Skazano go za kradzież sześciu par butów. Został kanibalem

Alexander Pearce uciekł z kolonii karnej na Tasmanii wraz z siedmioma innymi więźniami. Po schwytaniu przyznał, że podczas wędrówki przez dzikie tereny wyspy dochodziło do zabójstw i kanibalizmu. Władze nie uwierzyły w jego opowieść i ponownie osadziły go w więzieniu. Dopiero kolejna ucieczka zakończyła się procesem i wyrokiem śmierci.

Ilustracja poglądowaIlustracja poglądowa
Źródło zdjęć: © Pexels - darmowy dostęp | Dmitry Demidov

Sześć par butów i siedem lat zesłania

Alexander Pearce pochodził z irlandzkiego hrabstwa Monaghan, gdzie pracował jako robotnik rolny. W 1819 roku stanął przed sądem w Armagh za kradzież sześciu par butów. Skazano go na siedem lat zesłania do brytyjskiej kolonii karnej na Ziemi van Diemena, czyli dzisiejszej Tasmanii.

Na miejscu Pearce nadal popadał w konflikt z prawem. Dopuszczał się kolejnych kradzieży, samowolnie oddalał się z wyznaczonego miejsca i wielokrotnie był karany chłostą. W maju 1822 roku miejscowa gazeta zamieściła ogłoszenie o nagrodzie za jego schwytanie. Po zatrzymaniu oskarżono go również o sfałszowanie dokumentu.

Ostatecznie trafił do Macquarie Harbour, osady karnej na zachodnim wybrzeżu Tasmanii. Jej głównym ośrodkiem była niewielka Sarah Island, gdzie więźniowie pracowali m.in. przy pozyskiwaniu drewna.

Wyspa była otoczona wodą, a na lądzie rozciągały się rozległe, trudno dostępne lasy. Nawet jeśli skazańcowi udało się wymknąć strażnikom, przedostanie się do zamieszkanych terenów stanowiło ogromne wyzwanie.

Ośmiu zbiegów w tasmańskiej głuszy

20 września 1822 roku Pearce wraz z siedmioma innymi więźniami uciekł podczas pracy poza główną osadą. Według późniejszych relacji skazańcy obezwładnili nadzorcę i początkowo zamierzali wydostać się łodzią.

Uznali jednak tę drogę za zbyt ryzykowną i postanowili ruszyć pieszo. Zabrali ze sobą niewielkie zapasy żywności oraz siekierę.

Uciekinierzy chcieli dotrzeć do osad położonych we wschodniej części wyspy. Musieli jednak przedostać się przez górzyste tereny porośnięte gęstym lasem. Nie mieli odpowiedniego wyposażenia ani wystarczającej ilości jedzenia. W miarę wyczerpywania się zapasów coraz trudniej było im zdobyć pożywienie.

Według późniejszych zeznań Pearce’a głód doprowadził do tego, że skazańcy zaczęli zabijać i zjadać swoich towarzyszy. W zbrodniach miał uczestniczyć m.in. Robert Greenhill, który dysponował siekierą.

Nie wiadomo jednak dokładnie, w jakiej kolejności ginęli poszczególni uczestnicy wyprawy. Zachowane wersje relacji Pearce’a różnią się nawet co do tożsamości pierwszej ofiary.

Nie wszyscy więźniowie pozostali z grupą do końca. Dwóch zawróciło i dotarło do osady karnej, gdzie wkrótce zmarło. Pozostali kontynuowali wędrówkę.

Wyznanie, którego nie uznano za wiarygodne

Wśród uciekinierów znajdował się Matthew Travers, który według jednej z relacji zmarł po ukąszeniu przez węża. Ostatecznie spośród więźniów kontynuujących marsz przy życiu mieli pozostać jedynie Pearce i Greenhill. Obaj obawiali się, że jeśli któryś z nich zaśnie, drugi wykorzysta okazję, by go zabić.

Pearce twierdził, że przez pewien czas obaj walczyli ze zmęczeniem, nie spuszczając się z oczu. Kiedy Greenhill wreszcie zasnął, Pearce zabił go siekierą. Następnie zabrał części jego ciała, które miały posłużyć mu za pożywienie podczas dalszej drogi.

Pearce zdołał w końcu dotrzeć do zamieszkanych terenów Tasmanii. Przez pewien czas przebywał wśród ludzi zajmujących się kradzieżą owiec, ale ostatecznie ponownie został schwytany. Opowiedział wówczas o przebiegu ucieczki Robertowi Knopwoodowi, duchownemu pełniącemu również funkcje urzędowe.

Knopwood nie uwierzył jednak w opowieść o zabójstwach i kanibalizmie. Przypuszczał, że pozostali uciekinierzy nadal żyją, a Pearce próbuje ukryć miejsce ich pobytu. Ponieważ nie odnaleziono ciał ani innych dowodów potwierdzających jego zeznania, skazańca odesłano do Macquarie Harbour.

Druga ucieczka i proces

W listopadzie 1823 roku Pearce ponownie uciekł z kolonii karnej. Tym razem towarzyszył mu Thomas Cox. Po niespełna dziesięciu dniach Pearce znów znalazł się w rękach władz, ale Cox już nie żył. Przy zatrzymanym znaleziono fragmenty ludzkiego ciała.

Pearce przyznał się do zabicia towarzysza. Tłumaczył, że zdecydował się na to, gdy odkrył, iż Cox nie potrafi pływać i nie będzie w stanie przeprawić się z nim przez rzekę. Było to jednak wyjaśnienie samego sprawcy, a jego rzeczywiste motywy pozostają niepewne.

Tym razem sprawa trafiła przed sąd. 21 czerwca 1824 roku Pearce został uznany za winnego zamordowania Thomasa Coxa i skazany na śmierć. Wyrok dotyczył wyłącznie tego zabójstwa. Nie osądzono go za zbrodnie, do których przyznawał się po pierwszej ucieczce.

Egzekucję przeprowadzono 19 lipca 1824 roku w Hobart. Przed powieszeniem Pearce przyjął ostatnie sakramenty z rąk katolickiego księdza Philipa Conolly’ego.

Wybrane dla Ciebie