Awaria mocowania podczas lotu
B-47 wystartował z bazy Hunter w Georgii jako jeden z czterech bombowców lecących do zagranicznej bazy. Był to okres zimnej wojny, a samoloty tego typu stanowiły część amerykańskiego lotnictwa strategicznego.
Po starcie załoga otrzymała sygnał, że blokada mocująca bombę nie działa prawidłowo. Nawigator Bruce Kulka udał się do komory bombowej, aby sprawdzić zawieszenie ładunku. W ciasnym wnętrzu dostęp do mechanizmu był utrudniony.
Podczas kontroli bomba niespodziewanie wysunęła się z uchwytu. Uderzyła w drzwi komory, wyłamała je i wypadła z samolotu lecącego na wysokości około 4,5 km. Kulka zdołał utrzymać się wewnątrz bombowca.
Bez wybuchu jądrowego
Bomba Mark 6 była bronią jądrową, ale egzemplarz przewożony przez B-47 nie miał zainstalowanego rdzenia z materiałem rozszczepialnym. Nie mógł zatem doprowadzić do eksplozji nuklearnej.
Nie oznaczało to jednak, że jego upadek będzie nieszkodliwy.
W bombie znajdował się bowiem znaczny ładunek konwencjonalnych materiałów wybuchowych. Eksplodował w chwili uderzenia o ziemię. Sam brak rdzenia jądrowego nie chronił ludzi ani zabudowań przed skutkami takiego wybuchu.
Do wypadku doszło w okolicy Mars Bluff, na wschód od Florence. Bomba spadła na posesję Waltera Gregga, w pobliżu rodzinnego domu, a nie bezpośrednio na jego dach. Eksplozja poważnie zniszczyła zabudowania i uszkodziła obiekty w sąsiedztwie.
Rodzina przeżyła w ruinach
Na posesji znajdowali się Walter Gregg, jego żona, troje dzieci i siostrzenica. Cała szóstka odniosła obrażenia, ale wszyscy przeżyli. Ocaleni opisywali zawalające się części domu i garażu oraz obrażenia spowodowane przez odłamki i przemieszczone elementy zabudowań.
Po eksplozji pozostał krater o średnicy od kilkunastu do ponad dwudziestu metrów, zależnie od przywoływanego pomiaru. Dom został ciężko uszkodzony i przesunięty z fundamentów.
Wybuch zniszczył także rodzinne samochody i powalił pobliskie sosny. Huk słychać było we Florence, gdzie z budynku sądu dostrzeżono chmurę pyłu. Bombowiec przerwał misję i wrócił do bazy, a na miejscu wypadku pojawiły się wojskowe służby.
Porządkowanie miejsca wypadku
Lotnictwo zabezpieczyło teren, przeprowadziło pomiary i rozpoczęło zbieranie pozostałości bomby. Część fragmentów zabrali wcześniej mieszkańcy jako pamiątki. Wojsko wezwało ich do zwrotu elementów konstrukcji objętej tajemnicą.
O wypadku informowały media amerykańskie i zagraniczne. Zdarzenie zwróciło uwagę na zagrożenia związane z transportowaniem broni jądrowej nad zamieszkanymi terenami, nawet gdy przewożony ładunek nie był zdolny do wybuchu atomowego.
Rodzina Gregg otrzymała od amerykańskiego lotnictwa 54 tys. dolarów odszkodowania. Część szczątków Mark 6 przekazała później do Florence County Museum. Zachowały się również fotografie wykonane przez lotnictwo 12 marca 1958 roku, przedstawiające zniszczony dom i krater na posesji.