Samolot ukryty na okręcie
Za atakiem stał japoński okręt podwodny I-25, wyposażony w niewielki hangar lotniczy. Na czas rejsu przechowywano w nim rozmontowany samolot, dzięki czemu maszyna nie musiała pozostawać na otwartym pokładzie.
Był to wodnosamolot Yokosuka E14Y, nazywany przez aliantów Glen. Po wynurzeniu okrętu załoga przygotowywała go do startu i wypuszczała z katapulty. Po zakończeniu lotu samolot wodował obok jednostki, skąd wciągano go z powrotem na pokład.
Za sterami siedział Nobuo Fujita, a towarzyszył mu obserwator Shoji Okuda. Samolot przeznaczony przede wszystkim do rozpoznania otrzymał tym razem bomby zapalające.
Celem nie był okręt ani baza wojskowa, lecz amerykańskie lasy.
Bomby nad południowym Oregonem
9 września 1942 roku I-25 znalazł się u wybrzeży Oregonu. Fujita i Okuda wystartowali z jego pokładu, skierowali się w głąb lądu i dotarli nad lasy w pobliżu Brookings. Tam zrzucili dwie bomby zapalające.
Ładunki miały rozrzucić płonące elementy i wzniecić ogień w kilku miejscach. Japończycy liczyli, że płomienie szybko obejmą duży obszar, zwłaszcza w terenie oddalonym od większych osiedli, gdzie walka z pożarem byłaby trudniejsza.
Zamiast niszczyć pojedynczy obiekt, zamierzali wykorzystać las do rozprzestrzenienia ognia na ogromną skalę. Mały wodnosamolot nie mógł prowadzić regularnych bombardowań amerykańskich miast, ale do podjęcia próby podpalenia lasu wystarczało kilka bomb.
Po wykonaniu zadania maszyna wróciła do I-25 i została schowana w hangarze. Niedługo później okręt zaatakował amerykański samolot Hudson. Zrzucone przez niego bomby chybiły, a japońska jednostka zdołała się zanurzyć.
Deszcz i ludzie zatrzymali ogień
Przelatujący nad lasem samolot zauważył Howard Gardner, pełniący dyżur na wieży obserwacyjnej Mount Emily. Gdy później dostrzegł dym, zgłosił pożar. Razem z Keithem Johnsonem, obserwatorem z sąsiedniego posterunku, dotarł w rejon upadku bomb.
Na miejscu okazało się, że płomienie nie mają warunków do szybkiego rozprzestrzeniania się. Niedawne deszcze pozostawiły wilgotne poszycie, a obaj mężczyźni zdołali utrzymać ogień pod kontrolą do przybycia kolejnej ekipy.
Fujita spróbował ponownie 29 września, zabierając następne dwie bomby zapalające. Drugi nalot także nie wywołał rozległego pożaru.
Choć zniszczenia były niewielkie, japoński okręt podwodny zdołał dwukrotnie wysłać samolot nad terytorium Stanów Zjednoczonych.
Pilot wrócił jako gość
Dwadzieścia lat później Fujita znów przyjechał do Oregonu, tym razem na zaproszenie Brookings. W 1962 roku miasto obchodziło święto azalii, a jednym z gości miał być pilot, który podczas wojny bombardował pobliskie lasy.
Nie wszystkim spodobał się ten pomysł. Część mieszkańców i weteranów sprzeciwiała się zaproszeniu dawnego przeciwnika, jednak wizyta doszła do skutku. Fujita podarował miastu rodzinny miecz samurajski, który zabierał na wojenne loty.
Broń zachowano jako pamiątkę pojednania, a były lotnik utrzymywał później kontakty z Brookings. W 1992 roku ponownie odwiedził Oregon i posadził sekwoję w pobliżu miejsca dawnego bombardowania.
Fujita otrzymał również honorowe obywatelstwo miasta. Zmarł w 1997 roku, a przekazany przez niego miecz trafił na wystawę w miejscowej bibliotece.