Zdarto z niego szaty i wtrącono do lochu. Ostatnie godziny Mikołaja II 

Dotarł resztkami sił do kościoła i padł krzyżem przed ołtarzem, licząc, że święte miejsce ocali mu życie. Nie ocaliło. Mikołaja II opolskiego wywleczono ze świątyni, zdarto z niego szaty i wtrącono do lochu, by nazajutrz postawić go przed sądem, który z góry skazał go na śmierć.

Scena ścięcia Mikołaja II opolskiego na rynku w Nysie w 1497 rokuScena ścięcia Mikołaja II opolskiego na rynku w Nysie w 1497 roku
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Rozpaczliwa ucieczka do świątyni

Mikołaj II opolski znalazł się w rozpaczliwym położeniu po tym, jak podczas zjazdu w Nysie rzucił się ze sztyletem na namiestnika Śląska, Kazimierza cieszyńskiego. Rozbrojony i osaczony przez rozwścieczony tłum, nie miał już pola manewru. Pozostała mu jedynie ucieczka, lecz możliwości było niewiele.

Mógł próbować ukryć się gdzieś w mieście, ryzykując, że ktoś go w końcu odnajdzie, albo uciec poza Nysę, na co jednak potrzebował koni, których akurat nie było w pobliżu. W tej beznadziejnej sytuacji, biegnąc przez nyski rynek, książę wpadł na pomysł schronienia się w pobliskim kościele świętego Jakuba.

Była to ostatnia deska ratunku. W średniowieczu nawet najwięksi zbrodniarze szukali azylu w świątyniach i często go uzyskiwali, bo prawo azylu chroniło ściganych przed pojmaniem na poświęconej ziemi.

Mikołaj liczył, że i jemu uda się skorzystać z tego przywileju, który mógł odmienić jego los.

Wyrwany sprzed ołtarza

Rachuby księcia spaliły jednak na panewce. Choć zdołał doczłapać się resztkami sił do kościoła, ścigająca go pogoń wbiegła tam tuż za nim.

Zrazu nie wiedziano, jak postąpić. Mikołaj, który niedawno wymachiwał bronią, teraz leżał krzyżem na stopniach głównego ołtarza, płacząc i trzęsąc się ze strachu.

Przez pewien czas nikt nie odważył się podejść do nieszczęśnika, by nie naruszyć świętości miejsca. Dopiero gdy do świątyni dotarł biskup wrocławski Jan, na jego wyraźny rozkaz pojmano księcia.

Niewiele brakowało, by zabito go na miejscu, lecz uratował go wierny rycerz Jan Stosch, który zasłonił swego pana własnym ciałem. To poświęcenie kosztowało go głęboką ranę w plecach.

Tak oto święte miejsce, które miało dać Mikołajowi schronienie, stało się sceną jego pojmania. Książę, zaledwie dzień wcześniej budzący postrach, teraz był bezbronnym, roztrzęsionym więźniem zdanym na łaskę swoich wrogów.

Upokorzenie i więzienne męki

Mikołaja wywleczono ze świątyni, zdarto z niego szaty, a następnie skrępowano sznurami i siecią. Tak spętanego poprowadzono do ratusza wśród radosnej wrzawy pospólstwa, które uwielbiało oglądać podobne widowiska.

Po krótkim przesłuchaniu zaciągnięto go do Wieży Braterskiej, gdzie miał spędzić noc w oczekiwaniu na proces.

Droga do więzienia była dla księcia prawdziwą udręką. Motłoch wciąż manifestował swoją nienawiść, gotów w każdej chwili dokonać samosądu, na co jednak nie pozwolono.

W lochu Mikołaja traktowano gorzej niż psa. Poskąpiono mu nawet odrobiny wody i okruszyny chleba, choć był skrajnie osłabiony.

W końcu ulitował się nad nim jakiś anonimowy mężczyzna, oddając mu swoją lisiurkę, czyli futrzane okrycie, które stało się jedynym odzieniem zmizerniałego więźnia. Był to jedyny ludzki odruch, jaki spotkał księcia w ostatnich godzinach jego życia. Reszta otoczenia widziała w nim już tylko skazańca.

Stronniczy sąd

Nazajutrz, we wtorek 27 czerwca 1497 roku, Mikołaja wyprowadzono z lochu przed sąd. Proces toczył się po niemiecku, czyli w języku urzędowym Nysy należącej do biskupa Jana Rotha, gorącego zwolennika germanizacji Śląska.

W literaturze pojawiło się twierdzenie, jakoby książę nie znał niemieckiego i nie rozumiał własnego procesu, lecz najprawdopodobniej było inaczej. Jego rodzice posługiwali się tym językiem, więc trudno przypuszczać, by sam go nie znał, choć książęta opolscy używali na co dzień również polszczyzny w kontaktach z poddanymi.

Mikołaj słusznie protestował przeciwko bezprawiu, które go dotknęło. Postawiono go bowiem przed miejskim sądem ławniczym, podczas gdy jako księciu przysługiwał mu wyłącznie sąd królewski.

Choć wielokrotnie domagał się tej zmiany, nikt się tym nie przejmował. Sędziowie z góry ustalili między sobą, że wymierzą mu najwyższą karę, co było sprzeczne z ówczesnym prawem.

Widząc, na co się zanosi, Mikołaj próbował przekupić Kazimierza cieszyńskiego ogromną sumą stu tysięcy złotych, lecz ten nie dał się skusić. Pogrążony w rozpaczy książę wybłagał wówczas wizytę spowiednika. Po spowiedzi, odbytej w języku czeskim, spisał testament, w którym następcą wszystkich swoich dóbr uczynił brata Jana Dobrego.

Zobowiązał go przy tym do wynagrodzenia wszystkich, których wcześniej skrzywdził, i prosił, by jego ciało spoczęło w rodzinnym Opolu, obok ojca. Załatwiwszy sprawy doczesne i duchowe, Mikołaj był już gotów na najgorsze. A najgorsze, czyli śmierć z ręki kata, miało nadejść jeszcze tego samego dnia.

Źródło

Niniejszy tekst stanowi fragment najnowszej książki dr Mariusza Sampa "Kryminalne dzieje Piastów. Mroczna historia dynastii" (Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2026).

Książka "Kryminalne dzieje Piastów" (wyd. ZNAK, Kraków 2026) © Licencjodawca

Książkę można zamówić w wielu księgarniach, w tym na empik.com pod tym linkiem.

Wybrane dla Ciebie