Diamenty w USA. Tak zarobili na złożu, którego nie było

W 1872 roku grupa zamożnych inwestorów wyruszyła na pustkowia amerykańskiego Zachodu, by obejrzeć niezwykłe złoże diamentów. Na miejscu rzeczywiście znajdowali cenne kamienie, a towarzyszący im ekspert potwierdził autentyczność odkrycia. Nie wiedzieli, że cała wyprawa została starannie przygotowana przez dwóch oszustów.

Clarence King i jego towarzysze – fotografia z 1864 r.Clarence King i jego towarzysze – fotografia z 1864 r.
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Prawdziwe kamienie, zmyślone złoże

Philip Arnold i John Slack przekonywali, że odkryli na amerykańskim Zachodzie bogate złoża kamieni szlachetnych. Nie chcieli jednak zdradzić ich dokładnego położenia. Zamiast tego pokazywali diamenty i inne drogocenne znaleziska, które rzekomo przywieźli z wypraw.

Ich opowieść zainteresowała wpływowych finansistów, w tym bankiera Williama Ralstona i przedsiębiorcę Asbury'ego Harpendinga. Kamienie trafiły do oceny jubilerów, a wśród konsultowanych specjalistów znalazł się Charles Lewis Tiffany. Problem polegał na tym, że nawet potwierdzenie autentyczności diamentów nie dowodziło, iż pochodziły one ze wskazanego złoża.

Arnold i Slack doskonale wykorzystali tę sytuację. Za pieniądze otrzymane od inwestorów wyjechali do Londynu, gdzie pod fałszywymi nazwiskami kupili tysiące nieoszlifowanych kamieni za około 20 tys. dolarów. Część pokazali jako kolejne znaleziska, a pozostałe przeznaczyli do przygotowania miejsca, w którym miało znajdować się rzekome bogactwo.

Niniejszy tekst powstał na podstawie najnowszej książki Simona Jenkinsa "Krótka historia Ameryki. Od herbatki bostońskiej do Trumpa" (Wydawnictwo Rebis, Poznań 2026).

Wycieczka po gotową fortunę

Inwestorzy w końcu zażądali obejrzenia złoża. Postanowili również zabrać ze sobą doświadczonego inżyniera górniczego Henry'ego Janina, który miał ocenić wartość odkrycia. W czerwcu 1872 roku grupa wyruszyła konno z Wyoming.

Przez cztery dni Arnold i Slack prowadzili uczestników wyprawy okrężną drogą, celowo utrudniając im zapamiętanie trasy. Udawali nawet, że sami mają problemy z orientacją. Dopiero po tej wędrówce dotarli do miejsca, w którym miały znajdować się diamenty.

Poszukiwania niemal natychmiast przyniosły rezultaty. Uczestnicy znajdowali diamenty, rubiny i inne kamienie szlachetne. Arnold wskazywał im miejsca, w których warto kopać, a oni własnoręcznie wydobywali kolejne okazy. Janin dał się przekonać i uznał złoże za autentyczne.

Powstała spółka San Francisco and New York Mining and Commercial Company, która miała czerpać zyski z odkrycia. Nazwiska wpływowych inwestorów i pozytywna opinia eksperta uwiarygodniały całe przedsięwzięcie. Arnold zdołał wycofać się z interesu z setkami tysięcy dolarów, zanim oszustwo wyszło na jaw.

Rubiny zdradzają oszustów

O rzekomym odkryciu dowiedział się Clarence King, szef państwowej ekspedycji geologicznej. Informacja dotarła do niego za pośrednictwem jednego ze współpracowników, który rozmawiał z Janinem. King miał wątpliwości co do niezwykłego złoża i postanowił osobiście sprawdzić teren.

Geolog wraz ze swoimi ludźmi rzeczywiście znalazł kamienie szlachetne. Zainteresowało ich jednak to, gdzie dokładnie występowały. Rubiny odkrywali między innymi w mrowiskach, przy których widać było ślady ludzkiej ingerencji. Tam, gdzie ziemia pozostała nienaruszona, podobnych znalezisk nie było. Wyglądało to tak, jakby ktoś celowo umieszczał kamienie w mrowiskach, wciskając je choćby patykiem.

Kolejne podejrzenia wzbudziły głębsze wykopy. Nie znaleziono w nich diamentów, których można byłoby oczekiwać w naturalnym złożu. Cenne kamienie występowały przede wszystkim blisko powierzchni, w miejscach łatwo dostępnych dla człowieka.

Skutki mistyfikacji

King zawiadomił inwestorów o oszustwie, zanim zdążyli sprzedać kolejne udziały w przedsięwzięciu. Ponowne oględziny terenu potwierdziły jego ustalenia. W listopadzie 1872 roku gazety opisały mistyfikację, a spółkę ostatecznie zlikwidowano.

Historia fałszywego odkrycia pozostawiła jednak ślad na mapach. Płaskowyż w pobliżu granicy Wyoming i Kolorado oznaczano później nazwą Diamond Field, czyli Diamentowe Pole. Zasłynął dzięki złożu, które nigdy nie istniało, choć znalezione tam kamienie były jak najbardziej prawdziwe.

Źródło

Niniejszy tekst powstał na podstawie najnowszej książki Simona Jenkinsa "Krótka historia Ameryki. Od herbatki bostońskiej do Trumpa" (Wydawnictwo Rebis, Poznań 2026).

Simom Jenkins, "Krótka historia Ameryki" (Wydawnictwo Rebis, Poznań 2026). © Licencjodawca

Książkę można zamówić w wielu księgarniach, w tym w empiku pod tym linkiem.

Wybrane dla Ciebie