Koreańczyk w japońskiej drużynie
Sohn urodził się w 1912 roku w Sinuiju, dwa lata po aneksji Korei przez Japonię. Dorastał w kraju pozbawionym niepodległości, którego mieszkańcy byli poddanymi japońskiego cesarza.
Gdy rozpoczął karierę sportową, nie miał możliwości reprezentowania ojczyzny na międzynarodowych zawodach.
Na igrzyska w Berlinie został zgłoszony jako Kitei Son. Nie było to jego prawdziwe koreańskie nazwisko, lecz japońskie odczytanie znaków, którymi zapisywano jego imię i nazwisko. W oficjalnych dokumentach figurował jako zawodnik Japonii.
Sohn należał już wtedy do światowej czołówki maratończyków. W 1935 roku podczas biegu w Tokio uzyskał znakomity czas 2 godziny 26 minut i 42 sekundy.
Do Berlina przyjechał jako jeden z najpoważniejszych kandydatów do olimpijskiego złota.
Maraton i dwa koreańskie medale
Sohn pokonał dystans 42,195 km w czasie 2:29:19,2, ustanawiając nowy rekord olimpijski. Drugie miejsce zajął Brytyjczyk Ernest Harper, a brąz wywalczył Nam Sung-yong. On również był Koreańczykiem startującym w barwach Japonii.
Na olimpijskim podium stanęło zatem dwóch zawodników pochodzących z okupowanej Korei. Obaj mieli na strojach japońskie symbole państwowe, a ich medale zaliczono reprezentacji cesarstwa. Podczas ceremonii zwycięstwa Sohna odegrano hymn Japonii.
Sam mistrz nie ukrywał jednak swojego pochodzenia. W rozmowach podkreślał, że jest Koreańczykiem, a autografy podpisywał własnym koreańskim nazwiskiem.
Jego sportowy sukces nie oznaczał, że utożsamiał się z państwem, które oficjalnie reprezentował.
Flaga usunięta z fotografii
Wiadomość o olimpijskim zwycięstwie wzbudziła w Korei ogromne zainteresowanie. Dziennik "Dong-a Ilbo" opublikował fotografię Sohna z ceremonii medalowej, ale wcześniej poddano ją znaczącej przeróbce. Z koszulki biegacza usunięto widoczny na niej japoński emblemat.
W kraju pozostającym pod kolonialnymi rządami taki gest miał szczególną wymowę. Na łamach gazety Koreańczycy mogli zobaczyć swojego mistrza bez symbolu państwa, które odebrało ich ojczyźnie niepodległość.
Japońskie władze zareagowały zdecydowanie. Osoby związane z redakcją zostały ukarane, a wydawanie dziennika wstrzymano na dziewięć miesięcy.
Fotografia stała się jednym z najbardziej znanych epizodów związanych z berlińskim triumfem Sohna.
Powrót na olimpijski stadion
Zwycięstwo w Berlinie przyniosło Sohnowi jeszcze jedną niezwykłą historię. Dla triumfatora maratonu przewidziano dodatkową nagrodę w postaci antycznego hełmu korynckiego, ufundowanego przez grecką gazetę.
Biegacz nie mógł jednak go odebrać, ponieważ ówczesne przepisy olimpijskie zabraniały przyjmowania takich nagród.
Hełm pozostał w Niemczech na kolejne pół wieku. Dopiero w 1986 roku przekazano go Sohnowi, który następnie oddał cenny zabytek do Muzeum Narodowego Korei.
Po zakończeniu wojny dawny mistrz zajął się szkoleniem koreańskich biegaczy. Współpracował m.in. z Suh Yun-bokiem, zwycięzcą maratonu bostońskiego. W ten sposób pozostał związany ze sportem, w którym sam odniósł największy sukces.
W 1988 roku Sohn ponownie pojawił się na igrzyskach olimpijskich, tym razem organizowanych w Seulu. Podczas ceremonii otwarcia wniósł na stadion olimpijską pochodnię. Ponad pół wieku po zwycięstwie w Berlinie wystąpił już jako publicznie honorowany koreański mistrz.