"Sralin" zamiast Stalina. W ZSRR taki błąd dużo kosztował

Zecer w małej gazecie pomylił jedną literę i zamiast Stalina wydrukował "Sralina". Jak głosi opowieść, pod ścianą stanął nie tylko on, ale też korektor, redaktor, cenzor i lokalni szefowie partii. Kilkanaście osób zapłaciło życiem za jedno "r" wstawione zamiast "t". Tak wyglądała praca w stalinowskiej prasie.

Wydanie „Prawdy” z 1917 roku (zdjęcie poglądowe). Wikimedia Commons, lic. CC BY SA 2.5Wydanie „Prawdy” z 1917 roku (zdjęcie poglądowe). Wikimedia Commons, lic. CC BY SA 2.5
Źródło zdjęć: © Licencjodawca

Noc, podczas której nie spał redaktor

Historia o "Sralinie" krążyła po całym bloku wschodnim. Opowiadano ją na Kaukazie, w Azji Środkowej, na Węgrzech i w Polsce, za każdym razem umieszczając ją w innej prowincjonalnej gazecie.

Jeden z najstarszych śladów prowadzi do Birobidżanu, stolicy Żydowskiego Obwodu Autonomicznego. Herszl Wajnrauch, w latach 30. zastępca redaktora tamtejszej gazety w jidysz, opowiedział później amerykańskiej prasie, że sam przepuścił dokładnie taki błąd. Zauważył go za późno. Był pewien, że jeśli sprawa wyjdzie na jaw, zostanie rozstrzelany, i przez 2 tygodnie nie mógł spać.

Ten strach znał każdy, kto pracował przy składzie gazety. Echo tej grozy słychać w "Zwierciadle" Andrieja Tarkowskiego, gdzie korektorka biegnie w deszczu do drukarni, przerażona, że przepuściła błąd.

Nikt nie traktował literówki w nazwisku wodza jak zwykłej pomyłki. NKWD sprawdzało, czy nie kryje się za nią celowa kpina, a za tekst odpowiadał każdy, kto miał go w rękach.

Niniejszy tekst powstał na podstawie najnowszej książki Wiktora Suworowa "Bożek na kurhanie" (Wydawnictwo Rebis, Poznań 2026).

Brakujące "ł" w Taszkencie

Najsłynniejsza wpadka wydarzyła się w czasie wojny, gdy Stalin został naczelnym głównodowodzącym. 25 października 1944 roku taszkencka "Prawda Wostoka" wydrukowała list Josipa Broz Tito do Stalina.

W słowie "głównodowodzący" zabrakło jednej litery. Po rosyjsku było to "л", po polsku byłoby "ł", a efekt w obu językach jest identyczny: z gazety patrzył na czytelników naczelny gównodowodzący.

Nakład natychmiast wycofano ze sprzedaży, a funkcjonariusze odbierali egzemplarze nawet od tych, którzy zdążyli je kupić. Legenda mówi, że rozstrzelano całą redakcję.

Wspomnienia taszkenckich dziennikarzy przedstawiają to inaczej. Korektor Walentin Aksionow, który miał wtedy dyżur, trafił za kraty i wrócił po kilku latach, zupełnie siwy. Przyjęto go z powrotem na dawne stanowisko. Jego kolega ze zmiany, Sasza Tiepłow, odsiedział wyrok w łagrze. Podobną wpadkę przypisuje się też frontowemu dziennikowi "Suworowskij natisk".

Salin, Stalingad i smętny wódz

Na "Sralinie" się nie kończyło. W zbiorach dawnych wycinków można znaleźć "Stalingad" z 1943 roku, a "Soczinskaja prawda" miała ponoć wydrukować "Salin", po czym jej redaktora aresztowano.

W 1937 roku leningradzka gazeta sportowa zamiast drobnego, smętnego deszczu opisała podobno drobnego, smętnego wodza, bo po rosyjsku oba słowa dzieli jedna litera. Ile z tych historii zdarzyło się naprawdę, trudno dziś ustalić. Dobrze jednak oddają klimat epoki, w której zecer bał się własnej czcionki.

Redaktor, który nie mylił się nigdy

W latach 30. radziecką prasę nadzorował człowiek, który literówek nie popełniał. Lew Mechlis od początku lat 20. należał do 3 najbliższych pomocników Stalina. Boris Bażanow uciekł z ZSRR w 1928 roku, Grigorij Kanner zginął w 1938 roku na poligonie Kommunarka. Mechlis przetrwał.

W czasie kolektywizacji kierował wydziałem prasowym Komitetu Centralnego i redagował "Prawdę", a od 1937 roku jako szef Zarządu Politycznego Armii Czerwonej nadzorował czystkę w wojsku.

Z jego czasów w "Prawdzie" pochodzi anegdota, która świetnie pokazuje ówczesną logikę. W 1935 roku gazeta miała nazwać słynnego górnika Stachanowa Aleksiejem, choć w rzeczywistości nosił imię Andriej.

Stalin podobno uciął sprawę stwierdzeniem, że "Prawda" się nie myli, więc to Stachanowowi poprawiono dokumenty. Jego córka zaprzeczała tej wersji, ale opowieść przetrwała dziesięciolecia.

Za życia Mechlis nie dał się przyłapać na żadnym błędzie. Zmarł 13 lutego 1953 roku, trzy tygodnie przed Stalinem, i do końca nie popełnił żadnej literówki.

Źródło

Niniejszy tekst powstał na podstawie najnowszej książki Wiktora Suworowa "Bożek na kurhanie" (Wydawnictwo Rebis, Poznań 2026).

Okładka książki Wiktora Suworowa, "Bożek na kurchanie" (Wydawnictwo Rebis, Poznań 2026) © Licencjodawca

Książkę można zamówić w wielu księgarniach, w tym na empik.com pod tym linkiem.

Wybrane dla Ciebie