. Żadne z tych działań nie doprowadziło do odzyskania choćby jednego skradzionego przedmiotu.

FBI nadal współpracuje z muzeum i prokuraturą w poszukiwaniu zaginionych dzieł. Placówka oferuje nagrodę w wysokości do 10 mln dolarów za informacje, które pozwolą odzyskać zbiory w dobrym stanie. Osobną nagrodę przewidziano za odnalezienie napoleońskiego orła.

Do dziś nie udało się też doprowadzić do pełnego wyjaśnienia sprawy przed sądem. Tożsamość sprawców i los skradzionych dzieł pozostają przedmiotem śledztwa.

W muzeum Isabelli Stewart Gardner nadal można zobaczyć puste ramy po zaginionych obrazach. Pozostawiono je na ścianach w 1994 roku, cztery lata po kradzieży. Wiszą tam do dziś, m.in. w Sali Holenderskiej, w której kiedyś można było podziwiać dzieła Rembrandta i Vermeera.

Wybrane dla Ciebie