Zapłacił 20 mln dolarów za lot. Został pierwszym kosmicznym turystą

Dennis Tito zapłacił 20 mln dolarów za podróż na orbitę. Kiedy jednak przygotowywał się do lotu, NASA sprzeciwiała się jego wizycie na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Rosjanie chcieli zabrać pasażera, Amerykanie mieli zastrzeżenia, a termin startu był coraz bliższy.

Dennis Tito (z lewej), Tałgat Musabajew i Jurij Baturin na ISS, 30 kwietnia 2001 roku (materiał NASA (PD-USGov-NASA))Dennis Tito (z lewej), Tałgat Musabajew i Jurij Baturin na ISS, 30 kwietnia 2001 roku (materiał NASA (PD-USGov-NASA))
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Droga do wielkich pieniędzy

Gdy Tito wyruszał w kosmos, miał 60 lat. Zainteresował się nim jednak na długo przed tym, zanim dorobił się majątku pozwalającego opłacić taką wyprawę. Jako nastolatek śledził początki ery kosmicznej. Wystrzelenie Sputnika przez Związek Radziecki w 1957 roku pomogło mu wybrać kierunek studiów. Postanowił kształcić się w dziedzinie lotnictwa i astronautyki.

W latach 60. trafił do amerykańskiego Jet Propulsion Laboratory. Obliczał tam tory lotu sond i uczestniczył w przygotowywaniu misji międzyplanetarnych. Znał więc astronautykę od strony inżynierskiej, choć praca ta nie dawała mu szans na własny lot. Pomagał wysyłać w kosmos bezzałogowe sondy, sam pozostając na Ziemi.

Później zmienił zawód i zajął się finansami. W 1972 roku założył Wilshire Associates, firmę świadczącą usługi inwestycyjne i analizującą rynki. W nowej pracy wykorzystał umiejętności matematyczne i komputerowe zdobyte przy misjach kosmicznych.

To właśnie w finansach dorobił się majątku, dzięki któremu po latach mógł wrócić do dawnego marzenia. Miejsce na pokładzie statku kosmicznego zamierzał kupić u Rosjan.

Tito i jego marzenia

W 2000 roku Tito nawiązał współpracę z firmą MirCorp, która szukała sposobów na komercyjne wykorzystanie rosyjskiej stacji Mir. Rosjanom brakowało pieniędzy na program kosmiczny, dlatego byli zainteresowani zabraniem pasażera gotowego zapłacić za lot. Dla Tito była to szansa na podróż, jakiej NASA nie oferowała prywatnym klientom.

Mir nie doczekał jednak jego wizyty. W marcu 2001 roku stację sprowadzono z orbity, a jej szczątki spadły do Pacyfiku. Tito musiał więc zmienić plany: zamiast na Mira miał polecieć na Międzynarodową Stację Kosmiczną.

Ta zmiana komplikowała sprawę. ISS powstawała w ramach wspólnego programu kilku partnerów, więc Rosjanie nie mogli sami decydować o wszystkich zasadach pobytu gościa. Musieli porozumieć się z pozostałymi uczestnikami przedsięwzięcia.

Sojuz, którym miał lecieć Tito, miał również dostarczyć stałej załodze ISS nowy statek ewakuacyjny. Kapsuła zacumowana przy stacji zbliżała się do końca dopuszczalnego czasu pobytu na orbicie i wymagała wymiany. Kosmonauci mieli przywieźć nowego Sojuza, zostawić go przy ISS, a na Ziemię wrócić starszym. Obok dwóch członków załogi w trzyosobowej kapsule znalazło się miejsce dla płacącego pasażera.

NASA stawia warunki

Tito przeszedł szkolenie w Rosji i uzyskał zgodę na lot Sojuzem. Przygotowanie do podróży rosyjskim statkiem nie wystarczało jednak, by rozwiać obawy Amerykanów. NASA miała zastrzeżenia do jego pobytu na ISS, ponieważ zbyt słabo znał nierosyjskie części stacji i obowiązujące w nich procedury.

Na stacji wciąż trwały prace budowlane i uruchamiano kolejne urządzenia. Zawodowa załoga miała pełne ręce roboty, a opieka nad niedoświadczonym gościem oznaczałaby dodatkowe obowiązki. Partnerzy obawiali się, że astronauci będą musieli poświęcać mu czas potrzebny na wykonanie zaplanowanych zadań.

W marcu spór stał się publiczny. Tito przyjechał wraz z kosmonautami do ośrodka NASA w Houston, lecz Amerykanie nie dopuścili go do zaplanowanych zajęć. Rosyjscy członkowie załogi stanęli po jego stronie i w proteście również odmówili udziału w szkoleniu. Nadal trzeba było ustalić zasady bezpieczeństwa, warunki pobytu pasażera oraz to, kto będzie za niego prawnie odpowiadał.

Porozumienie zawarto 24 kwietnia, zaledwie cztery dni przed startem. Tito otrzymał zgodę na wizytę w drodze wyjątku. Nie mógł jednak swobodnie korzystać z całej stacji: ograniczono mu dostęp do jej nierosyjskich części i określono, jakie czynności wolno mu wykonywać. Już na orbicie miał też przejść dodatkowe instruktaże.

Uzgodniono również kwestie odpowiedzialności prawnej. Partnerzy postanowili ponadto, że zanim pojawią się propozycje kolejnych takich wypraw, opracują szczegółowe wymagania dla ich uczestników.

Na orbicie

28 kwietnia 2001 roku Sojuz TM-32 wystartował z Bajkonuru. Oprócz Tito na pokładzie znaleźli się dowódca Tałgat Musabajew i inżynier pokładowy Jurij Baturin. Dwa dni później statek zacumował do ISS.

Podróż obejmowała wejście na orbitę i kilkudniowy pobyt na zamieszkanej stacji kosmicznej. Cała wyprawa trwała siedem dni, 22 godziny i cztery minuty. Około sześciu dni Tito spędził na ISS, miał więc znacznie więcej czasu na poznanie nieważkości niż pasażer krótkiego lotu trwającego zaledwie kilka minut.

Początek podróży nie należał jednak do przyjemnych. Podczas rozmowy z Ziemią Tito przyznał, że po wypiciu soku i zjedzeniu suszonych owoców dopadła go choroba kosmiczna. Dolegliwości nie odebrały mu jednak radości z wyprawy. Z zachwytem opowiadał o widoku Ziemi z orbity i o tym, jak czuje się człowiek w stanie nieważkości.

Dobrze wspominał również spotkanie z amerykańskimi astronautami. Wcześniejszy spór nie przeszkodził im w życzliwym przyjęciu gościa. Pokazali mu swoją część stacji i przeprowadzili instruktaże bezpieczeństwa, które przewidziano w porozumieniu dotyczącym jego wizyty.

Tito przeszedł do historii jako pierwszy kosmiczny turysta, który sam zapłacił za swoją wyprawę. Nie był pierwszym cywilem w kosmosie: osoby spoza zawodowego korpusu astronautów latały tam już wcześniej. W jego przypadku nowością było sfinansowanie podróży z własnej kieszeni.

6 maja 2001 roku wrócił z Musabajewem i Baturinem na Ziemię. Zgodnie z planem załoga pozostawiła przy ISS Sojuza TM-32, a na kazachskim stepie wylądowała starszym Sojuzem TM-31.

Po lądowaniu Tito dostał jabłka i spróbował nimi żonglować. Owoce wypadły mu z rąk. Żartował wtedy, że wciąż jest przyzwyczajony do nieważkości.

Wybrane dla Ciebie