Poważna usterka
Airbus leciał z Toronto do Lizbony, przewożąc 293 pasażerów i trzynastu członków załogi. Początkowo podróż przebiegała normalnie, a wskazania zużycia paliwa nie budziły poważnych podejrzeń. Przyczyna późniejszej awarii powstała jednak jeszcze przed startem.
Podczas wcześniejszej wymiany prawego silnika zastosowano konfigurację elementów, która nie była w pełni zgodna z wprowadzonymi modyfikacjami. Jeden z przewodów hydraulicznych znalazł się zbyt blisko przewodu paliwowego. Oba elementy zaczęły ocierać się o siebie.
Z czasem tarcie uszkodziło przewód paliwowy i doprowadziło do powstania nieszczelności. Paliwo zaczęło wydostawać się z samolotu podczas lotu nad oceanem. Piloci nie otrzymali jednak jednoznacznego komunikatu wskazującego źródło ubytku.
W kokpicie pojawiały się różne niepokojące wskazania, które należało połączyć w jedną diagnozę. Bez rozpoznania wycieku nawet poprawnie wykonana czynność mogła prowadzić do dalszej utraty paliwa.
Nietypowy problem
Najpierw piloci zwrócili uwagę na nietypowe parametry oleju prawego silnika. Później zobaczyli ostrzeżenie o nierównowadze paliwa pomiędzy zbiornikami.
Początkowo potraktowali ją jako problem wymagający wyrównania zapasów, a nie jako oznakę poważnego wycieku.
Załoga otworzyła zawór umożliwiający przepływ paliwa z lewej strony na prawą. Przy zwykłej nierównowadze byłoby to uzasadnione, ale tutaj uszkodzenie znajdowało się przy prawym silniku. W ten sposób paliwo wypływało również z zapasu, który wcześniej pozostawał po lewej stronie.
Instrukcja dotycząca nierównowagi przewidywała osobne postępowanie w przypadku podejrzenia wycieku. Dochodzenie wykazało jednak, że kapitan wykonywał czynności z pamięci i nie uwzględnił tego ostrzeżenia.
Żaden z pilotów nie spotkał się wcześniej z podobną sytuacją podczas lotu ani szkolenia.
Gdy stało się jasne, że pozostałego paliwa nie wystarczy na dotarcie do Lizbony, załoga wybrała lotnisko Lajes na wyspie Terceira. Członkowie personelu kabinowego próbowali obserwować skrzydła i silniki przez okna. Nie udało im się jednak dostrzec wycieku.
Dziewiętnaście minut
Najpierw zatrzymał się prawy silnik, a wkrótce także lewy. W chwili utraty napędu Airbus znajdował się ponad dziesięć kilometrów nad oceanem, w odległości około 120 kilometrów od Lajes. Załoga poinformowała kontrolerów, że może być zmuszona do wodowania.
Duża wysokość dawała jednak możliwość kontynuowania lotu szybowego. Piché i de Jager utrzymywali właściwą prędkość, jednocześnie obliczając, czy dotrą do wyspy. Kontrolerzy pomagali im w prowadzeniu maszyny w kierunku lotniska.
Kiedy Airbus znalazł się w pobliżu pasa, okazało się, że ma jeszcze nadmiar wysokości. Piloci wykonali zakręt i dodatkowe manewry, aby przygotować podejście. Musieli doprowadzić samolot do nawierzchni bez możliwości zwiększenia ciągu silników.
Przyziemienie było twarde. Maszyna najpierw uderzyła o pas, odbiła się, po czym ponownie opadła na nawierzchnię. Dzięki intensywnemu hamowaniu zatrzymała się w granicach lotniska.
Przy kołach pojawiły się niewielkie pożary, ale strażacy szybko je ugasili. Od zatrzymania ostatniego silnika do lądowania upłynęło dziewiętnaście minut.
Ocalenie i ustalenia dochodzenia
Po zatrzymaniu maszyny kapitan zarządził ewakuację. W jej trakcie obrażenia odniosło szesnastu pasażerów i dwoje członków personelu kabinowego. Airbus miał uszkodzoną konstrukcję i podwozie, lecz nikt spośród 306 osób nie zginął.
Portugalscy śledczy dokładnie przeanalizowali wymianę silnika oraz reakcje pilotów na pojawiające się komunikaty. Wśród zaleceń znalazły się zmiany w kontroli zgodności instalowanych części, ostrzeganiu o utracie paliwa i procedurach wykorzystywanych podczas nierównowagi w zbiornikach.
Dochodzenie objęło również sposób zabezpieczania zapisów rejestratorów po wypadku. Chodziło o to, aby podobne zdarzenia można było lepiej odtworzyć i przeanalizować. Szczegółowe ustalenia miały znaczenie nie tylko dla Air Transat, ale również dla innych operatorów dużych samolotów.
Dwadzieścia lat później Robert Piché wrócił na lotnisko Lajes podczas realizacji filmu dokumentalnego. Spotkał się tam ze strażakami i kontrolerem, którzy uczestniczyli w akcji z 2001 roku.