Bomba miała zabić Napoleona. Zginęli przypadkowi przechodnie

24 grudnia 1800 roku Napoleon Bonaparte wyruszył z paryskiego pałacu Tuileries na wieczorne przedstawienie. Jego powóz przejechał przez rue Saint-Nicaise, gdzie spiskowcy ustawili wóz wypełniony prochem i metalowymi pociskami. Eksplozja nastąpiła za późno, by zabić pierwszego konsula. Uderzyła natomiast w mieszkańców i przechodniów, pozostawiając kilkanaście ofiar śmiertelnych.

Zamach przy rue Saint-Nicaise na XIX-wiecznej rycinie ze zbiorów Musée Carnavalet.Zamach przy rue Saint-Nicaise na XIX-wiecznej rycinie ze zbiorów Musée Carnavalet.
Źródło zdjęć: © CC0 | anonimowy rytownik

Rojaliści przygotowują atak

Za zamachem stali przeciwnicy republiki dążący do przywrócenia monarchii. Wywodzili się ze środowiska szuanów, prowadzących działalność kontrrewolucyjną przede wszystkim w zachodniej Francji.

W przygotowaniu ataku uczestniczyli Pierre Robinault de Saint-Régeant, François-Jean Carbon i Joseph Picot de Limoëlan. Łączyły ich związki z otoczeniem Georges’a Cadoudala, ważnego przywódcy rojalistycznego podziemia.

Spiskowcy kupili konia i niewielki wóz, na którym umieścili beczkę napełnioną prochem oraz metalowymi pociskami. Do odpalenia ładunku przygotowali lont. Skuteczność zamachu zależała od uruchomienia go w odpowiedniej chwili.

Wóz ustawiono na wąskiej ulicy, którą miał przejechać Napoleon. Wybuch w takim miejscu stanowił śmiertelne zagrożenie również dla osób niemających żadnego związku z rządem ani działalnością polityczną.

Droga z Tuileries do Opery

Pierwszy konsul wybierał się na wykonanie oratorium "Stworzenie świata" Josepha Haydna w paryskiej Operze. Nie był to zatem spektakl operowy, choć ze względu na miejsce przedstawienia tak właśnie bywa określany.

Powóz Bonapartego minął przygotowaną pułapkę, zanim zdetonowano ładunek. Eksplozja uszkodziła pobliskie zabudowania i uderzyła w ludzi znajdujących się przy wozie.

Zginęła m.in. dziewczyna, której spiskowcy powierzyli trzymanie konia za uzdę. Historyczne przekazy różnią się co do całkowitej liczby zabitych i rannych. Wiadomo jednak, że śmierć poniosło kilkanaście osób.

Napoleon nie odniósł obrażeń i dotarł na przedstawienie. Nie da się natomiast z pełną pewnością określić, o ile sekund minął miejsce wybuchu ani jaką rolę w jego ocaleniu odegrała jazda woźnicy.

Takie szczegóły często pojawiają się w późniejszych anegdotach.

Śledztwo i represje

Władze początkowo skierowały oskarżenia przeciw radykalnym republikanom, określanym mianem jakobinów. Wykorzystano zamach jako uzasadnienie aresztowań i deportacji ludzi należących do tego środowiska.

Tymczasem dochodzenie prowadzone pod kierunkiem ministra policji Josepha Fouché wskazało na rojalistów. Carbon i Saint-Régeant zostali aresztowani w styczniu 1801 roku, a następnie stanęli przed sądem.

Ustalenie rzeczywistych sprawców nie doprowadziło do cofnięcia represji wobec republikańskiej opozycji. Ludzi niemających związku z bombą nadal traktowano jako zagrożenie dla rządów Bonapartego.

21 kwietnia 1801 roku Carbon i Saint-Régeant zostali zgilotynowani. Trzeci uczestnik przygotowań, Limoëlan, uniknął zatrzymania i uciekł do Stanów Zjednoczonych, gdzie po latach został księdzem.

Wybrane dla Ciebie