Król Belgii zarabiał na kauczuku. W Kongu odcinano ludziom dłonie

W Kongu rządzonym przez Leopolda II mieszkańców zmuszano do zbierania kauczuku, odbierano im bliskich jako zakładników i karano za niewykonanie narzuconych dostaw. Uzbrojeni funkcjonariusze zabijali ludzi, palili wioski i okaleczali ocalałych. Odcięte dłonie stały się jednym z najbardziej przerażających świadectw kolonialnego terroru. Ich zbieranie wiązało się m.in. z rozliczaniem amunicji wydawanej żołnierzom.

Leopold II na portrecie Alberta Dillensa z 1905 roku.Leopold II na portrecie Alberta Dillensa z 1905 roku.
Źródło zdjęć: © Domena publiczna | Albert Dillens

Państwo i przedsiębiorstwa koncesyjne

Od 1885 roku Wolne Państwo Kongo stanowiło osobiste władztwo belgijskiego monarchy. Leopold II przedstawiał swoją działalność jako misję cywilizacyjną i humanitarną.

Formalnie nie była to jednak wówczas kolonia państwa belgijskiego.

Wraz ze wzrostem światowego zapotrzebowania na kauczuk rosły zyski z eksploatacji kongijskich lasów. Surowiec pozyskiwano przede wszystkim z pnączy, a jego dostawy organizowały zarówno instytucje kolonialne, jak i prywatne przedsiębiorstwa posiadające koncesje.

Miejscowym społecznościom narzucano obowiązek dostarczania określonej ilości kauczuku. Administracja nazywała go podatkiem, lecz mieszkańcy nie mogli swobodnie zdecydować, czy chcą wykonywać tę pracę. O wielkości dostaw rozstrzygali urzędnicy oraz przedstawiciele spółek.

Przymus egzekwowała m.in. Force Publique, formacja złożona z afrykańskich żołnierzy dowodzonych przez europejskich oficerów. Firmy kauczukowe korzystały ponadto z własnych uzbrojonych wartowników.

Zakładnicy zamiast swobodnej pracy

Niedostarczenie wymaganej ilości surowca mogło skończyć się chłostą, uwięzieniem, a nawet śmiercią. Oddziały karne napadały na wsie i paliły domy, aby wymusić posłuszeństwo mieszkańców.

Szczególnie dotkliwą metodą było branie zakładników. Żołnierze zatrzymywali kobiety i innych członków rodzin, a ich uwolnienie uzależniali od wykonania pracy przez bliskich.

Ludzie wyruszający po kauczuk wiedzieli, że los uwięzionych zależy od dostarczenia narzuconej ilości surowca.

Przymusowe wyprawy do lasu odbierały rodzinom czas potrzebny na uprawę ziemi i zdobywanie pożywienia. Ucieczki przed wojskiem, rozdzielanie krewnych i niedożywienie niszczyły życie całych społeczności. Dodatkowym zagrożeniem były epidemie.

Nie sposób precyzyjnie policzyć wszystkich ofiar tych rządów. Dokumentacja ludnościowa była niepełna, a przyczynami spadku liczby mieszkańców były nie tylko zabójstwa, lecz także głód, choroby, migracje i mniejsza liczba urodzeń.

Co oznaczały odcięte dłonie

Fotografie i zeznania przedstawiające ludzi pozbawionych dłoni należą do najważniejszych świadectw przemocy w Kongu. Warto jednak rozróżnić praktyki, które stały za tymi okaleczeniami.

Żołnierze otrzymywali amunicję, z której musieli rozliczać się przed przełożonymi. Prawa dłoń zabitego człowieka bywała przedstawiana jako dowód, że nabój wykorzystano podczas wykonywania rozkazu. Miało to zapobiegać m.in. zużywaniu amunicji na polowania lub zatrzymywaniu jej dla siebie.

Takie rozliczenia prowadziły również do okaleczania ludzi, którzy nie zostali zabici. Brytyjski konsul Roger Casement opisywał przypadki odcinania dłoni żyjącym osobom, aby uzupełnić wymagane zestawienie. W jego raporcie znalazły się świadectwa dzieci, które przeżyły postrzelenie, a mimo to potraktowano je jak zabite.

Casement spotykał ludzi okaleczonych przez kolonialnych funkcjonariuszy i oglądał ich obrażenia. Jego dokumentacja obejmowała zarówno relacje świadków, jak i własne obserwacje.

Nie pozwala jednak uznać każdego odcięcia dłoni za karę wymierzaną bezpośrednio za niewykonanie normy kauczuku.

Dowody, które docierały do Europy

O wydarzeniach w Kongu informowali misjonarze, podróżnicy i sami mieszkańcy. William Sheppard opisał spotkanie z miejscowym wodzem, który pokazał mu 81 odciętych dłoni przygotowanych do przedstawienia urzędnikowi.

Misjonarka Alice Seeley Harris fotografowała ludzi okaleczonych wskutek kolonialnej przemocy. Jej zdjęcia wykorzystywano później podczas wystąpień i w kampaniach informacyjnych, pomagając odbiorcom w Europie zobaczyć skutki przymusowego systemu pracy.

Raport Rogera Casementa, opublikowany w 1904 roku przez brytyjskie władze, nadał sprawie międzynarodowy rozgłos dyplomatyczny. Edmund Dene Morel i inni działacze zestawiali zawarte w nim ustalenia z deklaracjami Leopolda II o humanitarnym charakterze jego przedsięwzięcia.

Rosnąca presja polityczna doprowadziła do zmiany statusu Konga. W 1908 roku Wolne Państwo Kongo przestało być osobistym władztwem króla i zostało przejęte przez Belgię. Mieszkańcy nie uzyskali jednak niepodległości, a kraj stał się kolonią belgijską.

Wybrane dla Ciebie