Posłali go na stos. Prawdziwy powód egzekucji zaskakuje

Oficjalnie spłonął na stosie za zlecenie zabójstwa biskupa. Historycy są jednak zgodni, że kara była zbyt okrutna jak na samą tę zbrodnię. Kasztelan Bolesta zadawał się bowiem z pogańskimi Prusami, spiskował przeciwko własnemu księciu i należał do ludzi, których panujący od dawna chciał się pozbyć. Morderstwo biskupa mogło być więc tylko wygodnym pretekstem. Oto drugie dno jednej z najokrutniejszych egzekucji w dziejach średniowiecznej Polski.

Ilustracja poglądowa (CC0)Ilustracja poglądowa (CC0)
Źródło zdjęć: © Wikimedia Commons | Atleett - Own work

Śmierć w płomieniach na gnieźnieńskim rynku

Aby zrozumieć kulisy tej sprawy, trzeba najpierw przypomnieć, jak skończył jej główny bohater. W 1170 roku kasztelan wiski Bolesta został skazany na śmierć za to, że zlecił zamordowanie biskupa płockiego Wernera, zaufanego człowieka panującego księcia.

Wyrok wydał trybunał zwołany w Gnieźnie przez Bolesława Kędzierzawego, a w rozprawie uczestniczył niemal cały ówczesny polski episkopat.

Sposób wykonania kary był zdumiewający jak na polskie realia. Kasztelana skazano na publiczne spalenie żywcem, czego rodzime prawo wcześniej nie praktykowało.

Skazańca owinięto w tkaniny nasączone woskiem i rzucono na przygotowany wcześniej stos, który następnie podpalono. Bolesta spłonął na oczach zgromadzonych mieszkańców oraz własnych rycerzy, a jego konanie ciągnęło się na tyle długo, że krzyki niosły się daleko poza miejsce egzekucji.

Tak okrutna i widowiskowa śmierć rodzi zasadnicze pytanie. Dlaczego za zlecenie morderstwa, którego kasztelan nie popełnił przecież własnymi rękami, książę sięgnął po karę bezprecedensową i tak teatralnie brutalną?

Odpowiedzi trzeba szukać nie w samej zbrodni, lecz w tym, kim Bolesta był dla panującego i jakie grzechy ciążyły na nim poza mordem na biskupie.

Kim naprawdę był spalony kasztelan?

Bolesta nie był przypadkową postacią. Pochodził z miejscowej elity, a jako protoplasta rodu Boleściców, czyli mazowieckiego odłamu Jastrzębców, należał do znaczących możnowładców swojej dzielnicy.

Z ramienia Bolesława Kędzierzawego, panującego nad Mazowszem, Bolesta został przed 1170 rokiem mianowany zarządcą grodu w Wiźnie nad Narwią. Była to placówka o niemałym znaczeniu strategicznym, bo od XI wieku strzegła wschodniej granicy Mazowsza przed najazdami Prusów i Jaćwingów.

Wizna nie była zwykłym grodem. Zbudowano ją z drewna przekładkowego wypełnionego gliną, obłożono kamieniami i zwieńczono ostrokołem. Jako ważny punkt na pograniczu wielokrotnie przechodziła z rąk do rąk. W 1145 roku Piastowie utracili ją na rzecz ruskich Olegowiczów, by po pewnym czasie znów ją odzyskać.

Obejmując zarząd nad tak istotnym grodem, Bolesta stał się jednym z ważniejszych urzędników Kędzierzawego. Do jego głównych zadań należało utrzymanie spokoju na pograniczu mazowiecko-pruskim oraz ściąganie podatków od podporządkowanych Prusów. I właśnie na tym tle zaczęły się problemy.

Zbyt blisko z poganami

Wszystko wskazuje na to, że Bolesta przekroczył swoje kompetencje, utrzymując nazbyt zażyłe stosunki z pogańskimi Prusami. W świetle źródeł nie tylko wymierzał sprawiedliwość swoim poddanym na korzyść pogan, ale również przyjmował od nich podarki.

Tym samym z urzędnika strzegącego granicy przed Prusami stał się człowiekiem, który z nimi współpracował.

Taka postawa musiała budzić niezadowolenie księcia zwierzchniego. Bolesław Kędzierzawy w pierwszych latach swych rządów prowadził bowiem aktywną politykę wobec Prusów, dążąc do ich pełnego podboju i chrystianizacji.

Świadczyły o tym wyprawy zbrojne z lat 1147 i 1166. Działalność Bolesty, opierająca się na układach z poganami, stała w jawnej sprzeczności z tymi zamierzeniami.

Co znamienne, w samym zabójstwie biskupa Wernera również brali udział pruscy woje, których do pomocy wziął zabójca. Powiązania Bolesty ze światem pogańskim rzucają więc dodatkowy cień na całą sprawę.

Kasztelan jawi się jako człowiek, który zamiast bronić chrześcijańskiego porządku na pograniczu, sam się od niego oddalał.

Spiskowiec przeciw księciu

Najpoważniejszy zarzut wobec Bolesty dotyczył jednak czegoś innego. Wszystko wskazuje na to, że kasztelan należał do aktywnych członków sprzysiężenia przygotowującego wystąpienie przeciwko Bolesławowi Kędzierzawemu.

Zdaniem kronikarza Wincentego Kadłubka bunt ten zainicjowali Świętosław, syn okaleczonego niegdyś palatyna Piotra Włostowica, oraz Jaksa z Miechowa. Spiskowcy zaproponowali objęcie władzy w Krakowie Kazimierzowi Sprawiedliwemu, najmłodszemu z braci Kędzierzawego. Kazimierz ofertę wówczas odrzucił, lecz samo istnienie spisku było dla księcia poważnym sygnałem ostrzegawczym.

Działo się to około 1167 roku, choć niewykluczone, że stronnictwo antybolesławowe nie straciło na znaczeniu również w późniejszych latach. Badacze sądzą, że Kędzierzawy musiał przeciwstawić się niezadowoleniu możnowładców mazowieckich, których podłoże buntu trudno dziś dokładnie określić. Ostatecznie princepsowi udało się zdusić ten ruch w zarodku, lecz nigdy o nim nie zapomniał.

Bolesta, z racji zajmowanej pozycji, znajdował się najpewniej w pierwszych szeregach mazowieckiej rebelii. To rzuca zupełnie nowe światło na surowość wyroku wydanego na niego trzy lata później. Późniejsza kaźń kasztelana wskazywać może, że zamordowanie Wernera było jedynie pretekstem do rozprawienia się z nielojalnym urzędnikiem, który kumał się zarówno z wewnętrzną opozycją, jak i z Prusami.

Pretekst idealny

Zebrane fakty układają się w spójny obraz. Bolesta był dla Kędzierzawego kimś znacznie groźniejszym niż tylko zleceniodawcą morderstwa. Był nielojalnym możnym, który zadawał się z poganami i spiskował przeciw władcy. Morderstwo biskupa dało księciu pretekst idealny, by raz na zawsze rozprawić się z niewygodnym człowiekiem.

To tłumaczy, dlaczego wybrano karę tak spektakularną i okrutną. Płonący na oczach tłumu kasztelan był manifestacją siły władcy. Książę dawał w ten sposób jasny sygnał spiskowcom, nielojalnym urzędnikom i wszystkim, którzy szeptali po kątach o zmianie na tronie. Każdy z nich mógł skończyć tak samo.

Bolesta dostarczył Kędzierzawemu pretekstu, a ten wykorzystał go z precyzją godną swojego dziadka Bolesława Krzywoustego. Faktyczny zabójca biskupa, Benesz, uciekł do Prus i rozpłynął się w mroku dziejów, podczas gdy zleceniodawca zapłacił za obu, a przy okazji za swoje polityczne grzechy.

Źródło

Niniejszy tekst stanowi fragment najnowszej książki dr Mariusza Sampa "Kryminalne dzieje Piastów. Mroczna historia dynastii" (Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2026).

Książka "Kryminalne dzieje Piastów" (wyd. ZNAK, Kraków 2026) © Licencjodawca

Książkę można zamówić w wielu księgarniach, w tym na empik.com pod tym linkiem.

Wybrane dla Ciebie