Hollywoodzki przekręt wyszedł na jaw. Tak odkryto prawdę

W reklamach hollywoodzkich produkcji zaczęło pojawiać się nazwisko Davida Manninga, krytyka rzekomo współpracującego z amerykańską gazetą. Jego entuzjastyczne opinie miały zachęcać widzów do kupowania biletów. W 2001 roku dziennikarze odkryli jednak, że recenzent nie istnieje, a Sony wykorzystywało wymyślone pochwały do promowania własnych filmów. Sprawa skończyła się publicznymi przeprosinami, procesem i ugodą opiewającą na 1,5 mln dolarów.

Brama studiów Sony przy Culver Boulevard, sfotografowana w 2022 roku.Brama studiów Sony przy Culver Boulevard, sfotografowana w 2022 roku.
Źródło zdjęć: © Wikimedia Commons 4.0 | Jengod

Nazwisko pod reklamową pochwałą

David Manning miał być krytykiem filmowym tygodnika "The Ridgefield Press", wydawanego w stanie Connecticut. Jego nazwisko pojawiało się w reklamach obok krótkich, przychylnych ocen kolejnych premier. Czytelnik mógł odnieść wrażenie, że studio cytuje niezależnego dziennikarza.

Problem polegał na tym, że gazeta nie zatrudniała takiego recenzenta. Nie opublikowała też tekstów, z których miały pochodzić reklamowe pochwały. Manning istniał wyłącznie na potrzeby kampanii promocyjnych Sony.

Fikcyjne opinie wykorzystywano przy reklamowaniu m.in. "Człowieka widma", "Granic wytrzymałości", "Obłędnego rycerza" i komedii "The Animal". Umieszczano je obok autentycznych wypowiedzi znanych krytyków, takich jak Roger Ebert, Richard Roeper czy Peter Travers.

Takie sąsiedztwo dodawało wiarygodności również nieistniejącemu autorowi.

Mistyfikacja wychodzi na jaw

W czerwcu 2001 roku sprawę ujawnił "Newsweek". Dziennikarskie ustalenia podważyły istnienie Manninga, a Sony musiało przyznać, że reklamowe recenzje zostały wymyślone. Studio przeprosiło za posługiwanie się fałszywym źródłem pozytywnych opinii.

Późniejsze dokumenty sądowe wskazywały, że za stworzeniem postaci stał pracownik zajmujący się reklamą.

Nie wynikało z nich jednak, aby najwyższe władze przedsiębiorstwa wydały polecenie wymyślenia recenzenta. Odpowiedzialność za przygotowanie konkretnych materiałów nie była tym samym co udowodniony udział całego kierownictwa.

Sony wycofało zakwestionowane reklamy i zawiesiło pracownika odpowiedzialnego za ich przygotowanie oraz jego przełożonego. Zapowiedziało też zmianę zasad kontroli materiałów promocyjnych.

Chodziło o niedopuszczenie do ponownego publikowania opinii przypisywanych osobom, które w rzeczywistości ich nie wyraziły.

Spór o reklamę, nie o ocenę filmu

Sprawa nie zakończyła się na przeprosinach. Widzowie, którzy kupowali bilety na reklamowane produkcje, zakwestionowali posługiwanie się zmyślonymi rekomendacjami. Wśród osób dochodzących roszczeń znaleźli się Omar Rezec i Ann Belknap.

Sony próbowało bronić wykorzystanych materiałów, odwołując się do ochrony wypowiedzi związanych z filmem i krytyką artystyczną.

Argumentacja ta nie wystarczyła jednak do zakończenia postępowania. W 2004 roku kalifornijski sąd apelacyjny odmówił odrzucenia roszczeń w trybie, z którego chciała skorzystać firma.

Przedmiotem sporu nie było to, czy "Obłędny rycerz" albo "Człowiek widmo" zasługiwały na pochwały. Każdy krytyk może mieć własne zdanie o jakości filmu.

W tym przypadku reklama przedstawiała jednak jako fakt istnienie autora i jego publikacji w konkretnej gazecie, choć ani jedno, ani drugie nie było prawdą.

Ugoda po czterech latach

W 2005 roku Sony zgodziło się przeznaczyć 1,5 mln dolarów na zakończenie sporu z widzami. Porozumienie dotyczyło pozwu zbiorowego związanego z reklamami, w których wykorzystano fikcyjnego krytyka. Od ujawnienia mistyfikacji minęły już cztery lata.

Ugoda nie była równoznaczna z przyznaniem przez studio odpowiedzialności prawnej. Przedstawiciel firmy wskazywał, że dalszy proces oznaczałby kolejne koszty i niepewny wynik. Nie wydano też wyroku karnego skazującego kogokolwiek za stworzenie Davida Manninga.

Pod koniec lipca 2005 roku ugodę zatwierdziła sędzia Carolyn Kuhl. W sierpniu informowano już o jej finansowych warunkach, zamykając spór, który rozpoczął się od kilku pochwalnych zdań przypisanych nieistniejącemu dziennikarzowi.

Wybrane dla Ciebie