Wyprawa mołdawska. Czy naprawdę "za króla Olbrachta wyginęła szlachta"?

W 1497 roku król Jan Olbracht wyruszył przeciwko Mołdawii, rządzonej przez ambitnego hospodara Stefana III Wielkiego. W trakcie tej wyprawy polskiemu władcy wyraźnie się nie szczęściło. Podczas odwrotu swych wojsk do domu doznał sromotnej klęski pod Koźminem na Bukowinie, co stało się kanwą dla powiedzenia "za króla Olbrachta wyginęła szlachta". Ile jest prawdy w tym przysłowiu? Dlaczego polski król w 1497 roku ponosił klęka za klęską, skoro dysponował najprawdopodobniej większą liczbą rycerzy aniżeli Władysław Jagiełło pod Grunwaldem?

Artystyczna wizja bitwy pod KopystrzyniemArtystyczna wizja bitwy pod Kopystrzyniem
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Narastanie konfliktu między Portą a Polską

Turcy Osmańscy, którzy pojawili się w Europie w XIV wieku, z czasem stali się jej postrachem. W 1453 roku przed Osmanami padły mury i bramy Konstantynopola.

Przed potęgę turecką drżały Węgry, w których rządził od 1471 roku Władysław, najstarszy syn króla Polski, Kazimierza Jagiellończyka. Władca Polski starał się najdłużej zachować pokojowe stosunki z Portą. Kiedy, jednak innowiercy w 1475 roku podporządkowali sobie Kaffę na Krymie, pozostającą pod wpływami Kazimierza, nie mogło już być mowy o dobrych relacjach między obu państwami.

Stosunki polsko-tureckie popsuły się jeszcze bardziej w 1484 roku wraz z zajęciem ważnych czarnomorskich portów, Killi i Białogrodu, należących do Mołdawii. Jej władca, hospodar Stefan III Wielki, był niezwykle sprawnym politykiem i utalentowanym wodzem. W krwawej bitwie pod Vaslui w 1475 roku zniszczył armię turecką, uniezależniając się od Stambułu.

Jednak ekspansywne działania Osmanów nad Dniestrem mocno go zaniepokoiły. Stąd zdecydował się po długim namyśle złożyć hołd lenny Kazimierzowi Jagiellończykowi (1485), w zamian za co polski król zobligował się bronić ziem hospodarstwa.

Kazimierz Jagiellończyk, decydując się na obronę Mołdawii, rozwścieczył do czerwoności sułtana, który namówił Tatarów krymskich, swoich wasalów, by uderzyli na obszar Królestwa Polskiego. Znani z ruchliwości jeźdźcy ze stepu pojawili się w Polsce w 1487 roku. Dzięki sprytowi królewicza Jana Olbrachta udało się ich pokonać w zapomnianej dziś bitwie pod Kopystrzyniem, podczas której głowę straciło 1500 Tatarów.

Odniesione zwycięstwo ośmieliło Polaków do wysłania do Stambułu w 1491 roku posła z żądaniem wycofania się Osmanów z Białogrodu i Kilii. Jak się można było tego spodziewać, sułtan ani myślał ulec temu postulatowi. Ostatecznie zwaśnione strony zawarły dwuletni rozejm. Był to pierwszy w bilateralnych stosunkach polsko-tureckich taki układ.

Przygotowania Jana Olbrachta do wyprawy

W 1494 roku nowy król Polski, Jan I Olbracht (1492-1501) zawarł kolejny rozejm z Portą Otomańską. Miał on obowiązywać przez trzy lata. Jak się później okazało, Olbracht nie zamierzał dotrzymać tego układu i rozpoczął przygotowania do walnej rozprawy z Turkami.

Zdaniem badaczy, władca na poczet wojny z niewiernymi zgromadził gigantyczną armię, liczącą około 50 000 rycerstwa i 30 000 sług obozowych. Była to największa od czasów wojny trzynastoletniej mobilizacja zbrojna państwa polskiego.

Armia ta byłaby jeszcze liczniejsza, gdyby nie zawiedli Jana Olbrachta jego bracia, rządzący na Węgrzech Władysław oraz panujący na Litwie Aleksander Jagiellończyk. Obaj władcy obiecywali wsparcie militarne Janowi, jednak koniec końców nie kiwnęli nawet palcem, by w jakikolwiek sposób zaangażować się w konflikt z Turkami.

Zasadniczy trzon wojsk Jana Olbrachta stanowiły oddziały pospolitego ruszenia szlachty oraz wojsk najemnych ze Śląska i Czech. Armia polska była również posiłkowana przez 600-osobowy oddział mazowiecki oraz 400 Krzyżaków, na których czele stanął wielki mistrz Johann von Tieffen.

Na wyprawę przeciwko Turkom król Jan zabrał ze sobą również artylerię. W sumie były to dwa olbrzymie działa burzące i prawie 200 taraśnic i hufnic. Zdaniem historyków, zgromadzona artyleria była największą jaką do tej pory wystawiło państwo polskie.

Nieoczekiwana zmiana planów

Wojsko polskie zbierało się we Lwowie. Ściągające w to miejsce odziały poruszały się nazbyt opieszale, co zadecydowało o kilkutygodniowym opóźnieniu całego wymarszu. W drogę armia królewska wyruszyła pod koniec czerwca 1497 roku. Na czele tych sił stał osobiście Jan Olbracht.

Na początku sierpnia wojsko podległe Olbrachtowi pojawiło się nad Dniestrem. Przekroczenie tej rzeki zajęło Polakom cały tydzień. W połowie tego samego miesiąca rycerstwo polskie dotarło do miejscowości Kocmań na terenie hospodarstwa. Zjawili się tutaj posłowie Stefana Wielkiego, informując Jana Olbrachta, iż ich pan został lennikiem sułtana i żąda, by król natychmiast wycofał się z Mołdawii.

Jan Olbracht wielce się wzburzył na posłów mołdawskich, których kazał natychmiast uwięzić i wysłać do Lwowa. Pierwotnie głównym celem króla było odzyskanie z rąk niewiernych czarnomorskich portów Kilii i Białogrodu, w czym miał wspomóc go hospodar mołdawski.

Stefan jednak w ostatnim momencie zmienił front i przeszedł do obozu wroga. Trudno przesądzić, co popchnęło hospodara do podjęcia tej decyzji. Wypowiadane przez historyków w tej sprawie opinie wykluczają się nawzajem.

W ostatecznym rozrachunku Jan Olbracht zmienił swoje plany i zamiast kontynuować marsz w kierunku wybrzeża czarnomorskiego wyruszył na Suczawę, stolicę Mołdawii. W polskiej historiografii pojawiły się głosy, iż król zamierzał strącić z hospodarstwa Stefana i osadzić tam osobę sobie uległą. Wybór najprawdopodobniej padł na królewicza Zygmunta, brata Jana.

Powyższe twierdzenie nie posiada umocowania źródłowego. Równie dobrze, polski król mógł, pojawiając się pod Suczawą, zmusić Stefana Wielkiego do zmiany swojej polityki, z protureckiej na propolską. Jakby nie patrzeć, hospodar mołdawski był bardzo pożądanym partnerem dla polskiego władcy, bez jego pomocy odzyskanie czarnomorskich miast było raczej mało realne.

Nieudane oblężenie Suczawy

Pod Suczawą wojska królewskie dotarły 24 września 1497 roku. Stolica ówczesnej Mołdawii była jak na owe czasy potężną twierdzą, silnie ufortyfikowaną. Znajdowała się ona na wysokim wzgórzu i zewsząd otaczała ją fosa. Dostęp do niej był możliwy jedynie z jednej strony, która była najpilniej strzeżona.

Stefan Wielki, spodziewając się przybycia Polaków do Suczawy, powołał pod broń Mołdawian, w tym też chłopów. Część z tych sił obsadziła wały Suczawy, reszta zaś wraz z hospodarem założyła obóz w miejscowości Roman (około 100 kilometrów na południe od Suczawy), skąd ciągle niepokojono Polaków.

Była to bardzo niekomfortowa sytuacja dla króla Jana, który nie był w stanie prowadzić działań oblężniczych tak jak należy. Jakby tego było jeszcze mało, wojska polskie zaczęły trapić głód i choroby. Zachorował zresztą sam król, co nie rokowało dobrze na przyszłość.

W konsekwencji, trwające trzy tygodnie oblężenie Suczawy, zakończyło się niepowodzeniem. Ucieszyło to niezwykle Stefana, który był bezlitosny dla polskich jeńców. Z zachowanych źródeł wynika, iż wbijał ich na pal, ścinał, albo rozrywał im brzuchy.

Zdecydowano się zawrzeć rozejm. Do podpisania namówili Jana Olbrachta posłowie węgierscy, który zażądali w imieniu króla Władysława Jagiellończyka wycofania się wojsk polskich z Mołdawii, grożąc wojną.

Jak stąd widać, władca Węgier nie dość, że nie pomógł swemu bratu, to również kładł mu pod nogi kłody. Jan Olbracht musiał zgodzić się na to ultimatum, ponieważ położenie jego wojska było rozpaczliwe.

Kolejna klęska króla – pogrom pod Koźminem

Wojsko polskie rozpoczęło odwrót spod Suczawy 19 października 1497 roku. Wycofywano się przez Bukowinę, poruszano się w czterech rozciągniętych na wiele kilometrów kolumnach. Uzbrojenie i oporządzenie złożono na wozach tak jak zazwyczaj to czyniono podczas odwrotów.

Kardynalnym błędem polskiego dowództwa, który miał dać o sobie rychło znać, było kompletne zaniedbanie zwiadu. Kiedy więc wojsko królewskie znalazło się 26 października pod Koźminem w lasach bukowińskich, gdzie trzeba było przebyć trzykilometrowej długości wąwóz, o stromych zboczach, na straż tylną runęły niespodziewanie połączone siły turecko-tatarsko-wołosko-mołdawskie. Przewodził im – jak domyślają się niektórzy historycy – Stefan Wielki, który okazał się wiarołomcą, łamiąc niedawno zawarty rozejm.

Uderzenie nieprzyjaciół było tak silne, iż w oka mgnieniu roznieśli oni w pył ariergardę. W pierwszej kolejności pod ostrzałem wroga padli żołnierze najemni i Krzyżacy. Następnie przyszła kolej na broniących się rozpaczliwie rycerzy małopolskich, z których większość została zabita. Nieprzyjaciel położył trupem także wielu ciurów, znajdujących się przy wozach.

Zaskoczony rozwojem wydarzeń Jan Olbracht w porę oprzytomniał, przechodząc do kontrnatarcia. Na ratunek tylnym szeregom wysłał swoją gwardię, dowodzoną przez starostę malborskiego Jana Tęczyńskiego. Gwardia spisała się na medal, rozpędzając napastników, którzy uciekali w popłochu aż do Seretu.

Czy rzeczywiście "za króla Olbrachta wyginęła szlachta"?

Nie ulega wątpliwości, iż Jan Olbracht w trakcie bitwy koźmińskiej poniósł dotkliwe straty. W jednym ze źródeł wspomniano o 11 000 poległych żołnierzach polskich. Jeśli uznać, iż podana liczba jest prawdziwa, czego nie sposób w żaden sposób skontrolować, to oznaczałoby to, iż co siódmy uczestnik batalii nie wyszedł z niej żywy. Swego czasu Fryderyk Papée sądził, iż wśród poległych pod Koźminem osób, około 5 000 było rycerzami, reszta zaś należało do czeladzi obozowej.

Na tym nie kończyły się polskie straty. Jeśli wierzyć źródłom, do nogi zostali także wybici Mazowszanie, którzy nie dotarli na czas z pomocą Janowi Olbrachtowi i zostali w najmniej spodziewanym momencie okrążeni przez Mołdawian nad Prutem. Tam spotkała ich rzeź.

Na konto strat należy także przypisać stracenie przez Jana Olbrachta kilka tysięcy wozów, stanowiących połowę polskiego taboru. Przed wrogiem ostała się jedynie artyleria, którą uratowano niemal w całości.

Zaraz po bitwie bukowińskiej powstało przysłowie: "za króla Olbrachta wyginęła szlachta". Z dzisiejszej perspektywy można uznać je za mocno przesadzone. W trakcie wyprawy mołdawskiej Jan Olbracht odniósł wprawdzie klęskę, jednak nie była to katastrofa. Zdecydowanie bliższy prawdy był XVI-wieczny kronikarz Marcin Bielski, pisząc ogólnie o "wyniszczonej szlachcie" w 1497 roku.

Polacy zrewanżowali się Mołdawianom za klęskę bukowińską w 1531 roku. Ich katem został hetman wielki koronny Jan Tarnowski, rozbijając ich w wielkiej bitwie pod Obertynem.

Bibliografia

-Borzemski A., Siły zbrojne w wołoskiej wojnie Jana Olbrachta, "Archiwum Towarzystwa Naukowego we Lwowie" 5 (1928), 1.

-Nowak T. M., Wimmer J., Historia oręża polskiego 963-1795, Warszawa 1981.

-Papée F., Jan Olbracht, Kraków 1999.

-Rosik S., Wiszewski P., Wielki poczet polskich królów i książąt, Wrocław 2006.

Wybrane dla Ciebie