Podawali mu alkohol i truciznę. Tak zdobył olimpijskie złoto

Thomas Hicks zdobył olimpijskie złoto w maratonie w 1904 roku, choć na ostatnich kilometrach z trudem utrzymywał się na nogach. Pomocnicy podawali mu białka jaj, brandy i strychninę, znaną dziś przede wszystkim jako silna trucizna. Kiedy wreszcie dotarł do mety, zwycięstwo musiało ustąpić miejsca opiece lekarzy.

Thomas Hicks z pomocnikami podczas maratonu w St. Louis w 1904 roku.Thomas Hicks z pomocnikami podczas maratonu w St. Louis w 1904 roku.
Źródło zdjęć: © Domena publiczna | Jessie Tarbox Beals (1870–1942).

Upał, wzgórza i kurz

Maraton rozegrano 30 sierpnia w St. Louis, na trasie liczącej około 40 kilometrów. Biegacze startowali i finiszowali na stadionie Francis Field, ale większość drogi pokonywali poza obiektem.

Trasa prowadziła przez pagórkowaty teren, a upał dodatkowo utrudniał wysiłek. Samochody jadące obok zawodników podnosiły tumany kurzu. Wody było niewiele, choć organizatorzy wymagali od biegaczy pokonania długiego dystansu.

Podobnie jak igrzyska w Paryżu cztery lata wcześniej, zawody w St. Louis odbywały się w ramach wystawy światowej. Ówczesne przepisy pozwalały osobom towarzyszącym biegaczom udzielać im wskazówek i pomocy podczas rywalizacji.

Hicks nie był nowicjuszem. Wiosną tego samego roku zajął drugie miejsce w maratonie bostońskim i miał już doświadczenie w pokonywaniu długich tras.

W St. Louis nawet ono okazało się niewystarczające wobec warunków na drodze. Dwaj pomocnicy jechali przy Hicksie, obserwowali jego słabnące siły i próbowali doprowadzić go do mety.

Pomoc z użyciem trucizny

Jednym z opiekunów był Charles J. Lucas, który później opisał cały bieg. Z jego relacji wynika, że w końcowej części trasy podano Hicksowi strychninę oraz białko jajka.

Niewielkie dawki strychniny uchodziły wówczas za środek pobudzający. Substancja ta była jednak niebezpieczną trucizną, niezależnie od tego, jak oceniano ją w ówczesnym sporcie.

Wycieńczony zawodnik domagał się wody, ale towarzysze jedynie zwilżali mu usta. Kiedy chciał położyć się na drodze i odpocząć, również mu na to nie pozwolili.

Stan Hicksa nadal się pogarszał. Pomocnicy sięgnęli po kolejną porcję strychniny, jajka i brandy, a Lucas wspominał także o obmywaniu biegacza ciepłą wodą. Bliżej finiszu podawano mu następne porcje alkoholu.

Zwycięzca wymagający lekarzy

Tymczasem na stadionie pojawił się już Fred Lorz, początkowo witany jako zwycięzca. Szybko wyszło na jaw, że część trasy przejechał samochodem, a następnie wrócił do biegu. Jego wyniku nie uznano.

Hicks dowiedział się o wykluczeniu rywala jeszcze przed metą, ale wiadomość nie przywróciła mu sił. Lucas opisywał, że zawodnik ledwie podnosił nogi i miał wrażenie, iż przed nim wciąż pozostaje wiele kilometrów.

Na ostatnich podbiegach Hicks przechodził z truchtu w marsz. Po wbiegnięciu na stadion próbował przyspieszyć, choć był skrajnie wyczerpany. Zwyciężył z czasem 3 godziny, 28 minut i 53 sekundy.

Nie był w stanie od razu odebrać trofeum. Przeniesiono go do sali gimnastycznej, gdzie zajęło się nim czterech lekarzy. Po godzinie odpoczynku przewieziono złotego medalistę do Missouri Athletic Club.

Wybrane dla Ciebie