Pociągi pełne zwłok. Makabryczna historia podziału Indii

W 1947 roku miliony mieszkańców Indii Brytyjskich musiały zdecydować, po której stronie nowej granicy szukać bezpieczeństwa. W Pendżabie pociągi wypełniały się rodzinami opuszczającymi domy, lecz nawet podróż koleją nie chroniła przed przemocą. Uzbrojone grupy napadały na składy, zabijając pasażerów ze względu na ich religię. Niektóre pociągi docierały do stacji z wagonami pełnymi zwłok.

Współczesny pociąg na peronie w Mumbaju. Zdjęcie poglądowe, niezwiązane z wydarzeniami z 1947 roku.Współczesny pociąg na peronie w Mumbaju. Zdjęcie poglądowe, niezwiązane z wydarzeniami z 1947 roku.
Źródło zdjęć: © www.pexels.com

Granica wyznaczana w pośpiechu

3 czerwca 1947 roku ogłoszono brytyjski plan podziału kolonii na Indie i Pakistan. Nowa granica miała przeciąć m.in. Pendżab i Bengal, regiony od pokoleń zamieszkane przez wyznawców różnych religii.

Dla milionów ludzi oznaczało to konieczność wyboru między pozostaniem w rodzinnym miejscu a przeprowadzką do nowego państwa.

Brytyjczycy przyspieszyli termin przekazania władzy, pierwotnie przewidywany na 1948 rok. Niepodległość ogłoszono już w sierpniu 1947 roku, równocześnie dzieląc wojsko, administrację i zasoby dotychczasowego państwa kolonialnego.

Pracom komisji granicznych przewodniczył brytyjski prawnik Cyril Radcliffe, który wcześniej nie znał Indii z własnego doświadczenia. Ostateczny przebieg granic podano do wiadomości dopiero po uroczystościach niepodległościowych. Wiele rodzin nie wiedziało zatem, czy ich dom znajdzie się w Indiach, czy w Pakistanie.

Starcia między społecznościami religijnymi rozpoczęły się jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem granicy. Rozpad struktur administracyjnych i napływające wiadomości o zabójstwach przyspieszyły masowe ucieczki.

Kolej wśród uciekających tłumów

Hindusi i sikhowie przemieszczali się głównie w stronę Indii, natomiast muzułmanie kierowali się do Pakistanu. Całe rodziny wyruszały pieszo, podróżowały wozami lub próbowały dostać się do pociągów. Często zabierały tylko to, co mogły unieść.

Kolej była jednym z najważniejszych sposobów przewożenia uchodźców przez Pendżab. Mogła pomieścić wielu pasażerów, ale jej trasy były łatwe do przewidzenia. Napastnicy wiedzieli, gdzie zatrzymać skład lub zorganizować zasadzkę.

Część transportów otrzymywała ochronę wojskową, lecz nie wszystkie eskorty były skuteczne. Podział dotychczasowych formacji między dwa państwa utrudniał zapewnienie bezpieczeństwa, a lojalność niektórych żołnierzy wiązała się przede wszystkim z własną wspólnotą religijną.

Równie niebezpieczne były drogi lądowe. Zbrojne grupy napadały na wioski i piesze kolumny uchodźców, a ucieczka innym środkiem transportu nie gwarantowała ocalenia.

Ataki po obu stronach

22 września 1947 roku w Amritsarze zaatakowano pociąg wiozący muzułmańskich uchodźców do Pakistanu. W masakrze zginęły tysiące osób. Wśród pasażerów byli również ranni i ludzie, którym udało się przeżyć.

Dwa dni później pod Kamoke, w pakistańskiej części Pendżabu, napadnięto na skład przewożący hindusów i sikhów. Relacje mówiły o setkach zabitych i rannych. Atak przedstawiano jako odwet za wcześniejsze zbrodnie.

Wieści o zamordowanych pasażerach podsycały strach i sprzyjały kolejnym aktom przemocy. Władze próbowały ograniczać ruch kolejowy i organizować silniejsze eskorty, lecz podczas największej fali przesiedleń nie były w stanie skutecznie chronić wszystkich transportów.

Pociągi przywożące ciała zabitych stały się jednym z najbardziej przejmujących obrazów podziału Indii. Nie oznacza to jednak, że każda podróż kończyła się masakrą. Tysiące rodzin zdołały dotrzeć do celu, choć często po drodze były świadkami przemocy albo słyszały o losie innych uchodźców.

Głosy ocalałych pasażerów

Jedną z takich podróży opisała muzułmańska kobieta, której wspomnienia opublikował India Stoughton. Wraz z rodziną jechała z Delhi do Lahore przez 36 godzin. Pamiętała strach przed uzbrojonymi ludźmi pojawiającymi się na peronach i próby zachowania ciszy w wagonie, aby nie zwracać na siebie uwagi.

Relacja pokazuje doświadczenie osób, które ocalały, lecz przez całą drogę obawiały się napaści. Zagrożenie nie ograniczało się do miejsc, gdzie rzeczywiście dochodziło do zabójstw. Wieści o kolejnych zbrodniach sprawiały, że nawet postój na stacji budził lęk.

Całkowity bilans tragedii pozostaje niepewny. Przymusowa migracja objęła miliony ludzi, a szacunki liczby zmarłych znacznie się różnią. Uwzględniają nie tylko osoby zamordowane, lecz także ofiary chorób i warunków panujących podczas ucieczki.

Świadectwa uczestników przesiedleń gromadzi m.in. The 1947 Partition Archive. Organizacja nagrywa wspomnienia ludzi po obu stronach granicy, dokumentując historie o przemocy, porzuconych domach i życiu odbudowywanym po przybyciu do nowego kraju.

Wybrane dla Ciebie