CIA chciała stworzyć kociego szpiega. Pomysł nie wypalił

W latach 60. amerykańska CIA wpadła na pomysł wykorzystania kota jako ruchomego urządzenia podsłuchowego. Zwierzę wyposażone w elektronikę miało zbliżać się do rozmówców, nie wzbudzając podejrzeń. Projekt Acoustic Kitty doczekał się eksperymentów, ale ostatecznie uznano, że kot z aparaturą nie będzie wystarczająco niezawodnym narzędziem pracy wywiadu.

Ilustracja poglądowaIlustracja poglądowa
Źródło zdjęć: © Pexels - darmowy dostęp | Sara Ghadersahi

Zwierzę zamiast widocznego urządzenia

Zwykły kot przechadzający się w pobliżu ludzi mógł zostać zignorowany znacznie łatwiej niż człowiek zachowujący się podejrzanie. Na tym opierał się pomysł wykorzystania zwierzęcia do przechwytywania rozmów.

W późniejszych relacjach osób związanych z projektem właśnie brak zainteresowania otoczenia przedstawiano jako jego najważniejszą zaletę.

Według opublikowanych wspomnień kotowi wszczepiono urządzenia umożliwiające zbieranie i przekazywanie dźwięku. Przy eksperymencie pracowali specjaliści techniczni CIA. Ich zadaniem było opracowanie rozwiązania, które sprawdzałoby się poza zwykłymi warunkami laboratoryjnymi.

Trener Bob Bailey opowiadał dziennikarzowi "Smithsonian", że koty potrafiły uczyć się reagowania na odpowiednie sygnały. Próbowano m.in. kierować ich uwagę na ludzkie głosy i wpływać na przemieszczanie się zwierząt za pomocą bodźców dźwiękowych.

Sama możliwość takiego treningu nie oznaczała jednak, że kot wykona zadanie w nieprzewidywalnym otoczeniu.

Co rzeczywiście mówi notatka z 1967 roku

Zachowany dokument CIA zatytułowany "Views on Trained Cats" pochodzi z marca 1967 roku. Notatkę odtajniono tylko częściowo, usuwając m.in. nazwiska i szczegóły planowanych zastosowań.

Nie pozwala ona więc odtworzyć wszystkich prób przeprowadzonych w ramach Acoustic Kitty.

Autorzy przyznawali, że zwierzę można nauczyć przemieszczania się na niewielkich dystansach. Pozytywnie oceniali część wyników badań nad jego zachowaniem.

Nie uznali jednak tych sukcesów za wystarczające, aby polecić nową metodę do rzeczywistych operacji zagranicznych.

Największy problem stanowiła niezawodność. Nawet wyszkolony kot mógł reagować na bodźce z otoczenia i zachowywać się inaczej, niż oczekiwali prowadzący. Przy zadaniu polegającym na dotarciu do konkretnych osób i przechwyceniu rozmowy taka niepewność była poważną przeszkodą.

Końcowa ocena projektu okazała się negatywna. Dokument nie stwierdzał, że trening zwierząt był całkowitą porażką, lecz że uzyskane rezultaty nie odpowiadały praktycznym potrzebom wywiadu. Działający eksperyment nie musiał być zarazem przydatnym narzędziem operacyjnym.

Taksówka w późniejszych opowieściach

Z projektem zaczęto z czasem łączyć szczególnie barwną historię. Były pracownik CIA Victor Marchetti twierdził, że podczas próby terenowej kota wypuszczono w pobliżu osób, które miał podsłuchiwać. Według tej relacji zwierzę niemal natychmiast zginęło pod kołami taksówki.

Nie wszyscy uczestnicy i znawcy przedsięwzięcia potwierdzali tę wersję. Robert Wallace, dawny szef technicznego zaplecza CIA, zakwestionował opowieść w rozmowie ze "Smithsonian". Powoływał się przy tym na informacje otrzymane od osoby bezpośrednio związanej z projektem.

Odtajniona notatka nie wspomina o wypadku samochodowym. Nie pozwala również ustalić dokładnego kosztu eksperymentu ani jednoznacznie wyjaśnić dalszych losów kota.

Historia o taksówce pozostaje zatem elementem późniejszych relacji, a nie potwierdzonym opisem zakończenia operacji.

Dwie częściowo ocenzurowane strony dokumentu "Views on Trained Cats" udostępniło National Security Archive w zbiorze materiałów poświęconych badaniom technicznym CIA. Wynika z nich przede wszystkim to, że służba uznała wykorzystanie tresowanych kotów za nieodpowiednie do planowanych zadań.

Wybrane dla Ciebie