Prezydent płynął na spotkanie aliantów
Roosevelt zmierzał na konferencje w Kairze i Teheranie, gdzie miał spotkać się z przywódcami państw alianckich. Pierwszy etap podróży odbywał na pokładzie pancernika USS Iowa, który płynął przez Atlantyk w kierunku Afryki Północnej. W drodze towarzyszyła mu eskorta niszczycieli.
Jednym z nich był USS William D. Porter, nowoczesny okręt typu Fletcher, który wszedł do służby zaledwie kilka miesięcy wcześniej, w lipcu 1943 roku.
Dowodził nim komandor podporucznik Wilfred A. Walter. Załoga miała za sobą pierwsze szkolenia i próby morskie, ale brakowało jej jeszcze doświadczenia.
Podczas rejsu prowadzono ćwiczenia bojowe. Na życzenie Roosevelta Iowa demonstrowała możliwości swojej artylerii przeciwlotniczej, ostrzeliwując wypuszczone w powietrze balony. Niszczyciele eskorty trenowały natomiast przeprowadzanie ataków torpedowych.
Pozorowany atak z prawdziwą torpedą
W czasie jednego z ćwiczeń rolę celu powierzono pancernikowi Iowa. Niszczyciele miały przećwiczyć procedurę ataku, ale bez rzeczywistego wystrzeliwania torped. Na Porterze popełniono jednak niebezpieczny błąd.
Z jednej z wyrzutni nie usunięto ładunku odpowiedzialnego za wystrzelenie torpedy. Gdy załoga wykonała przewidziane czynności, pocisk rzeczywiście opuścił wyrzutnię i pomknął w kierunku pancernika z prezydentem na pokładzie.
Dziennik okrętowy Portera odnotował przypadkowe wystrzelenie torpedy o godzinie 14.36. Na Iowie ostrzeżenie o zagrożeniu zapisano dwie minuty później. W tej sytuacji liczyła się każda chwila.
Problem polegał na tym, że podczas rejsu obowiązywała cisza radiowa. Załoga niszczyciela początkowo próbowała ostrzec pancernik za pomocą lampy sygnałowej.
Przekazywane komunikaty okazały się jednak niejasne, przez co niebezpieczeństwa nie rozpoznano od razu.
Manewr pancernika
Ostatecznie na Porterze zdecydowano się złamać ciszę radiową i nadać ostrzeżenie przez radio. Załoga Iowy natychmiast przystąpiła do manewru. Pancernik gwałtownie zmienił kurs, a nadpływająca torpeda minęła okręt i eksplodowała w wodzie.
Iowa nie odniosła żadnych uszkodzeń. W relacjach z tego wydarzenia pojawiają się rozbieżności dotyczące odległości wybuchu od pancernika oraz kierunku wykonanego zwrotu.
Nie zmienia to najważniejszego faktu: załoga zdołała uniknąć trafienia, a później wznowiono nawet ćwiczenia przeciwlotnicze.
Roosevelt wiedział o zbliżającym się zagrożeniu. Poprosił o przestawienie swojego wózka inwalidzkiego w miejsce, z którego mógł obserwować sytuację.
Niebezpieczeństwo nie wynikało z ataku niemieckiego okrętu podwodnego ani z potwierdzonej próby zamachu. Torpedę wystrzelił jeden z amerykańskich okrętów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo prezydenta.
Dochodzenie i narastająca legenda
Po incydencie Porter został skierowany na Bermudy, gdzie przeprowadzono dochodzenie. Jednym z jego uczestników był torpedysta Lawton C. Dawson, który poniósł konsekwencje służbowe i został zdegradowany.
Z czasem wokół wydarzenia zaczęły narastać sensacyjne opowieści. Według jednej z nich Dawson miał zostać skazany na wieloletnie roboty przymusowe, a następnie ułaskawiony przez samego Roosevelta.
W przeciwieństwie do informacji o degradacji historia ta nie znajduje równie mocnego potwierdzenia w dokumentach.
Podobnie jest z często powtarzaną wersją o aresztowaniu całej załogi niszczyciela. Zachowane źródła okrętowe nie potwierdzają takiego wydarzenia.
Również dowódca Portera nie został natychmiast pozbawiony stanowiska. Walter pozostawał na czele jednostki do maja 1944 roku.
Niszczyciel skierowano później na Pacyfik, gdzie uczestniczył w dalszych działaniach wojennych. 10 czerwca 1945 roku, podczas walk w rejonie Okinawy, został poważnie uszkodzony przez wybuch ładunku z japońskiego samolotu, który spadł do morza obok okrętu. Porter zatonął, ale wszystkich członków jego załogi udało się uratować.