Pałac Mieszka I. Tak mieszkał pierwszy historyczny władca Polski

Gniezno, Ostrów Lednicki i Poznań przez dziesięciolecia spierały się o miano pierwszej stolicy Polski. W 1999 roku archeolodzy odkopali w Poznaniu kamienny pałac Mieszka I. Co wiemy na jego temat?

Szklana instalacja artystyczna zarysu palatium Mieszka I Szklana instalacja artystyczna zarysu palatium Mieszka I
Źródło zdjęć: © Wikimedia Commons 4.0 | Tomasz Urbanowicz

Gniezno, Lednica czy Poznań

W 1999 roku władze Poznania głęboko odetchnęły. Od kilkudziesięciu lat toczył się spór na cały kraj o to, gdzie zaczęła się Polska i który ze swoich ośrodków władzy Mieszko I ukochał najbardziej.

Od zawsze rolę pierwszej stolicy grało Gniezno z katedrą i grobem św. Wojciecha. Jest jeszcze Ostrów Lednicki, wyspa położona 36 kilometrów od Poznania i 18 kilometrów od Gniezna. Zachowały się na niej relikty pałacu pierwszych Piastów, a archeolodzy odnaleźli tu staurotekę, najstarszy na ziemiach polskich relikwiarz Krzyża Świętego.

Być może podarował go Mieszkowi sam cesarz Bizancjum. Miejsce w trójce kandydatów do tytułu pierwszej stolicy to jednak nie to samo, co najwyższy stopień podium.

Właśnie w 1999 roku, po zaledwie kilku tygodniach wykopalisk na poznańskim Ostrowie Tumskim, w gabinetach lokalnej władzy wystrzeliły korki od szampana. Profesor Hanna Kóčka-Krenz odnalazła relikty siedziby Mieszka I.

Gdy kilka lat później stałem nad wykopem przy kościele Najświętszej Maryi Panny, pani profesor pękała z dumy. Nie odkryła jeszcze kaplicy, która przy palatium musiała być. "Zapewne jest pod posadzką kościoła", mówiła wtedy. Znalazła za to barwnik. I to on okazał się rozstrzygający.

Groby, których nikt nie jest pewien

Smukły gotycki kościół, który w XV wieku stanął na miejscu zburzonego domu Mieszka, stoi do dziś. Kilkadziesiąt metrów dalej wznosi się katedra, miejsce pochówku Mieszka i jego syna Bolesława.

Czy rzeczywiście tam leżą, to osobna sprawa. Ich groby najprawdopodobniej sprofanowali w 1038 roku wojowie czeskiego księcia Brzetysława.

Grobowiec ufundowany później przez Kazimierza Wielkiego rozebrano, bo przeszkadzał w procesjach, a w 1790 roku zawalona wieża katedry zdruzgotała resztę. Szczątki trafiły w końcu do Złotej Kaplicy, ale to, że należą do Piastów założycieli, jest raczej wątpliwe.

Błękit cenny jak złoto

Pewne jest co innego. Pani profesor z błyskiem w oku przekonywała mnie, że nieodnaleziona jeszcze kaplica musiała być świątynią, którą książę zbudował dla świeżo poślubionej Dąbrówki. Dowodem są mikroskopijne plamki błękitu na małych fragmentach tynku.

To ultramaryna, pozyskiwana z lazurytu, którego złoża leżały w Afganistanie. Barwnik był cenny jak złoto. Mieszko, sprowadzając go być może przez Bizancjum i Kijów, nie szczędził środków. Jak tłumaczyła pani profesor, w X wieku tym kolorem malowano w chrześcijańskim świecie szaty Matki Boskiej.

To ona musiała więc być patronką tego miejsca. Jej malowana postać była świadkiem ślubu Mieszka z Dąbrówką. A skoro tak, to właśnie Poznań był wówczas pępkiem świata pierwszych Piastów.

Kolejne wykopaliska rozstrzygnęły sprawę. Kaplica nie kryła się pod posadzką kościoła, tylko stała obok, tuż przy wejściu do palatium. Nie była rotundą, jak przez lata sądzili historycy, tylko budowlą na planie krzyża łacińskiego z absydą, w której musiało znajdować się przedstawienie Maryi.

Kaplica miała zaledwie 10 metrów kwadratowych, ale władca i jego żona nie tłoczyli się na dole z dworem. Nabożeństw słuchali z empory, na którą wchodziło się prosto z ich apartamentu na piętrze. Taki kształt świątyni sugeruje, że budowniczych Mieszko ściągnął z Niemiec, a nie ze wschodu.

Pałac, który lśnił w słońcu

O ile kaplica była niewielka, o tyle palatium imponowało wielkością. Dąbrówka, która przybyła do Mieszka około 965 roku, prawdopodobnie zastała je gotowe. Badania dendrochronologiczne doskonale zachowanej deski progowej wykazały, że budynek powstał po 941 roku.

Kamienny pałac miał ponad 27 metrów długości i prawie 12 metrów szerokości. Ściany pokryto wygładzonym tynkiem, więc w słońcu budowla po prostu lśniła. Na parterze były 3 duże pomieszczenia.

Do głównej, ponadstumetrowej sali prowadziło wejście z dziedzińca, na którym władca udzielał audiencji pod gołym niebem. Nie jest wykluczone, że wielki płaski kamień wmurowany dziś w ścianę kościoła to jego tron.

Na piętrze mieściły się prywatne komnaty książęcej, a potem królewskiej rodziny. Tu pewnie przyszedł na świat Bolesław Chrobry, a później jego syn Mieszko II. Bolesław do ksiąg raczej się nie przykładał, za to syn znał łacinę i grekę, za co chwaliła go księżna Matylda Szwabska. Musiał więc mieć tu biblioteczkę. Był tu też skarbiec i kancelaria, a tuż obok warsztat złotniczy.

Luksusowa siedziba miała pewien feler. Zimą, choć zapewne wyłożona skórami i tkaninami, była wilgotna. Nie spełniała też norm przeciwpożarowych. Artur Dębski, archeolog z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, zażartował, że choć pałac postawiono na osiedlu strzeżonym, z powodu ciasnej zabudowy nie dostałby dziś pozwolenia na budowę.

Miasto Poznań i Archidiecezja Poznańska podkreśliły rangę odkrycia w niekonwencjonalny sposób. Nad reliktami pałacu i kaplicy stanął podświetlony szklany mur z inskrypcjami, odtwarzający rzut budowli. Każdy, kto tu stanie, może przenieść się w czasie. W tym miejscu Dąbrówka i Mieszko trzymali się za ręce, a mały Bolesław, uciekając przed nianią, tupał gołymi piętami o gipsową posadzkę. Wrażenie doprawdy bezcenne.

Źródło

Niniejszy tekst stanowi fragment najnowszej książki Michała Wojcika "Tańczący z zamkami" (Wydawnictwo Rebis, Poznań 2026). Książkę można zamówić w wielu księgarniach, w tym na empik.com pod tym linkiem.

Okładka książki Michała Wójcika "Tańczący z zamkami" (Wyd. Rebis, Poznań 2026) © Licencjodawca
Wybrane dla Ciebie