Polska omal nie straciła władcy. Tajemniczy zamach na Chrobrego

Zaledwie kilka godzin wcześniej obsypano go darami i żegnano jak honorowego gościa. A potem, na ulicach miasta, na polskiego księcia rzucił się tłum uzbrojonych ludzi. Wywiązała się zacięta walka, jego towarzysze padali ranni i okradani, a samego Bolesława Chrobrego od śmierci dzieliły sekundy. Gdyby nie interwencja jednego człowieka, Polska musiałaby szukać sobie nowego władcy, a bieg dziejów Europy potoczyłby się zupełnie inaczej. Oto historia zamachu, o którym milczą szkolne podręczniki.

Bolesław ChrobryBolesław Chrobry
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Pozory przyjaźni

Zanim Bolesław Chrobry wyjechał z Merseburga, gdzie uczestniczył w wielkim zjeździe zwołanym przez nowego króla Niemiec Henryka II, władca obdarował go jeszcze bogatymi darami. W tamtych czasach stanowiło to normę przy tego typu spotkaniach. Wszystko wyglądało na pozór przyjaźnie.

Polski książę miał powody do zadowolenia. Kontrolował rozległe ziemie na Połabiu zdobyte wiosną tego samego roku, w Miśni rządził jego zaufany sojusznik, a sam cieszył się pozycją, jakiej nie osiągnął przed nim żaden polski władca.

Opuszczał Merseburg jako jeden z najpotężniejszych ludzi w tej części Europy.

A jednak już za chwilę miało dojść do sceny, która o mały włos nie skończyła się śmiercią polskiego władcy i zmianą biegu historii. Przyjazna atmosfera okazała się jedynie cienką maską, pod którą kryły się zupełnie inne zamiary.

Krwawa scena

Gdy Bolesław wraz ze swoim orszakiem przemierzał ulice miasta, nagle, jak odnotował Thietmar, zaatakował ich "tłum zbrojnych ludzi". Razem z polskim księciem szedł też margrabia Henryk ze Schweinfurtu, więc napastnicy musieli widzieć, kogo biorą na cel.

Wywiązała się zacięta walka. Jedni z ludzi Chrobrego zostali obrabowani i poturbowani, inni odnieśli ciężkie rany.

Niektórym życie uratował dopiero książę saski Bernard, który zdążył wkroczyć ze swoimi zbrojnymi i odeprzeć napastników.

Gdyby nie jego interwencja, pierworodny syn Mieszka I mógłby skończyć żywot na niemieckiej ziemi, a Polska musiałaby szukać sobie nowego władcy. Skala wydarzeń pokazuje, że nie była to przypadkowa uliczna awantura, lecz dobrze zaplanowana napaść.

Czy to Bolesław sprowokował atak?

Thietmar, wierny swojemu zwyczajowi chronienia Henryka II, próbował całe zajście zrzucić na Bolesława Chrobrego. Polski książę miał sam sprowokować atak, bo jakoby wkroczył do królewskiego pałacu w pełnym uzbrojeniu i nie chciał go opuścić, mimo że gospodarz tego żądał.

Brzmi to jak zręczne zacieranie śladów. Bolesław wjechał do Merseburga w paradnym stroju i z ozdobną bronią (być może nawet z kopią włóczni świętego Maurycego, darem od cesarza Ottona III z czasów zjazdu gnieźnieńskiego), co mogło rzeczywiście zirytować Henryka.

Nowy król, świeżo koronowany i nie do końca pewny swojej pozycji, nie lubił, gdy ktoś obok niego zbyt ostentacyjnie prężył muskuły.

Chrobry, przebywając w nieprzyjaznym sobie otoczeniu, zapewne nie zamierzał rozstać się ze zbrojną eskortą. I miał ku temu powody, o czym przekonał się na własnej skórze kilka godzin później.

Możliwe, że Bolesław przeczuwał zagrożenie. Wjazd do pałacu z uzbrojoną drużyną byłby w takim wypadku zwykłym aktem samoobrony, a nie prowokacją.

To był prawdziwy zamach

Niezależnie od tego, kto pierwszy zadarł nosa, faktem pozostaje to, że w pewnym momencie na polskiego księcia rzucili się zbrojni ludzie. Nie była to szarpanina uliczna ani bijatyka rozochoconych piwem hulaków.

Napastników musiało być wielu, bo nawet razem z Henrykiem ze Schweinfurtu Chrobry nie dawał sobie z nimi rady. Bez zbrojnych Bernarda wszystko mogło skończyć się trumną. To był prawdziwy zamach, a nie przypadkowa awantura.

Wydarzenie to stawia szereg niepokojących pytań. Kto ośmielił się podnieść rękę na jednego z najpotężniejszych gości zjazdu, i to w samym sercu królewskiej rezydencji?

Czy napastnicy działali na własną rękę, czy ktoś za nimi stał? A przede wszystkim, dlaczego do napaści doszło akurat wtedy, gdy Bolesław był już pozornie pożegnany i obsypany darami?

Odpowiedzi na te pytania historycy szukają od stuleci. Zachowanie samego króla po zamachu, a także łańcuch wcześniejszych wydarzeń, każą podejrzewać, że za pozornie przypadkową napaścią mogła kryć się chłodna kalkulacja polityczna.

Jedno jest pewne: ten dzień na zawsze odmienił stosunki między Polską a Niemcami i pchnął oba państwa na kurs kolizyjny.

Źródło

Niniejszy tekst stanowi fragment najnowszej książki dr Mariusza Sampa "Kryminalne dzieje Piastów. Mroczna historia dynastii" (Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2026).

Książka "Kryminalne dzieje Piastów" (wyd. ZNAK, Kraków 2026) © Licencjodawca

Książkę można zamówić w wielu księgarniach, w tym w empiku pod tym linkiem.

Wybrane dla Ciebie